Z wiarą w siebie i swoje możliwości

1117

Kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Kobieta, która swoje pomysły potrafi zamienić na wielki sukces. Po prostu Kobieta Charyzmatyczna – Edyta Podkulska – pomysłodawczyni oraz właścicielka marki modowej LOUVE i butików LOUVE WITH LOVE, dyrektor generalna Hotelu Rzeszów i mama 12-letniej Róży.

Realizuje się Pani w różnych dziedzinach. Skąd czerpie pani energię do wykonywania tak wielu niezwykłych aktywności?
Przede wszystkim bardzo lubię to, co robię. Uważam, że przychodzimy na świat, aby coś po sobie pozostawić. Dla mnie bardzo ważnym jest kreowanie rzeczywistości w bliższym i dalszym otoczeniu, ponieważ właśnie na tę rzeczywistość mamy największy wpływ. Wyniesienie na zewnątrz tego, co mi w duszy gra, stanowi dla mnie największą nagrodę. W takim podejściu i jednoznacznej identyfikacji z celem tkwi według mnie tajemnica sukcesu. Prędzej czy później pieniądze również pojawić się muszą, jako naturalna konsekwencja podjętych działań. Również świadomość, że dzięki temu, co tworzę i w jaki sposób wpływam na rozwój innych, ma dla mnie ogromne znaczenie.

Jakie cechy kobiety charyzmatycznej pojawiły się u Pani już w dzieciństwie i rozwinęły się w przyszłości?
Myślę, że pewne cechy związane z byciem liderką ujawniały się u mnie dość wcześnie. W moim przypadku już w dzieciństwie. Nie mam w tym momencie na myśli jedynie roli przewodniczącej klasy w szkole, czy liderki w harcerstwie, ale w tamtym okresie doświadczyłam przyspieszonego dojrzewania z powodu wczesnej śmierci ojca. Takie przeżycie jest jak skok na trampolinie z dzieciństwa w dorosłość. W szkole podstawowej
zaczęłam pisać wiersze, malować, czytałam tony książek, tworzyłam także ubrania dla siebie i najbliższych koleżanek. Do zrobionych własnoręcznie swetrów doszywałam kwiaty lub zamszowe ozdoby. Lubiłam oryginalność we własnym wydaniu, zwłaszcza że z powodu ograniczonych funduszy była to również jedyna droga do posiadania oryginalnych ubrań. W drugiej klasie szkoły średniej rozpoczęłam pracę w Tygodniku Podkarpackim jako korespondentka. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Pozwalało mi przedstawiać interesujące wydarzenia i osoby oraz to, czym się zajmowały przez pryzmat mojej perspektywy odbierania rzeczywistości. Myślę, że m.in. dzięki tej pracy bardziej od rówieśników interesowałam się historią i filozofią, co owocowało sukcesami na olimpiadach humanistycznych.

Myślę, że pewne cechy związane z byciem liderką ujawniały się u mnie dość wcześnie. W moim przypadku już w dzieciństwie.

Skąd decyzja o tak szybkim przejściu ze świata nauki do świata działania?
Rozpoczęłam studia na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS w Warszawie, ale ich nie ukończyłam, bo wolałam zająć się biznesem. Jednak to, z czym spotkałam się na uczelni, głęboko zapadło mi w pamięć. Idee, które zakorzeniły się w mojej duszy, postanowiłam przeszczepić na grunt rzeszowski. Z mojej inicjatywy SWPS rozpoczął, i to z powodzeniem, prowadzenie studiów podyplomowych w Rzeszowie. Rozwija je niezależnie od Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na razie wykładowcy dojeżdżają z Warszawy, a zajęcia prowadzone są w salach konferencyjnych rzeszowskich hoteli. Myślę, że będzie tak do czasu, kiedy uczelnia zdecyduje się na utworzenie wydziału zamiejscowego. Wymarzyłam sobie, że do Rzeszowa przyjadą takie gwiazdy światowej psychologii, jak Robert Cialdini, Philip Zimbardo. Prowadzę w tym temacie rozmowy z dyrektorem Studiów Podyplomowych Uniwersytetu SWPS, panem Janem Jaworowskim. Ci wybitni amerykańscy uczeni zapewne zainteresowaliby swoimi wystąpieniami rzesze osób z Podkarpacia i nie tylko. Poza tym wizyta naukowców tej rangi to nie tylko ogromna wartość marketingowa dla uczelni, ale również splendor dla miasta i… wspomniane wystąpienia odbyłyby się w Centrum Kongresowym G2A Arena, które może pomieścić kilkanaście tysięcy osób. Przy tym projekcie, zainicjowania ich działalności edukacyjnej w Rzeszowie, aktywnie wspierał mnie Prezydent miasta. Ponieważ psychologię mam nadal we krwi, ukończyłam kurs coachingu na Wszechnicy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zdobyte tam umiejętności pomagają mi w pracy w obszarze HR. W ogóle uważam, że na edukację nigdy nie jest za późno. Człowiek przez całe życie powinien zdobywać wiedzę, by wzbogacać swoją osobowość, poszerzać horyzonty i rozwijać świadomość. Ponadto zawsze fascynowało mnie wszystko to, co było związane z zarządzaniem ludźmi, ich rozwojem, kreowaniem i realizacją nowych pomysłów oraz sieciowaniem.
To, co tworzę, natychmiast pojawia się w mojej głowie jako mapa niestandardowych połączeń (często wynikających z odczytania rynku z innej, unikatowej perspektywy), jako schematy do powtórzenia. W taki sposób powstała m.in. sieć salonów fryzjerskich SOHO, którą stworzyłyśmy, a następnie sprzedałyśmy ze wspólniczką. Jeden z nich jednak pozostał w rodzinie i prowadzi go do dzisiaj w Gorlicach mój brat z żoną.

