Chile, Boliwia – na szlaku piękna

228

Jest kwiecień 2018 roku, przede mną Ameryka Południowa. Kontynent, który pod względem przyrodniczych bogactw, nie ma sobie równych. Ale zanim ruszę podziwiać cuda okolicznych krain, zatrzymuję się na kilka dni w Santiago, stolicy Chile. Moja firma, VIPERA, ma tu swojego kontrahenta Jaimiego, który jest współwłaścicielem 19 perfumeryjnych sklepów na terenie Santiago, a polskie kosmetyki VIPERA od kilku lat zajmują w nich priorytetową pozycję.

Przeznaczam dwa dni na 6 intensywnych szkoleń kilkudziesięciu menagerów i sprzedawców zatrudnionych w chilijskich drogeriach zwanych the Republic of Beauty. Moim tłumaczem w czasie biznesowych spotkań jest dziennikarka Monika Trętowska, korespondentka prasowa przy Polskiej Ambasadzie w Santiago, poślubiła Chilijczyka i mieszka tu już osiem lat.

Chilijska stolica leży w żyznej dolinie otoczonej górskimi łańcuchami. Od zachodu opasują ją Kordyliery Nadbrzeżne, a od wschodu ośnieżone szczyty Sierra de Ramon. Masyw ten, którego wysokość przekracza 3 tysiące m n.p.m. zaliczany jest do przedgórza Andów.

Nawiedzające stolicę częste trzęsienia ziemi zniszczyły większość kolonialnej zabudowy z XVI i XVII wieku. Do niewielu ocalałych zabytków z tego okresu należą kościół i klasztor Franciszkanów powstałe jednocześnie z założeniem miasta.

Historia Chile obfitowała w kryzysy polityczne i dramatyczne zamachy stanu, z których najpoważniejszy był pucz przeprowadzony 11 września 1973 roku przez generała Augusto Pinocheta Ugarte przeciwko urzędującemu prezydentowi o marksistowskich poglądach – Salvadorowi Allende.

W Santiago mieszkam na ulicy Londres, blisko budynku, w którym za czasów rządów Augusto Pinocheta, zwanego diabłem w aureoli, katowano popleczników obalonego przez niego prezydenta Allende. Od początku, ustanowiona przez niego junta prowadziła brutalne represje wobec opozycji. Zabito ok. 3 tysięcy osób, 80 tys. internowano, a 30 tys. poddano okrutnym torturom. Do dzisiaj rodziny aresztowanych przed kilkudziesięciu laty młodych ludzi nie są w stanie ustalić miejsc ich pochówku, stąd częste uliczne demonstracje.

Po zakończeniu szkoleń o kosmetykach VIPERY i zapoznaniu się z ciekawymi miejscami stolicy, pod przewodnictwem Moniki zwiedzam słynny z urody port Valparaiso, przez wielu uznany za najbardziej kolorowy port świata. W 2003 roku UNESCO wpisało go na listę światowego dziedzictwa.

To miejsce inspiruje wielu artystów i pisarzy. Jednym z nich był poeta Pablo Neruda, który za swoją twórczość otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Z gorącej stolicy na wybrzeże jedzie się zaledwie godzinę. Wąskie uliczki, wiją się po licznych wzgórzach Valparaiso zwanych cerro.

Na niektóre ze wzgórz można wjechać specjalnymi naziemnymi wyciągami. Wjazd stuletnią windą jest atrakcją. Valparaiso od zawsze było miastem artystów, dzisiaj prym wiedzie tu „street art”. Co rusz można natrafić na większe i mniejsze murale i graffiti, przedstawiające rdzennych mieszkańców, abstrakcyjne formy, aż po ambitniejsze artystyczne przesłania nawiązujące do lokalnej kultury.

Santiago de Chile

Następnego dnia, lokalnymi liniami lecimy na północ, do Calamy, a stamtąd 106 km autobusem do San Pedro, skąd rozpoczniemy zwiedzanie słynnej Pustyni Atakama w północnej części chilijskich Andów.

