ZBUDOWAŁY NOWE DOMY, A W NICH NOWE ŻYCIE – część II – Co to za czasy, kobiety same budują domy

1764

Jak nie teraz, to nigdy!

 

Po 24 latach związku, niezmiernie trudnego w jego ostatnim okresie, zdeterminowana lekarka podejmuje decyzję o rozwodzie i wybudowaniu domu dla siebie i swoich dzieci. Korzystając z własnych środków, kredytu oraz dzięki wsparciu rodziców zleca budowę developerowi, a potem sama nadzoruje prace wykończeniowe. Wprowadza się do wymarzonego domu po 16 miesiącach od zakupu działki. Ne zrażają jej niespodziewane trudności z ogrzewaniem ani próby włamania. Znajduje rozwiązanie i na te problemy. Teraz jest już gotowa na ułożenie sobie życia na nowo.

 

Jola kupuje dom o powierzchni użytkowej 104 m2 w stanie deweloperskim – czyli gołe mury i zadaszenie, wnętrze więc musi wykończyć sama. Dom trzeba wyposażyć we wszystko, co jest potrzebne do życia samotnej matce z 11-letnim synem i dorosłą już córką, która odwiedza mamę w prawie każdy weekend, bo na co dzień mieszka w Krakowie, gdzie kończy studia stomatologiczne. – Klucze do domu dostałam w grudniu, w okresie przedświątecznym, więc zaczęłam go remontować od stycznia, a wprowadziliśmy się we wrześniu. Córka motywowała mnie do szybkiego zakończenia remontu, żeby zdążyła jeszcze w nim chwilę pomieszkać, zanim wróci do Krakowa, tym razem już na staż – wspomina Jola.

 

Dom to dom

Wcześniej Jola dzieli różne, coraz większe mieszkania z mężem, ale jest z nim nieszczęśliwa. Po rozstaniu zostawiając wszystko mężowi wyprowadza się wraz z synem na jakiś czas do rodziców. Szuka własnego lokum. Kiedy porównuje ceny na rynku, uznaje, że wybudowanie domu będzie ją z czasem mniej kosztować niż zakup i opłaty czynszowe za mieszkanie. – Dom to dom. W pewnym sensie spełniłam marzenie mojej mamy, która zawsze marzyła, żeby ktoś w naszej rodzinie go wybudował – opowiada lekarka. – Kiedy poinformowałam rodziców o mojej decyzji, obiecali pomóc mi we wszystkim, w czym byliby w stanie. Pomyślałam: Jak nie teraz, to już nigdy! Przeprowadziłam rozdzielność majątkową, złożyłam wniosek rozwodowy, wzięłam kredyt, wybudowałam sobie dom. I wszystko to zrobiłam w jednym roku!

Od początku myśli o zakupie domu w stanie surowym, gotowego nie chce, bo woli sama decydować o wystroju wnętrza. Wie też, że nie będzie miała czasu na to, żeby budować go od podstaw, bo musiałaby nadzorować wszystkie prace codziennie, a ma sporo pracy. Od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, właściwie wieczora pracuje w dwóch szpitalach i przychodni. Budowę zleca więc developerowi. Wcześniej kupuje działkę o świetnej lokalizacji – wie, że będzie miała stąd dobry dojazd do pracy, a szkoła syna jest niemalże widoczna z ich okna. Do gimnazjum będzie musiał już dojeżdżać. Ale do przystanku też bliziutko.

Zanim znajduje odpowiedni teren, jeździ w różne miejsca, ale nic jej nie przekonuje. W końcu kolega z pracy doradza jej tę okolicę, bo sam w pobliżu wybudował dom i właśnie go wykańcza. Mówi też: – Dam Ci namiary na fajnego, sprawdzonego dewelopera. Wiesz, miejscowy, możesz przyjść zobaczyć, jak to wygląda, bo to kolega, mieszka dosłownie obok mnie. No i rzeczywiście tak było. Co ją jeszcze przekonuje do tej okolicy? Kiedy rozmawia z tym deweloperem, słyszy – Proszę Pani, u mnie bardzo dużo osób kupiło domy, bo mam w tym doświadczenie. Proszę sobie wyobrazić, że ja tutaj mieszkam, nikt tu do mnie nie przychodzi z pretensjami. Ja bym się bał tutaj mieszkać, jakby miało być coś nie tak. Argumenty wydają się jej przekonywujące. Jedzie zobaczyć to miejsce, wybiera nieco większą działkę niż planowała – 750 metrów, ale za to bliżej istniejącej już drogi, co ma dla niej szczególne znaczenie w przypadku, gdyby były trudne warunki atmosferyczne. Zawsze będzie łatwiej z dojazdem do pracy. I tak się zaczęła jej przygoda z budowaniem własnego domu.