Jak powstał pomysł na stworzenie własnej marki modowej?
Mogę powiedzieć, że stworzenie marki było z jednej strony odpowiedzią na potrzeby klientek, a z drugiej „odkopaniem” talentu z dzieciństwa. W trakcie rozmów z kobietami przychodzącymi do butiku dowiadywałam się, czego potrzebują. Były to np. sukienki w stylu boho, który jest bardzo kobiecy, a tym samym zgodny z moim stylem. Postanowiłam więc zrealizować swoje pomysły i uruchomić własną produkcję.
Na początku z koleżankami, a po roku już wyłącznie jako marka własna LOUVE. Obecnie podczas tworzenia kolekcji współpracuję ze wspaniałymi, kreatywnymi osobami, które współtworzą ze mną sukces marki.

Pani marka ma oryginalne i atrakcyjne brzmienie. Skąd czerpała Pani inspiracje, szukając odpowiedniej nazwy?
LOUVE to po francusku wilczyca. Gdy szukałam pomysłu na nazwę dla mojej marki, zainspirowałam się linią perfum francuskiego kreatora zapachów Serge’a Lutensa (zresztą również jego historia jest fascynująca). Uważam, że każda kobieta nosi w sobie archetypowe cechy osobowościowe wilczycy, które warte są odkrycia, jeśli zakopałyśmy je gdzieś wewnątrz nas samych My, kobiety, mamy bardzo dużo wspólnego z wilczycami – jesteśmy opiekuńcze, kochające, staramy się wspaniale wychować nasze dzieci, zahartować je. Umiemy się też bronić, umiemy żyć w stadzie i współpracować w nim. Uważam, że takie właśnie wartości należy w sobie pielęgnować. One budują nasze zasoby do przeżywania każdego dnia i całego życia w sposób z nami zgodny. Wyznaczają nam również poziom satysfakcji. Tak jak ocean składa się z kropel, tak i nasze życie jest sumą wyborów, zmian i przemian oraz pracy nad sobą, żeby nam samym i innym z nami było dobrze. Na tym polega rozwój, za który sami jesteśmy przed sobą odpowiedzialni. Zdarza się, że błądzimy, ale każde doświadczenie życiowe jest nauką na przyszłość. Taka jest wilczyca, taka jest Kobieta LOUVE. Ma w sobie siłę, ciekawość świata i odwieczną mądrość przodków. Dzięki wyostrzonym zmysłom i doskonałej intuicji, rozumie siebie i swoje potrzeby. Dostrzega magiczną stronę życia i nie ma dla niej ograniczeń. Liczy się dla niej stado – nie tylko rodzina i przyjaciele, ale także wartościowi ludzie, których spotyka.

Dla kogo projektowane są ubrania pani marki?
LOUVE jest marką dla silnych kobiet w każdym wieku. Produkty mojej marki mają podkreślać ich piękno, ale w taki sposób, by nie gubić indywidualnego stylu. Cieszę się, gdy „wilczyce” czują się piękne wewnątrz, a poprzez ubrania LOUVE mogą podkreślać to piękno również na zewnątrz. Dużą radość sprawia mi fakt, że coraz więcej kobiet docenia jakość. Masowe kolekcje to produkty jednosezonowe. Moim zdaniem, świat powinien iść w innym kierunku, szeroko pojętej jakości. Uważam, że naszą planetę stopniowo zalewa fala śmieci i kolejne pokolenie zdecydowanie zmieni podejście do masowej konsumpcji. Poza tym ubrania z sieciowych sklepów bardzo często szyte są w krajach, w których zatrudnia się dzieci, będące bardzo tanią siłą roboczą. Chciałabym, żeby każdy kupujący takie produkty był tego świadomy. Ja promuję w życiu jakość, a przede wszystkim jakość siebie, jako człowieka.