San Pedro de Atacama z widokiem na dominujący wulkan Licancabur jest uroczym miasteczkiem położonym na suchym płaskowyżu w Andach, w północno-wschodnim Chile. Zostało założone w połowie XVI wieku przez hiszpańskich konkwistadorów. Przybywają tu globtroterzy z całego świata, którzy w zielonej oazie na wysokości 2410 m n.p.m. wypoczywają przed wyprawą na pustynię. Stali mieszkańcy żyją w lepiankach z wysuszonej na słońcu cegły, wzniesionych wokół kościoła w stylu kolonialnym. Miasteczko otoczone jest pustynią, wulkanami, prostymi zabudowaniami z solnych bloków, gejzerami i gorącymi źródłami. San Pedro należało do Boliwii dopóki Chile nie uzyskało własności w wyniku zwycięskiej wojny o Pacyfik w 1884 roku, po której Boliwia straciła prowincję Atakama oraz dostęp do Oceanu Spokojnego.

Santiago de Chile

Z San Pedro de Atacama wybrałam się z Moniką eksplorować atrakcje okalającego terenu. Kamienisto-piaszczysta Pustynia Atakama jest rozległym miejscem, które dzięki swoim krajobrazom przenosi nas do innego wymiaru. Dzikie piękno Atakamy rozciąga się pasem wzdłuż Chile na długości ponad 900 kilometrów pomiędzy Andami i Pacyfikiem. Zajmuje w sumie 363 000 km2, należy do najbardziej suchych miejsc na naszej planecie. Środek Atakamy jest nazywany przez klimatologów pustynią absolutną. Istnieją tam jałowe połacie terenu, na których nigdy nie odnotowano deszczu. W 1971 roku, na niektórych terenach Atakamy zanotowano pierwszy od 400 lat opad deszczu. Atakama leży na szerokości geograficznej zbliżonej do położenia Kalahari, jest jednak dużo chłodniejsza od afrykańskiej pustyni.  W kierunku zachodnim Atakama przechodzi w pustynię wysokogórską. Nosi ona nazwę Puna de Atacama.

Cordillera de Domeyko stanowi zachodni łańcuch Andów. Jest to obszar sejsmiczny, co jest wynikiem plejstoceńskiej działalności wulkanicznej, która przetrwała do czasów współczesnych. Liczne, niekiedy katastrofalne trzęsienia ziemi stanowią tu stałe zagrożenie. Cordillera Domeyko czyli pasmo górskie, którego szczyty wznoszą się do wysokości 4.260 metrów  n.p.m. nazwane zostało na cześć Polaka, inż. Ignacego Domeyki (1802-1889), profesora uniwersytetu w Santiago. Był on jednym z pionierów naukowych badań terytorium Chile. Pomiędzy wysokimi pasmami Kordyliery Zachodniej i Wschodniej znajdują się liczne bezodpływowe kotliny, z wielkimi solniskami.

Dolina Księżycowa, Valle de la Luna, słynie ze swego iście księżycowego krajobrazu. Jest depresją z niezwykłymi formacjami skalnymi, ogromnymi piaszczystymi wydmami i różowymi pasmami gór. Niezwykła rzeźba terenu, hipnotyzujące kształty skał osadowych powstały dzięki erozji. Przed milionami lat znajdowało się tu wielkie słone jezioro. Uważa się, że około 300 mln lat temu obecny teren był zupełnie płaski. Około 26 mln lat temu ruchy płyt tektonicznych spowodowały trzęsienia ziemi, co z kolei doprowadziło do wypiętrzenia się na tych terenach czterech pasm górskich. Wraz z ociepleniem klimatu lodowce w Andach zaczęły topnieć, a woda spływając, napotkała na swej drodze Cordillere de Domeyko. Przez setki tysięcy lat kotłowała się w dolinie, przy okazji formując Dolinę Śmierci. Fascynujące jest, że w miejscu, które jest teraz totalnym skalnym pustkowiem, była kiedyś woda.

