Lider przyszłości,
czyli Kozacką Furą przez świat

0
611

Utarło się przekonanie, że młodzi ludzie skazani są na pracę „na kasie”. Zazwyczaj przedstawiamy liderów z dużym dorobkiem, którzy pełnią odpowiedzialne funkcje i w radach zarządczych zasiadają od dawna. Dziś rozmawiamy z młodym człowiekiem, który wziął sprawy w swoje ręce i realizując własne pasje do muzyki i tańca, jednocześnie ukończył Politechnikę, stał się ekspertem inwestycyjnym, producentem muzycznym, konkurentem firm zajmujących się ślubnym biznesem. Szymon Kozak mówi o sobie skromnie, że jest tylko kierowcą, ale prowadzi własne złote maserati, a to nie każdy szofer ma w CV.

Mimo młodego wieku działasz na wielu polach, budując nowe przedsięwzięcia biznesowe i realizując swoje pasje. Czy czujesz się już liderem?

Wokół siebie zawsze mam wiele osób, ale wolę dowodzić sam. Jak coś nie pójdzie dobrze, wina nie rozmywa się na wielu decydentów, a jak jest sukces, chętnie podzielę się splendorem. I często wszystko się udaje, bo jeden człowiek na pewno rzadziej się myli niż dwóch. To taka moja matematyka. Inna nieco niż ta szkolna, ale i tam byłem z niej niezły. Szymon jest „ścisły”, mówiono jak coś mi nie szło z przedmiotów humanistycznych. I to była prawda. Ale wracając do tematu, liderem bywam, choć moje przedsięwzięcia jeszcze nie mają takiego rozmachu, nadal popełniam błędy. Ale uczę się na nich. Jakiś czas temu organizowałem występ 20 tancerzy w związku z przyjazdem Bruno Marsa. Tancerzy ściągnąłem nawet z Londynu, a potem okazało się, że zapomniałem dopiąć umowę, tak byłem zaaferowany całą imprezą. Potem wygrałem w sądzie, ale dziś już wiem, że wszystko trzeba robić po kolei, z rozwagą, bo większe przedsięwzięcia to już nie zabawa, choć dla mnie ciągle to wielki fun.


Czyli zbierasz doświadczenia, jednocześnie mnożąc swoje aktywności.

Nie inaczej. Jestem optymistą, więc porażek nie biorę w rachubę. Jeśli jednak coś robię, to na pewno mnie to interesuje, więc potrafię się temu poświęcić bez reszty. To tak jak ze studiami. Ci, którzy znali mnie z tańca i innych powiązanych aktywności pukali się w czoło. Politechnika? Budowlanka? Tymczasem ja wiedziałem, że to jedyne studia, które mnie interesują i dla których mogę poświęcić swój czas. Jestem dziś inżynierem i zaczynam staż. Trzeba przez to przebrnąć, żeby iść dalej. Nie chcę robić tego, czego nie lubię, a w tej branży się widzę, mógłbym się jej oddać, gdyby inne moje plany z jakiegoś powodu nie wypaliły. Inżynieria to takie koło ratunkowe, na którym lubiłbym pływać. Niestety, to wszystko zabiera czas, a nie mam go za dużo z uwagi na inne zobowiązania. Taki staż to jakieś cztery, może nawet pięć lat, czas wypełniony od poniedziałku do piątku. Chcę go jednak zrobić na Politechnice, bo choć wymagania są może większe, ale w tygodniu taki staż pochłania mniej godzin, co przy moich licznych aktywnościach jest zaletą nie do przecenienia.


A gdybyś mógł budować, to co?

Na pewno obiekty inteligentne, takie smart domy w rozszerzonym zakresie. Nowoczesna technologia w nieruchomościach, to mnie ciekawi i pociąga. Liczę się z tym, że nie od razu uda się projektować takie domy, ale kiedyś na pewno. Taniec i inne działania nauczyły mnie między innymi cierpliwości. Trzeba długo trenować, żeby osiągnąć klasę mistrzowską. Pod tym względem inne dziedziny życia niczym się nie różnią, tylko wymagają innych narzędzi. Liderowanie również. Co to byłby za lider bez treningu menedżerskiego, bez uczenia się na porażkach i zwycięstwach? Żaden. Dlatego robię to, co robię, żeby samemu sobie dać szansę na sukces. Mnożę aktywności i się im poświęcam.


Aktywnościom? Pasjom również?