Prace remontowe i wystrój wnętrz

W projektowaniu wnętrza wspiera mnie młoda i sympatyczna dziewczyna, pani architekt, z którą siedziałyśmy – tak to wygląda na początku – i robiłyśmy plany. Mówiłam jej, jakbym chciała, żeby to wszystko wyglądało. Co mi się podoba, jakie mam potrzeby i wyobrażenie tej przestrzeni – opowiada kobieta. – Od kilku lat jeździłam do Toskanii i zawsze byłam pod wrażeniem tego miejsca. Wiadomo, że nasz klimat nie jest stworzony do tego, żeby mieć tutaj taki dom toskański. Ale chodziło mi o to, żeby przynajmniej częściowo przenieść tę atmosferę, bo ja nie lubię do końca tych nowoczesnych wnętrz, na które panuje teraz moda. Zawsze gdzieś próbowałam uciekać w takie może nie klasyczne, nie rustykalne, ale jednak cieplejsze klimaty. Jola wiedziała, że na pewno chce mieć kominek w salonie, podwieszane belki na suficie, o których zawsze marzyła, rośliny i ciepłe kolory ścian. Na jednej z nich powiesiła obraz, który przywiozła z Vinci, oczywiście, toskańskiej miejscowości.

Chciałaby też, żeby w jej domu była wyczuwalna dobra energia i ma nadzieję na jej przepływ między ludźmi, którzy będą ją odwiedzać. Postanawia zapraszać tu tylko przyjaciół z życzliwym nastawieniem do niej i do siebie nawzajem – Ten obraz (Stworzenie Adama – Michała Anioła) miał być elementem tego, co jest pozytywnie, – te wyciągnięte ręce to taki życzliwy gest-przyjazni, pokoju- inne elementy dekoracyjne już dopasowała do niego. Instaluje pasujące kolorystycznie do niego płyty gresowe na kominku i na ścianach w różnych pomieszczeniach, co łączy je w całość. – A tutaj mam belki, które są tak naprawdę nośne i chcieli mi je zamknąć płytami – wskazuje na sufit poddasza – Ale jak ja je zobaczyłam, to kazałam je tak zostawić, robotnicy mówili mi – wie Pani ile będzie tutaj grzania? A ja na to, że mnie to nie interesuje, to jest mój dom, mam się tu dobrze czuć, wiec kazałam im wyszlifować te belki i zostawic otwartą przestrzeń po sam dach. W ten sposób uzyskała kolejny belkowy element.

Pięknie prezentują się też rośliny doniczkowe na parapetach wielu okien. – Niestety w poprzednim mieszkaniu, w którym mieszkałam z moim byłym mężem, zawsze mu przeszkadzały moje kwiaty – wspomina. – Postanowiłam sobie, że tutaj będę miała dla nich specjalne miejsce. Na początku ma wizję, żeby to były po prostu wypusty z ziemi, ale potem stwierdza, że będzie to trudniejsze do utrzymania w porządku, więc wydziela na nie inne miejsca. Dostaje je miedzy innymi w prezencie od przyjaciół, storczyki, które pięknie kwitną, mimo tego, że jak sama przyznaje, nie zawsze ma czasu, żeby o nie dbac. Czasami pomaga w ich podlewaniu córka, a szczególnie mama, która ma ‘’rekę do kwiatów’’.

Właścicielka domu bardzo lubi światło dzienne, dlatego większość powierzchni na parterze jest przeszklonych. – To w ogóle miała być jedna wielka szyba, ale to wymagało jakiegoś specjalnego szkła zbrojeniowego, do którego musiałabym sporo dopłacać, a wiadomo, kiedy człowiek zaczyna budowę, liczy się z każdym groszem – przyznaje.