Dolina Śmierci, Valle de la Muerte, charakteryzuje się brakiem jakichkolwiek form życia. Przyczyną tego jest duża zawartość pokładów soli i niemal całkowity brak wilgoci, co czyni to miejsce jednym z najbardziej niegościnnych zakątków na kuli ziemskiej.

Tutejsze piaski skrywają bogate złoża mineralne, głównie rudy żelaza, miedzi, ołowiu i uranu, a także kobaltu, złota, srebra i soli kamiennej. Rozległe tereny pustyni Atakama należą do najbogatszych w surowce mineralne regionów świata. Nitratyn, czyli słynna chilijska saletra wykorzystywana głównie jako mineralny nawóz, środek konserwujący oraz w produkcji nitrogliceryny jest głównym bogactwem tego regionu. Obok pasterzy lam, pustynię zamieszkują górnicy zatrudniani do wydobywania saletry, ale też pozostałych bogactw naturalnych regionu.

Jednak to, co ukazuje się naszym oczom dosłownie chwilę później, jest wyjęte z zupełnie innej planety. Wydaje się wręcz, że tego nie powinno tu być, że to jakiś żart, absurdalna zachcianka stwórcy. A jednak jest, mieni się z oddali odcieniami zieleni, lazuru i nieco bardziej pasujących tu odcieni piaskowych.

Laguna Miscanti jest słonawym jeziorem znajdującym się w altiplano regionu Antofagasta, w północnym Chile. Przepływ lawy z erupcji wulkanu Miñiques rozddzielił jezioro Miscanti od jeziora Miñiques. Jezioro jest częścią jednego z siedmiu sektorów Rezerwatu Narodowego Los Flamencos.

Przejście graniczne Hito Cajón (4480 m n.p.m.) z Chile do Boliwii zlokalizowane jest na przełęczy, w otoczeniu potężnych wulkanów Licancabur i Juriques. Tu czekali na nas boliwijscy kierowcy przy samochodach terenowych, którymi odtąd mieliśmy się poruszać. Czekało też na nas śniadanie przygotowane przez kierowcę, wyłożone na turystycznych stolikach. Na rozgrzewkę można było sobie zaparzyć herbatę z koki, bo ziąb był przejmujący,  i wesprzeć się tym antidotum na chorobę wysokościową. Przed startem, kierowca ulokował na dachu i opatulił ochronną plandeką bagaże swoich sześciu pasażerów.

Ewa Wrzesińska, prezes firmy VIPERA

Ruszyliśmy przez słoną pustynię poprzecinaną kolorowymi lagunami. Droga wydawała się być płaska, a jednak sukcesywnie zwiększaliśmy wysokość. Zbocza wszędobylskich gór tworzyły nierealny kontrast z piaszczystym, pustynnym krajobrazem porośniętym jedynie kępkami bladozielonych traw. Nie dawało się oderwać wzroku od otaczających nas krajobrazów u stóp nieaktywnego wulkanu Licancabur, wznoszącego się na wysokości 5920 metrów nad poziomem morza. Wulkan Licancabur o niemal idealnie stożkowatym kształcie w swoim kraterze mieści jedno z najwyżej położonych, skutych lodem, jezior na Ziemi.

Wjeżdżamy w Altiplano, w dosłownym tłumaczeniu płaskowyż. Jest to rozległy rejon  śródgórski w Andach Środkowych. Ten drugi co do wielkości – po Tybecie – płaskowyż świata leżący na obszarze Peru, Boliwii, Chile i Argentyny, otoczony pasmami Kordylierów, stanowi pofalowaną wyżynę szeroką na 200 km i ciągnącą się na długości 800 km. Bezkresna przestrzeń i cisza, osobliwości świata przyrody oraz piękno krajobrazów, czynią z tego regionu prawdziwy cud natury. Klimat panujący na płaskowyżu Altiplano jest dość stabilny, lecz dobowe temperatury ulegają sporym wahaniom. W ciągu dnia może ona osiągnąć maksymalnie 25°C, ale w nocy spaść do nawet -10°C.