Z jakimi projektantami Pani współpracuje?
W butikach proponuję kolekcje LOUVE, ale także projekty Roberta Kupisza, którego uważam za genialnego, kompletnego projektanta. To co tworzy, jest absolutnie zgodne z jego osobowością i charyzmą, zresztą z Anią Borowską tworzą biznesowy duet doskonały. Również projekty oryginalnej marki MMC – z Rafałem Michalakiem oraz Iloną Majer, fantastycznymi ludźmi, którzy potrafią prostotę i puryzm zamknąć w ultranowoczesnej tkaninie. Współpracuję także z duetem Paprocki & Brzozowski, których uwielbiam za wspaniałe osobowości i cieszę się, że odnoszą ogromne sukcesy
na rynku polskim. Kolejna marka to MUSES, ultrakobieca i doskonała jakościowo, FASH oraz BAD ICON z najmilszymi każdej kobiecie sweterkami, najmilszych przyjaciół Ani i Mariusza Gałów.

Gdzie powstają produkty, jakie szwalnie Pani wybiera?
W związku z tym, że mieszkam w Rzeszowie wybieram szwalnie z Podkarpacia. Region nasz co prawda na mniejszą skalę niż Łódź, ale również słynie z tradycji szwalniczych. Swoje kolekcje szyją tutaj marki o zasięgu międzynarodowym, takie jak Isabel Marant, IRO czy ba&sh. Ten fakt również stał się inspiracją do stworzenia klastra modowo-szwalniczego, związanego dodatkowo z edukacją. Jestem jego inicjatorką, a swoją działalność rozpocznie on w 2019 roku, jako m.in. część dużego projektu IT. Uwielbiam Rzeszów i jego rozwój, dlatego chętnie wspieram ten proces, nawet jeśli to są drobne w całej skali projekty.

Który produkt z kolekcji jest najbardziej charakterystyczny dla marki LOUVE?
Najbardziej popularna jest sukienka ROSA. Ta propozycja znajduje się na stałe w każdej kolekcji i charakteryzuje się stylem boho z surowymi elementami w postaci taśm. Moim zamierzeniem było zestawienie delikatności jedwabiu z surowością taśm rypsowych. Podkreślenie charakteru „wilczycy”, czyli wyrazistości oraz przekazu, że nawet łagodna z natury kobieta może w konkretnych sytuacjach pokazać pazur.
Ma Pani butiki w wielu miejscach, ale wciąż jest Pani wierna rodzinnemu miastu.
Butiki multibrandowe zlokalizowane są Krakowie przy Rynku Głównym 13, Pasażu 13 oraz w Katowicach w Pasażu Hotelu Monopol. Marka LOUVE sprzedaje się także w Zakopanem oraz w Warszawie i w Krasnymstawie. Cały czas się rozwijamy, nasze produkty można nabyć zarówno stacjonarnie, jak i online. Mieszkam na stałe w Rzeszowie, prowadzę w tym mieście także fantastyczną restaurację Radość, ale w swojej działalności nie ograniczam się tylko do tego miasta. Myślę, że charakter mojej pracy i nowe technologie pozwalają mi działać w wielu miejscach jednocześnie.
Jest Pani osobą niezwykle aktywną i to w wielu dziedzinach. Znajduje Pani również czas na działalność charytatywną. Założyła Pani Fundację „Róża”.

Skąd pomysł na taką nazwę?
Róża to imię mojej córki, a fundację stworzyłam wiele lat temu z przyjaciółmi i miała ona przede wszystkim wspierać rozwój wychowanków z Domu Dziecka w Zagórzanach. Dyrektor był również współfundatorem. Obecnie staram się wspierać różne inicjatywy w zależności od potrzeby i możliwości. Moim zdaniem, jeżeli jesteśmy w stanie w uzasadnionych przypadkach komuś w życiu pomóc, niezależnie od charakteru tej pomocy, to powinniśmy to robić.