Jola prowadzi mnie na piętro.Tutaj są nasze sypialnie i, jak to mówi mój syn Marek „graciarnia” – czyli moja garderoba. Miejsce, gdzie wszystko się mieści. Dla kobiety to niezbędnik, więc to musiało być, zwłaszcza, że na dole nie ma miejsca, żeby chować rzeczy, bo tam prawie w ogóle nie postawiliśmy mebli, poza kuchnią, oczywiście. Tutaj nawet moja córka chowa swoje ubrania, bo w Krakowie mieszka w niewielkiej kawalerce – pokazuje. Właśnie rozpoczęła tam pracę jako stomatolog.

Pokój Kuby jest największym pokojem na piętrze. Pierwotnie miała być tu sypialnia jego mamy, ale Jola wzięła pod uwagę, że syn będzie potrzebował z czasem więcej miejsca i przestrzeni dla kolegów. Chłopak sam wybierał do niego meble. – Mamy jeszcze stryszek. W przyszłości Marek chce sobie zrobić tam dodatkowy pokój, gdzie będzie trzymał sprzęt grający ale w tej chwili przechowujemy tam różne rzeczy, np. gry, sprzęt narciarski. Kiedy przyjeżdża moja córka z chłopakiem, wyciągamy te gry planszowe, bo jest już nas troszeczkę więcej, zasiadamy do nich razem i dobrze się wtedy bawimy.

Kiedy córka wyjeżdża, jej pokój pełni rolę sypialni Joli, która unikając nadmiernych inwestycji, uznaje to za dobre rozwiązanie.

Koszty i bezpieczeństwo

Na budowę domu Jolanta przeznacza pieniądze częściowo pochodzące z oszczędności, z bieżącej pracy, od rodziców, a na resztę bierze kredyt na 23 lata. Za sam dom w stanie surowym wraz z działką płaci 430 tysięcy, a jego wykończenie kosztuje ją kolejne 200 tysięcy. – Jeszcze nie wszystkie prace zostały doprowadzone do końca, ale da się tu już wygodnie mieszkać – przekonuje. – Pomalutku, jakoś się uporam z tymi wszystkimi detalami, których wykończenie trwa najdłużej. Muszę też radzić sobie z pewnymi problemami finansowymi, bo pomimo wielu zabezpieczeń, odziedziczyłam je po zakończonym już małżeństwie.

Koleżanki pytają ją czy nie boi się mieszkać w domu sama, bez mężczyzny. Twierdzi, że nie, ale alarm zainstalowała jeszcze podczas remontu, co było też ważnym warunkiem współpracy z jednym z podwykonawców. Powiedział, że ma tu tyle tu drogiego sprzętu, że nie chciałby ryzykować jego utraty i rzeczywiście w okresie budowy włączył się alarm, bo ktoś się włamał. Mieszkała wówczas na drugim końcu miasta. O godzinie 24.00 dostała sygnał sms’owy o włamaniu. – Był środek nocy, zastanawiałam się, co robić. Wiedziałam, że zanim tam przyjadę, minie 40 minut. W pierwszej kolejności zadzwoniłam do właściciela sprzętu,jednego z podwykonawców, a on zgodził się tam pojechać pierwszy, bo miał bliżej. Potem wykręciłam numer do osoby, która mi montowała ten alarm, gdzieś w pobliżu kończył późno prace. No, oczywiście z policją też się kontaktowałam, ale oni przyjechali ostatni, jeszcze po mnie – opowiada. Okazało się, że złodzieje włamali się przez pomieszczenie gospodarcze, wywiercili zamki, które wpadły do środka i w ten sposób uruchomił się alarm. Chyba się nie spodziewali, że w domu, który dopiero się buduje, jest zainstalowany system alarmowy. Nic nie ukradli, przestraszyli się i uciekli. Jolanta już następnego dnia zdecydowała się na wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia i podpisania umowy z firmą ochroniarską, bo przechowywała tam nie tylko sprzęt ekipy remontowej, ale i materiały budowlane. Gdy teraz przypadkiem uruchomi się alarm, kiedy jest w pracy albo np. na nartach z synem, to ochrona pojawia się w ciągu kilku minut. W tej okolicy była już seria włamań, nawet do domów, gdzie spała cała rodzina. Dlatego dodatkowo wykupiła pakiet ubezpieczeń.