Krajobrazy są obłędne. I surrealistyczne. Z ogromnych piaszczystych wydm wyrastają białe szczyty kontrastując z soczystym, niemal granatowym odcieniem nieba i zielonymi trawami w niewielkim rozlewisku, służącym za oazę dla flamingów i wikunii – najmniejszego i najwyżej żyjącego przedstawiciela wielbłądowatych. Wbrew pozorom, to najbardziej suche miejsce na ziemi nie jest pozbawione życia. Płowe kolory roślinności zaskakują żywotnością, natknęliśmy się nie tylko na wikunie i lamy, ale również na pasące się strusie i kondory.

Rezerwat przyrody Andean Fauna Eduardo Avaroa, nazwanego tak na cześć boliwijskiego bohatera żyjącego w XIX wieku, znajduje się w Boliwii na wysokości od 4200 m do 5400 m. Rozciąga się na obszarze 715 hektarów. Występujące tu rośliny i zwierzęta zostały objęte ścisłą ochroną. Do niedawna wikuniom groziło wyginięcie ze względu na wełnę, która stała się luksusowym przedmiotem handlu. Wikunie zrzucają bowiem sierść jedynie raz na trzy lata, a do tego muszą im być zapewnione specjalne warunki hodowlane.

Piaszczyste wydmy zmieniają się w żwirowe, kamieniste płaszczyzny, te przeradzają się w kruche formacje skalne. Ziemia mieni się wszelkimi odcieniami jałowości, od rozpalonego słońcem, jasnego piasku, przez wysuszoną skałę, po szare, niemal czarne popioły spływające łagodnymi zboczami w olśniewająco białe solniska z lazurowymi lagunami.

Pochłaniamy wzrokiem wulkany, gorące źródła, laguny, góry. Wjechaliśmy na wysokość 4800 m, pośrodku pola geotermalnego Sol de Manana, gdzie panował krajobraz nie z tej planety.  Bagniste bulgoczące i parujące podłoże pokryte wykwitami siarki, a kawałek dalej słup zimnej pary wyrzucanej z ujść kominów wulkanicznych. Z gorących źródeł gwałtownie wybuchają gejzery.

Strzeliste wulkany, niektóre aktywne, ośnieżonymi wierzchołkami sięgającymi 6 tysięcy metrów kontrastują z magią błękitnego nieba. Niższe miejsca zajmują laguny, czyli słone jeziora o kolorowym zabarwieniu wód. To wokół nich gromadzą się liczne stada wikunii i chmary flamingów szukające pożywienia w urodzajnych wodach. Gorące źródła, gejzery, słone jeziora, wyspy boraksowe i zimne wiatry to elementy nieożywionej przyrody, z której słynie południowo-zachodnia Boliwia.

Laguna wypełniona setkami różowych flamingów krótkodziobych jest znana jako Laguna Colorada. To malownicze, czerwone, boliwijskie jezioro jest jednym z najpiękniejszych fragmentów naszej planety. Swoją niezwykłą barwę zawdzięcza glonom i innym mikroorganizmom żyjącym w rozlewisku. Przyciąga stada trzech endemicznych gatunków różowych flamingów krótkodziobych, które uznawane są za typowe, niestety zagrożone,  okazy wysokogórskiej fauny, podobnie jak alpaki hodowane przez boliwijskich górali.  Na tafli Laguny możemy zaobserwować liczne, kontrastujące, białe połacie boraksu. Całość tego niezwykłego zjawiska wkomponowana jest w malowniczy, nieskażony, górski krajobraz.

Natura przygotowała tu spektakl w wielu barwach; czerwieni (np. Laguna Colorada), turkusu, zieleni (np. Laguna Verde) i jasnego błękitu (np. Laguna Blanca). Pejzaż wzbogacają rozciągające się dookoła góry, częściowo wygasłe wulkany czy gejzery, z których ulatnia się pochodząca z wnętrza ziemi gorąca para. Rozciągający się dookoła niesamowity krajobraz sprawia, iż trudno uwierzyć, że wciąż jest się na Ziemi. Prędzej można pomyśleć, że udaliśmy się w jakąś międzyplanetarną podróż.