Szczególnie pasjom. Już mówiłem, że najpierw zajmuję się tym, co mnie interesuje najbardziej. Taniec i muzyka wciągają mnie dziś, tu i teraz. O ile bowiem na studiowanie, staże będę miał jeszcze czas, to na taniec już jest czas najwyższy. Nie da się zajmować tą dziedziną później, bo choć jestem młody to w tańcu lata lecą o wiele szybciej. Potem pewne rzeczy stają się już niemożliwe. Dlatego staram się wykorzystać chwilę, która na uprawianie tej dyscypliny jeszcze mi pozostała. Miałem już w życiu takie doświadczenie, które uzmysłowiło mi, że wszystko jest bardzo ulotne i przypadek może sprawić, że plany nie zostaną zrealizowane. Jakiś czas temu postanowiłem zająć się również breakdancem. Zacząłem ćwiczyć, ale pojechałem na narty i zaliczyłem upadek. Uszkodziłem kręgosłup i przeszedłem długą rekonwalescencję. Wyleczyłem się, ale breakdance okazał się już nie dla mnie, ale znając mój charakter – do czasu. Podobnie byłoby, gdybym przegapił czas na taniec, skupiając się wyłącznie na studiowaniu. Już nie mógłbym potem wrócić do niego, bo byłoby za późno.


Czyli kochasz scenę, showbiznes.

Występowanie to nie jedyna rzecz, która pociąga mnie w branży artystycznej. Myślę również o aspekcie organizacyjnym, o projektowaniu imprez, impresariacie. Sprawdzam się w tym. Poznałem ostatnio kubańskiego artystę, z którym połączyła nas przyjaźń i wspólne zainteresowania. Stwierdziliśmy, iż razem wspólnie działając możemy znacznie więcej, a przynajmniej próbując nic na tym tracimy, bardzo go lubię i cenię. Zawsze marzyłem o tym, by móc artystycznie i wizualnie dbać o look sceniczny tak utalentowanego artysty. Dzięki Bogu tak się potoczyło, iż mam taką możliwość. Zorganizowałem już sporo rozmaitych eventów, więc mogę zrobić kolejny krok. Szybko zabrałem się do pracy, pozałatwiałem, co było do pozałatwiania, zaprosiłem artystów, ekipę techniczną i wyszedł nam niezły teledysk na początek współpracy. Świetne doświadczenie, zwłaszcza że byłem też współproducentem.


To znaczy, że nie tylko organizujesz, ale też finansujesz swoje przedsięwzięcia. Skąd pozyskujesz środki na taką działalność?

Kiedyś musiałem na nie zbierać miesiącami, ale dziś sytuacja jest już zupełnie inna. Prawdziwe pieniądze pojawiły się wtedy, kiedy mój znajomy i doświadczony inwestor wprowadził mnie w arkana rynku kryptowalut. Wszedłem w to głębiej w 2018 r. i dzięki zdobytej wiedzy wytrzymałem nerwowo kilka kryzysów. Wtedy przyszła nagroda. Postanowiłem, że pieniądze trzeba jakoś sensownie spożytkować, zamiast wydawać je na prawo i lewo. Tak narodził się pomysł na wypożyczalnię ekskluzywnych aut do ślubu. Kupiłem złote Maserati i zacząłem je wypożyczać. Od początku zyskało wielu fanów i nie potrzebowało nawet zbytniej reklamy. Miało też taką zaletę, że świetnie sprawdzało się w teledyskach i na imprezach, które organizowałem, zwracało uwagę.


Chyba sam zwracasz uwagę po występie w telewizji? Chociaż nie wygrałeś.

Nie, w tym przypadku nie dałem rady, ale przeszedłem eliminacje w „You Can Dance”, co było już samo w sobie sukcesem, ze względu na niebotyczną liczbę uczestników i konkurencję na najwyższym poziomie. Odpadłem w dogrywce, co i tak uznałem za niespodziankę, bo za dużo robię, żeby ciągle trenować.


Sam prowadzisz swój samochód, gdy jest zamawiany?

Oczywiście. Planuję rozwój tego biznesu, więc muszę się zorientować, jak on działa, zanim kogoś zatrudnię. Zresztą to nie jest zwykłe auto, więc trudno brać kierowcę z ulicy. Raz, dwa razy w tygodniu jestem po prostu szoferem. Dzięki temu jednak już wiem, jak postępować. Jestem teraz w trakcie negocjowania umów z posiadaczami atrakcyjnych samochodów, od których za niewielką marżę będę je wypożyczał na śluby czy eventy. W ten sposób nie będę musiał inwestować w wielki park drogocennych maszyn. Druga część biznesu to organizacja samej imprezy. Już wszystko się powoli rozkręca.


Masz też kolejne pomysły?

Mnóstwo, ale działam po kolei. Wprawdzie z worka szans czerpię zwykle pełnymi garściami, lubię jednak mieć nad wszystkim kontrolę i nie ryzykować nadmiernie, choć zwykle inwestuję odważnie. Bez tego nie ma postępu. •

Kinga Góralczyk
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here