Hotelarstwo – moja wielka pasja

0
655

Rozmowa z Agnieszką Dąbrowską – Prezes Zarządu Grupy Hotelowej PI Apartamenty & Hotele w Krakowie, nagrodzoną tytułem Kobieta Charyzmatyczna – na temat dynamicznego rozwoju sieci hoteli oraz kariery zawodowej Pani Prezes.

Jako kobieta charyzmatyczna wyróżniasz się pozytywną energią i ogromną żywotnością. Co cię stymuluje i czy zawsze tak było?

Od kiedy pamiętam byłam przewodniczącą czegoś: czy to klasy, czy to szkoły, czy organizatorką wszystkich imprez na roku, no i… prowodyrką ucieczek na różnego rodzaju zajęcia niezwiązane do końca z lekcjami. Mam w sobie dużo pozytywnej energii i zawsze miałam optymistyczne nastawienie do otaczającej mnie rzeczywistości. Uwielbiam swoją pracę, co też powoduje, że wstaję uśmiechnięta i radosna. Staram się cieszyć każdym dniem, bo w mojej branży nie ma dwóch takich samych dni, każdy to nowe wyzwania i plany. Na co dzień pracujemy z Gośćmi Hotelowymi co już samo w sobie sprawia, że hospitality to nasze drugie imię. Staram się zawsze już w drodze do pracy pozytywnie się nastawiać, zaczynam od słuchania pozytywnie usposabiającej muzyki, zwykle jest to „Say a Little Prayer” Arethy Franklin lub „Don’t Stop Me Now” Queen. Przez wiele lat tańczyłam w zespołach „Słowianki” i „Dzieci Krakowa”, to mnie zdyscyplinowało do wielu różnych rzeczy, dodało wigoru, uruchomiło wolę walki, zwyciężania. Do pewnego czasu też wychowywałam się w Niemczech, trochę takie życie na walizkach, co zmusiło mnie do dopasowywania się do różnych kultur i narodowości. Mocno stymulują i motywują mnie do działania ludzie, którzy mnie otaczają, pozytywnie zakręceni, szukający kreatywnych nowych pomysłów, a słowa „nie da się” działa trochę na mnie demotywująco.

Pochodzisz z Krakowa?

Tak, jestem rodowitą krakuską. W Krakowie się urodziłam, jestem Bronowiczanką z tak zwanego Bronksa, chodziłam tam do podstawówki nr 93 i później do X LO do klasy o profilu ogólnym niemiecko-angielskim i bardzo dobrze ją wspominam, fajny czas, świetni ludzie i nauczyciele, może poza jedną sławną Panią K., która uprzykrzyła trochę życie licealistki. Uważam, że to liceum dało mi fajne przygotowanie do dalszych kroków zawodowych, bo sama dobrze jeszcze nie wiedziałam, co robić po liceum.  

Jesteś absolwentką Akademii Górniczo-Hutniczej i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Kiedy podjęłaś decyzję o wyborze kierunku studiów?

To był zbieg kilku zdarzeń, trafiłam do pracy do Centrum Handlowego Witek…, ale to dłuższa historia, która dała początek mojej karierze zawodowej. Do dzisiaj ciepło i z sentymentem wspominam ten czas, bo to ta przygoda pozwoliła mi zaistnieć na rynku hotelarskim. Codziennie w drodze do pracy przejeżdżam obok Witka, i nadal czuję się jakbym była jego częścią. 

Jakiego drinka polecasz?

Dzisiaj Pornstar Martini, a w okresie letnim Aperol Sprit. Zachęcam do testowania smakowych Aperoli, białych i różowych, alkoholowych, oczywiście. Zatem, kontynuując odpowiedź na poprzednie pytanie, decyzję o wyborze kierunku studiów podjęłam dopiero w trakcie pracy, co wynikało z chęci zdobycia wiedzy i kompetencji w zakresie pracy w hotelarstwie. Moja przygoda zaczęła się od Galerii Handlowej Witek, najpierw sprzedawałam tapety, doradzałam jak aranżować wnętrza. Pamiętam jak modne wówczas były tapety welurowe, a ja zdobyłam pierwszego zamożnego klienta – właściciela najbardziej znanej sieci kebabów w Krakowie. Byłam taka dumna: wielka rezydencja, tapety, tkaniny, aranżacja wnętrz. Klient, który obdarzył mnie zaufaniem, choć teraz nie wiem, czy rzeczywiście uznał mnie za fachowca, czy zagadałam go na śmierć i nie miał już odwrotu – dokonał pokaźnych zakupów. Zawsze szukałam sobie dodatkowych zajęć, pracy, wyzwań, byłam osobą mocno nakręcającą się do szukania kolejnych projektów. Myślę, że moi pracodawcy to zauważyli, dlatego zostałam przeniesiona do nowo budowanego Hotelu Witek. Jako młoda, ambitna osoba chciałam zaistnieć, to było pierwsze takie wielofunkcyjne miejsce w Małopolsce, sale konferencyjne, dwupoziomowa restauracja, ogród z chatą grillową. Rodzina Witków budowała hotel i dała mi szansę na rozwój, z której skorzystałam i myślę, że swoją pracą dowiodłam, iż inwestycja włożona we mnie jako członka zespołu hotelowego nie została zmarnowana.