Moda i działalność charytatywna to nie wszystkie Pani pasje. Udziela się pani zawodowo również w rozwoju kilku hoteli.
Tak, zajmuję się strategicznym rozwojem trzech hoteli w Rzeszowie i jednego w Lublinie, chociaż na co dzień oczywiście nieobca jest mi praca analityczna, polegająca na tworzeniu budżetów i ich realizacji. Hotel Rzeszów nadzorowałam od procesu inwestycyjnego. Było to dla mnie ogromne wyzwanie i oznaczało rok bardzo ciężkiej pracy. Pracy nie tylko polegającej na nadzorze procesów inwestycyjnych i przetargowych, ale także postępu realizacji prac budowlano-montażowych. Obiekt został zrealizowany w rekordowo krótkim czasie. Jednocześnie tworzyłam struktury HR i wypracowywaliśmy standardy obsługi gościa, w których czułby się rozpieszczany i zaopiekowany. Muszę przyznać, że osobiście jestem dumna z tej realizacji. Mam przeświadczenie, że w osobach, które spotykam, lub z którymi współpracuję, widzę więcej potencjału, niż oni sami są w stanie w sobie dostrzec. Kiedy zdarzy się, że połączę to dodatkowo z konkretnymi pomysłami lub po prostu przesunę granice w ich wyobraźni, okazuje się, że osiągają ponadnormatywne cele.

Co uważa Pani za swój największy życiowy sukces do tej pory?
Córkę! To, że zostałam mamą było najwspanialszym doświadczeniem w moim życiu. Róża ma 12 lat i jest bardzo dojrzałą osóbką, jak na swój wiek. Dużo czyta, uczy się języków obcych i ma szereg zainteresowań, które sama wybiera. Grała na skrzypcach, teraz gra na fortepianie, śpiewa, tańczy i odnosi w tej dziedzinie sukcesy. Dzisiaj swoją przyszłość wiąże z muzyką. Chce zostać piosenkarką. Jako mama dużo z nią rozmawiam. Staram się zapewnić jej takie warunki, które skłonią ją do szukania własnych rozwiązań w życiu, do radzenia sobie z problemami i przeszkodami, jakie zapewne napotka na swojej drodze. Uważam, że dobrze jest, jeśli dziecko od samego początku uczy się zaradności, a nie bezradności.

A Pani największy sukces zawodowy?
Przede wszystkim to, że czerpię niesłabnącą satysfakcję z tego, co robię. Jestem zachwycona ludźmi, z którymi na dzień dzisiejszy współpracuję, a także tymi, którzy zdecydowali się na własną ścieżkę kariery bądź założyli firmy i świetnie sobie w nich radzą. Niezmierną radość sprawiają mi osoby, które twierdzą, że zainspirowałam je do realizacji swoich pasji. Ja przede wszystkim życzę ludziom sukcesu i cieszę się, jeśli im się w życiu dobrze wiedzie. Najważniejsze jest wewnętrzne poczucie szczęścia i satysfakcji, bo wszystko, co na zewnątrz, jest tylko sytuacją życiową i w każdej chwili za sprawą jednego momentu może ulec zmianie – tak w złym, jak i dobrym kierunku. Sukcesy, porażki, śmiech i łzy – to elementy, z których układa się każda życiowa historia. Jednak od nas, od tego, w co wierzymy i czy wierzymy w siebie, zależy bardzo wiele. Bardzo się cieszę tym, co już osiągnęłam i z miejsca, w którym jestem teraz. Przede wszystkim jednak jestem zadowolona, że mam wiedzę i świadomość tego, jak żyć, aby to życie nie przeciekało mi przez palce

Wydaje się, że nie ma dla Pani rzeczy niemożliwych…
Jeżeli jesteśmy dojrzałymi ludźmi, to nasze cele również takie właśnie są. Czasami do pewnych zadań, czy do realizacji pewnych celów trzeba po prostu znaleźć inną drogę. Takie jest moje życiowe motto – żyć szczęśliwie, cały czas stawiać sobie mądre cele, modelować swoje cechy, które tego wymagają, budować nowe zasoby, nie poddawać się i wierzyć w Boga lub ogromną, pomocną siłę i energię we Wszechświecie, a także w siebie.

Recepta na sukces to według Pani…
Przede wszystkim w życiu nie należy się bać. Ludzie często mają ciekawe pomysły, ale nie realizują ich ze strachu przed niepowodzeniem. Zazwyczaj jest to spowodowane brakiem wiary we własne siły i możliwości. Moim zdaniem, trzeba wierzyć w siebie, ale także zdawać sobie sprawę z tego, że życie składa się z sukcesów i porażek. Sukcesy są wspaniałe, ale również porażki są nieodzowną częścią życia, stanowiąc cenną naukę. Po każdej z nich należy się podnieść, zrozumieć płynącą z niej lekcję i iść dalej. To nas hartuje na przyszłość, a blizny są mocniejsze niż skóra.

Paulina Zdancewicz, Anna Szwed

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here