Trudności i zalety budowy oraz posiadania domu

W czasie budowy jest bardzo zmęczona; pracuje na trzech etatach, buduje dom, zawozi syna do szkoły i na inne zajęcia. W tym czasie zmienia jedną z prac na inną. Od rana do wieczora jak w kołowrotku, przez prawie rok. Jak robot kładzie się, budzi i znowu to samo. – Ale teraz widzę, że właśnie to mnie trzymało przy życiu po rozwodzie w nowej sytuacji życiowej,zaczynając wszystko od podstaw – przyznaje. – Rodzice zawsze mnie wspierali, także w wychowywaniu Marka. Po pracy często tutaj byłam,zostawiałam syna pod ich opieką ,a potem na ‘’budowę’’. Miałam generalnie tylko dwóch głównych podwykonawców, ale byłam z nimi w ciągłym kontakcie.

Musi jeszcze znaleźć czas na dobór materiałów. – Posiłkowałam się moją panią architekt, ale pewne rzeczy to ja musiałam wybierać i załatwiać i decydować o kluczowych sprawach –gdzie będą gniazdka lampy kinkiety. Czasami człowiek stawał wobec stresujących problemów, niespodziewanych sytuacji. Zdarza się np. że piec, który niedawno został zamontowany nagle przestaje działać. Dzieje się to podczas wyjazdu na narty. Jest mroźna zima i kiedy wraca do domu z synem zastaje w swoim gniazdku „lodownię”, chociaż piec był ustawiony na temperaturę pokojową. Okazuje się, że zepsuł się z takiego powodu, że przełączono prąd budowlany na standardowy. Jest niedziela, zima, a piec nie działa, no ale ratuje ich kominek. Śpią na dole na kanapie, a w poniedziałek fachowcy usuwają problem. Używa kominka regularnie w weekendy, sama opala go drewnem, dzięki czemu obniża koszty ogrzewania, które teraz wychodzą jej znacznie taniej niż w poprzednim mieszkaniu. Poza tym uwielbia ten iskrzacy ,ciepły klimat ‘’ogniska domowego’’, którego sama jest autorem.

Trzeba było nauczyć się tego domu, ale teraz od wiosny do jesieni cieszy się pięknym słonecznym tarasem, na którym spędza weekendowe poranki. Ma też dużo przestrzeni wewnątrz i w ogrodzie, nad którym jeszcze pracuje. Kiedy mieszkała w bloku, była narażona na hałasy pochodzące z ciągłych imprez sąsiadów. Trudno było to znieść. Dlatego też boi się początkowo, jakie będzie jej nowe sąsiedztwo. Okazuje się, że na szczęście, są to sympatyczni ludzie. Pomagają sobie wzajemnie., dogadują się, np. co do drogi, deszczówki. Obok mieszka sympatyczna pani Grażyna, która też wybudowała dom sama.Ich wspólny Deweloper skwitował tą babska samodzielność powiedzeniem – Co to za czasy, kobiety same budują domy!

 

Nie żałuje, że zmieniła swoje życie, chociaż teraz musi spłacać kredyt i sama wychowuje syna – Dopóki mam pracę, dopóki mam siły, żeby pracować i dopóki mam życzliwość ludzką – to nie widzę w tym większego problemu – uśmiecha się pogodnie. W małżeństwie musiała zawsze dostosowywać się do decyzji męża. Zerwała z przeszłością, z tym czego więcej już nie chciała doświadczać. Teraz może sama decydować o swoim życiu. Nie ma zamiaru rezygnować z przyjemności, które są jej potrzebne, np. z fajnych wakacji z Kubą, wlasnych zainteresowań. – Chciałabym jeszcze poznać kogoś bliskiego, prawdziwego, życzliwego partnera. Nie uciekam od tego, ale jestem naprawdę zapracowana – mówi. – Nie stronię jednak od okazjonalnych rozrywek, spotkań z liczną rzesza przyjaciół. Nie zaszyłam się, nie uciekam tylko w pracę. Czekam co przyniesie przyszłość, a na razie przymierzam się do stworzenia mojego pierwszego własnego ogrodu.

Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here