Przeszłam wszystkie chyba działy i stanowiska, a skończyłam na stanowisku dyrektora Hotelu. Do dzisiaj mam ogromny sentyment do tego miejsca, myślę, że nadal umiałabym go sprzedawać i promować, wspominam świetne lata spędzone w tym miejscu z Panią Anną Witek. Pamiętam, że nawet kupiłam działkę i zbudowałam dom obok hotelu, bo myślałam, że całe życie pracuje się w jednej firmie, zresztą patrząc na moich rodziców i dziadków, tak kiedyś było, w jednej firmie całe życie.
Trudno mi było podjąć decyzję, kiedy pojawiła się inna możliwość rozwoju zawodowego: znalazłam ofertę pracy w sieci międzynarodowej i wystartowałam w konkursie na GM. Pojechałam na rekrutację do Wiednia z nastawieniem, że mam 20% szans. Dobrze mówiłam po niemiecku, byłam młoda, podatna do oszlifowania i nauki, myślę, że to zaważyło na wyborze mnie na dyrektora hotelu sieciowego. Pamiętam jak dziś, rekrutacja trwała parę godzin, z czym pierwszy raz się spotkałam, a na koniec dostałam jeszcze mandat za nie przedłużenie biletu parkingowego pod siedzibą firmy, można powiedzieć mandat na szczęście, bo w tym samym dniu zaproponowano mi od razu pracę. Ciekawa byłam tej pracy, to był krok do nowego świata, w międzynarodowe środowisko, czułam, że drzwi przede mną się otwierają i to jedyna szansa dla mnie. Podpisałam kontrakt, z drugiej strony czułam się rozbita, nie wiedziałam jak o tym powiedzieć obecnym pracodawcom, z którymi tak bardzo czułam się związana.

Jak dalej potoczyła się twoja kariera?

Zdobywałam doświadczenie w sieciach hotelowych prywatnych i sieciowych: Vienna International, Arłamów, Czarny Potok w Krynicy Górskiej, Sobieski w Warszawie, Bristol w Rzeszowie… Każdy z hoteli pokazał mi inne spojrzenie na biznes, to były obiekty typu resort, konferencyjny, leisurowy, medical, każdy miał inną specyfikę i oczekiwania Gości. Każdy z obiektów charakteryzował się innymi strategiami marketingowymi, revenue managementem i sprzedażą, czerpałam garściami całą wiedzę, uczyłam się nowych rzeczy i krok po kroku realizowałam swój plan na siebie.

Jak dalej przebiegał twój rozwój zawodowy?

W 2017 r. zaproszono mnie do nowo powstającego projektu apartamentowo-hotelowego, dołączyłam do Zarządu Grupy PI Apartamenty & Hotele w Krakowie. Rozwijałam działkę apartamentową najmu krótkoterminowego i działkę hotelową. Budowaliśmy apartamentowce i hotele, wykańczaliśmy je pod klucz i oddawaliśmy do użytkowania. Obecnie jesteśmy certyfikowanym operatorem sieci Marriott i Accor. Nasze portfolio to: AC Hotel by Marriott Cracow, Renaissance Gdańsk, Garamond a Tribute Portfolio Kraków, The Bridge Suites Kraków, The Crown Handwritten Collecion Accor, 1891 Garni Hotel. Mamy apartamenty w różnych lokalizacjach, 2 apartamentowce w Zakopanem, kończymy budować hotele w Międzyzdrojach i Ustroniu Morskim oraz Marriotta na Wyspie Spichrzów w Gdańsku. Zajmujemy się też świadczeniem usług z zakresu doradztwa hotelowego, pre-openingiem, zarządzaniem, fitoutem i administrowaniem budynkami.