Kontrastująca z błękitem nieba zielona Laguna Verde swój kolor zawdzięcza związkom magnezu i arsenu, znajdującym się w słonej wodzie. Barwa jeziora przechodzi od turkusu po ciemny  szmaragd, w zależności od stężenia minerałów zalegających na jego dnie.

Laguna Blanca z jasną taflą i Laguna Verde ze szmaragdowymi wodami, zasilane przez aktywne gorące źródła, zawierają wysoko podwyższone ilości potasu i litu, niezbędnego przy produkcji komputerów.

Region kolorowych lagun znajduje się na płaskowyżu na wysokości przekraczającej 4000 metrów. Czarna Laguna była trudna do osiągnięcia. Nieludzka wysokość 5000 m n.p.m.  i związane z nią przykre dolegliwości zasłaniały chwilami jasność widzenia, wyraźnie brakowało oddechu przy wspinaniu się na skałki, ale niezwykła Laguna w pełni zrekompensowała nam wysiłek, z wysokiej skarpy rozpościerając przed nami niewiarygodnie piękny, niezapomniany widok.

Księżycowe, nienaruszone przez człowieka krajobrazy. Cudowne, duże i małe laguny, jakich nie widziało się do tej pory, ogromnie wzbogaciły naszą wyobraźnię.

Pustynia, której uformowane przez wiatr surrealistyczne formacje i kolory przywołują malarskie skojarzenia, została nazwana  Pustynią Salvadora Dali. Czerwone skały kontrastują ze śnieżnobiałymi salarami, kolorowymi lagunami, żółtymi trawami i błękitem nieba.

Krajobraz rozciągający się na przestrzeni setek kilometrów oferuje bogactwo niezwykłych doświadczeń estetycznych oraz szansę na zetknięcie się z życiem rdzennych kultur Quechua i Aymara.

Słone jeziora i pustynie są niepowtarzalnym doświadczeniem i przeżyciem estetycznym. Jednak to, co ukazuje się naszym oczom następnego poranka, jest wyjęte z zupełnie innej planety. Wydaje się wręcz, że tego nie powinno tu być, że to jakiś żart, absurdalna zachcianka stwórcy.

Wysoko w Andach, na rozległym płaskowyżu Altiplano znajduje się niezwykłe miejsce – Salar de Uyuni. Jest to największa na świecie pustynia solna, która okresowo przemienia się w słone jezioro. Lustrzane jezioro Salar de Uyuni położone na wysokości 3653 metrów n.p.m. zajmuje powierzchnię 10 582 km², co czyni go największym solniskiem świata. Jest pozostałością po prehistorycznym jeziorze Minchin, które istniało w okresie plejstocenu, a więc około 40.000 lat temu w północnej części andyjskiej Kordyliery. Na skutek zmian klimatycznych i geologicznych jezioro wyschło, lecz pozostawiło po sobie wspaniałą spuściznę. Powierzchnię solniska pokrywa skorupa. Grubość solnej skorupy sięga nawet 15 metrów. Pod nią kryje się niezwykłe bogactwo, będące przedmiotem pożądania wielkich światowych korporacji. Oprócz niezaprzeczalnych walorów turystycznych Salar de Uyuni to ogromne źródło sodu, potasu, magnezu oraz największych na świecie złóż litu, pierwiastka wykorzystywanego na szeroką skalę między innymi w przemyśle elektronicznym i motoryzacyjnym. Szacuje się, że Boliwia posiada ponad 10 milionów ton litu, 50–70% światowych zasobów. Salar de Uyuni stał się zatem łakomym kąskiem dla zagranicznych inwestorów. W dobie galopującej technologii producenci telefonów komórkowych czy laptopów prześcigają się w oferowaniu swoim klientom jak najbardziej nowoczesnego sprzętu. Dzięki wykorzystaniu litu możliwe stało się wytwarzanie coraz lżejszych baterii, które są w stanie długo utrzymać energię bez konieczności ich ponownego ładowania. Podobnie jest z silnikami hybrydowymi, które swoją pracę zawdzięczają między innymi wykorzystaniu specjalnie skonstruowanych baterii. Póki co, boliwijski rząd bardzo ostrożnie podchodzi do zakusów korporacji, które są niezmiernie zainteresowane wydobywaniem litu na tych terenach.

Ta postawa Boliwijczyków ma swoje korzenie w wydarzeniach, którymi doświadczyła ich historia. Wraz z odkryciem Nowego Świata konkwistadorzy traktowali znajdowane tu bogactwa naturalne jako źródło swojego dochodu, który płynął szerokim strumieniem do Europy. Proces ten był długotrwały i wyniszczający dla rdzennej ludności. Dlatego też boliwijskie władze wysyłają wyraźne sygnały, iż dostęp do złoży litu będzie dla zagranicznych przedsiębiorstw bardzo ograniczony. Mamy więc nadzieję, że ten wspaniały krajobraz przetrwa wszystkie ekonomiczne burze i pokona zachłanność wielkich korporacji, a boliwijski rząd zachowa te cuda natury dla przyszłych pokoleń.

Pustynia solna w Boliwii o tej porze roku znajduje się pod cienką warstwą wody, co daje efekt lustrzanego odbicia nieba. To także jeden z najbardziej płaskich obszarów na świecie – różnica wzniesień wynosi tylko 41 centymetrów.

Na wysokim płaskowyżu Andów można się natknąć na małe wioski na wysokości do ponad 4000 metrów nad poziomem morza, gdzie ponadczasowe tradycje utrzymują się w ekstremalnych i cudownie fotogenicznych sceneriach.

Na trasie do Chile mijamy rozległe pola quinoa, nazywanej też komosą ryżową. W Ameryce Południowej uprawia się ją już od 5 tysięcy lat. Quinoa czczona była i traktowana w państwie Inków jako święty pokarm. Nosiła też nazwę „matki wszystkich ziaren”. Prócz ziarna jedzono liście, znane jako „andyjski szpinak”. Komosy ryżowej nie docenili hiszpańscy najeźdźcy, którzy niszczyli plantacje uważając je za związane z pogańskimi rytuałami. Dopiero dzisiejsi dietetycy na nowo odkryli ogromne walory tych drobnych ziaren, niewrażliwych na trudne warunki środowiska, tolerujące suszę, niewybredne co do gatunku gleby. Quinoa jest lekkostrawna i nie zawiera glutenu, jest korzystna nie tylko dla zdrowia, lecz również dla figury. Wykazuje właściwości lecznicze, przeciwzapalne, zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób nowotworowych, a zwłaszcza raka jelita grubego.

Atakama podróżników zachwyca urodą, badaczy starożytnych cywilizacji intryguje pozostałościami prekolumbijskiej kultury, a przyrodników zachęca do eksperymentowania  na swojej suchej i słonej ziemi. Każde miejsce – niekończące się połacie piasku, zielone doliny, błękitne laguny i surowe górskie szczyty zachwycają swoim nieskażonym pięknem. W 2002 roku wybudowano tu kompleks Paranal Residencia. System służy do zbierania informacji o wszechświecie, rejestruje się tu sygnały z kosmosu, np. z głębi obłoków pyłu i gazu, które dały początek gwiazdom, planetom i galaktykom.

Atakama to jeden wielki przyrodniczy cud. Każde miejsce – niekończące się połacie piasku, zielone doliny, błękitne laguny i surowe górskie szczyty zachwycają swoim nieskażonym pięknem.

Przy pomniku rajdu Dakar blisko solnego hotelu w Uyuni robimy pożegnalne zdjęcie z zaprzyjaźnioną grupą osób z Chile, Francji, Hiszpanii, Brazylii i Polski. Myślę, że stanowiliśmy ciekawą, spontaniczną i zabawową drużynę w doli i niedoli. Boliwijska pustynia, mimo swych oszałamiających uroków, bywała jednak dla nas surowa.

Rozstajemy się w zgodnym przeświadczeniu, ze Atakama to jeden wielki przyrodniczy cud,  a nieokiełznana natura z wielkim ładunkiem urody, zasługuje na miano bijącego serca krajów Ameryki Południowej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here