Ile osób zatrudniacie?

Około 400 i tworzymy międzynarodowe środowisko: oprócz Polaków, zatrudniamy pracowników pochodzenia żydowskiego, osoby z Niemiec, Jordanii, Anglii, Ukrainy, Bali, Filipin, Wietnamu i jedną osobę z Rosji. Hotelami zarządzają menedżerowie, jednak wiele z usług mamy zcentralizowanych: marketing, sprzedaż, revenue, księgowość, kontroling, dział prawny.

Czym szczyci się twoja sieć, oprócz wysokiego standardu?

Według mnie jesteśmy jedynym operatorem w Polsce, który działa tak szeroko w kilku obszarach: doradztwo, wykańczanie obiektów hotelowych pod klucz, prowadzenie pre-openingu i openingu, zarządzanie i administrowanie obiektami, restrukturyzacja. Oferujemy kompleksowość, ale wyróżnia nas też to, że na kluczowe stanowiska zatrudniamy hotelarzy z minimum 10-letnim doświadczeniem w sieciach prywatnych i międzynarodowych. Nasza branża jest specyficzna, pracujemy 365 dni w roku, nie mamy świąt czy Sylwestra, więc praca u nas nie jest dla każdego.

W jaki sposób integrujecie pracowników?

Z głową podniesioną do góry mogę powiedzieć, że jestem chyba najlepszym organizatorem imprez integracyjnych, zawsze są one niespodzianką dla pracowników i sporym zaskoczeniem. Prowadzę je oddzielnie dla poszczególnych grup: menedżerów hoteli, centrali, pracowników poszczególnych hoteli. W grudniu mieliśmy dużą imprezę z Party Busem, DJ-em i dyskoteką na śniegu. Dwa tygodnie temu integracja dla menadżerów rozpoczęła się o 10.00 od gongów i masaży balijskich, wybierania swoich zapachów w perfumerii, potem był najlepszy grzaniec w Krakowie, a po nim zdjęcia biznesowe i na koniec impreza.

Jaki jest twój największy powód do dumy?

Moja 22-letnia córka, oczywiście.

Jakie masz plany?

Wielkie: chciałabym otworzyć fundację, która będzie fundowała dzieciom z małych miejscowości, pochodzącym z biednych rodzin pobyt w Krakowie. Dzieciom, które chciałyby zarazić się pasją do hotelarstwa. Chcę zapewnić im edukację, start w dorosłe życie i otworzyć studium hotelarskie. Wykładowcami będą moi menedżerowie, posiadający praktyczną wiedzę. Ale na to potrzebuję czasu i zasobów finansowych. Najbliższy rok planuję poświęcić kobietom i podkreślić ich ważną rolę w naszej organizacji. Mamy przecież dużo wspaniałych kobiet u nas w firmie, które świetnie zarządzają i wspierają nas na co dzień. Chciałabym dołączyć do akcji związanej z profilaktyką raka piersi, myślę też o wsparciu jakiegoś domu małego dziecka, będę kontynuować wspieranie Orkiestry Świątecznej Pomocy, Szlachetnej Paczki i Stowarzyszenia SIEMACHA. W planach mamy wydanie książki kucharskiej z przepisami naszych szefów kuchni. Zbieram też materiał na książkę pt. „HoteLOVE manewry”. Przez te 24 lata pracy w hotelarstwie doświadczyłam wielu sytuacji, zarówno anegdotycznych, fajnych, kabaretowych, jak i niemiłych, co zainspirowało mnie do spisywania tych historii.

W jaki sposób się regenerujesz?

Moja praca jest moją pasją, czerpię z niej ogromną przyjemność, poznaję cudownych ludzi i cieszę się z tego. Wstaję o 6.30, wracam do domu o 21.00, zawsze towarzyszy mi muzyka, która pozytywnie mnie usposabia i nakręca. Nie potrzebuję kawy do funkcjonowania, staram się ruszać, aby nie utknąć przy komputerze. Otaczam się fajnymi ludźmi, którzy chcą coś robić i zmieniać w swoim życiu, z którymi można i pożartować i realizować ambitne zadania, i właśnie to mnie regeneruje. Nie jestem typem, który musi dwa razy w roku wyjeżdżać na urlopy, aby odpocząć, raczej bardziej mnie regenerują takie weekendowe wypady czy spotkania.

Dorota Kolano
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj