Przywracanie piękna?
To my

0
1056
Działamy wspólnie, razem podejmujemy biznesowe decyzje. W sprawach medycznych nie wchodzimy sobie w drogę, ale możemy się uzupełniać, dzięki naszemu wykształceniu

Rozmowa z niezwykłą parą: Agnieszką Surgiel-Gemza, utytułowaną Kobietą Charyzmatyczną oraz Krzysztofem Gemza – wyróżnionym tytułem Lidera z powołania. Oboje są szkoleniowcami z zakresu kosmetologii i medycyny estetycznej w La Pelle Gold Medical Trainings. Razem prowadzą gabinet medycyny estetycznej Sensual Beauty w Tychach. On jest pediatrą i lekarzem medycyny estetycznej oraz wykładowcą na SWSM w Katowicach. Ona – kosmetologiem i trychologiem, a wykłada na Uniwersytecie im. Jana Długosza w Częstochowie. Opowiadają o życiu, współpracy i pomaganiu ludziom w różnych obszarach…

Wspólnie prowadzicie duży i społecznie ważny biznes medyczny. Czy w Państwa rodzinie obowiązuje tradycyjny układ, że mąż jest głową, a żona szyją?
Agnieszka Surgiel-Gemza: – Staramy się przede wszystkim działać wspólnie, naradzamy się, razem podejmujemy biznesowe decyzje. W sprawach medycznych nie wchodzimy sobie w drogę, ale możemy się uzupełniać, dzięki naszemu wykształceniu. Mąż jest lekarzem, ja kosmetologiem i trychologiem. Takie połączenie pozwala wypracować dla pacjentów najwłaściwsze rozwiązania, zaproponować najskuteczniejsze metody na każdym etapie kuracji. Krzysztof niewątpliwie jest liderem w naszym biznesie, choćby z racji doświadczenia nie tylko medycznego, ale też w zarządzaniu. Jednak decyzje są po prostu nasze, tak postanowiliśmy i tego się trzymamy.

Żona mówi, że jest Pan prawdziwym liderem. Czy czuł Pan w sobie ten potencjał już w dzieciństwie, młodości?
Krzysztof Gemza:– Do bycia liderem trzeba dojrzeć. Tak mentalnie, jak też kwalifikacjami. Nie mnie to oceniać, czy jestem liderem. Jednak jako wykładowca na pewno muszę przewodzić grupie studentów. Żeby przekazywać wiedzę, trzeba zyskać zaufanie słuchaczy. W tych sprawach mam długoletnie doświadczenie. Zacząłem wykładać w 1995 roku. To szmat czasu. W biznesie farmaceutycznym przeszedłem wszystkie szczeble kariery, aż do stanowiska dyrektora sprzedaży.

Ale przecież nie jest Pan farmaceutą.
KG: – Ukończyłem medycynę na Śląskiej Akademii Medycznej. Potem przyszedł czas na specjalizację. Wybór pediatrii to był, jak mawiam, palec Boży. Na internie nie znalazłem swojego ducha, zajrzałem na mieszczącą się piętro niżej pediatrię, gdzie ordynatorem był dr Mikołaj Rej. Złapaliśmy nić porozumienia i tak to się zaczęło. Pediatria jest trudna, bo mały pacjent wielu rzeczy po prostu nie umie przekazać, ale dla lekarza jest optymistyczna, bo pacjent rośnie, ma przed sobą długie życie. Interna natomiast bywa przytłaczająca, tam pacjenci często ciężko chorują i odchodzą. Nigdy nie żałowałem tego wyboru. Mimo natłoku zajęć, nadal jestem czynnym lekarzem, bo to pasja i powołanie, a nie przykry obowiązek.

A jednak zdecydował się Pan na pewnym etapie zainteresować biznesem farmaceutycznym.
KG: – To była ciekawość, ale też pewna moda w środowisku, również obietnica poszerzenia horyzontów, możliwość uczestniczenia w dużych przedsięwzięciach, bo wchodzące wówczas do Polski firmy zagraniczne niejednokrotnie należały do branżowych gigantów. Lekarze ze szpitali woleli rozmawiać z lekarzami z firm farmaceutycznych. Sporo kolegów decydowało się wtedy na zmianę, szukało nowych szans na trudnym rynku medycznym. Jednak po latach takiej pracy, wprawdzie ciekawej i rozwijającej, ale zabierającej mnóstwo czasu, trzeba było dokonać jakiegoś wyboru. Dla rodziny, dla dalszego rozwoju. Postanowiłem odejść i zacząć nowy, frapujący etap.

Agnieszka Surgiel-Gemza oraz Krzysztof Gemza podczas pracy

Wybór padł od razu na medycynę estetyczną?
KG: – Nakłoniła mnie żona, jak Pani dobrze wie, kobieta charyzmatyczna. Znalazła szkolenie i namówiła mnie, choć nie bez przeszkód. Powiedziałem wtedy, że nie będę uczestniczył w botoks-party, ale okazało się, że szkolenie jest ciekawe i obejmuje o wiele bardziej skomplikowane zagadnienia. Nie było sensu się opierać, tylko należało iść dalej. Kolejne studia, właściwie praktyczne, i otwarcie w 2011 r. gabinetu Sensual Beauty, gdzie pracujemy do tej pory. Przez te lata odbyliśmy masę szkoleń, uczestniczyliśmy w licznych kongresach, wielokrotnie odwiedziliśmy Chiny i targi Cosmoprof ciągle poszukując nowości i doskonaląc nasze umiejętności. Medycyna estetyczna, podobnie jak medycyna konwencjonalna, to ciągła nauka i samodoskonalenie. Nie da się inaczej, na skróty, jak czasem młodym ludziom się wydaje, kiedy wybierają studia podyplomowe z zakresu medycyny estetycznej. Ale satysfakcja z pomagania innym rekompensuje te wysiłki.

Sądząc z natłoku zadań dzień praktycznie się nie kończy?
KG: – Rzeczywiście, od rana w poniedziałek do godziny 22 w piątek to jak jeden dzień. W przyszłym roku będziemy odchodzili dziesięciolecie działalności, a tymczasem żona zapytała ostatnio, ile to już lat? Pięć? Uśmialiśmy się oboje, że czas tak szybko biegnie. Właściwie niewiele mamy wolnych chwil. Oprócz gabinetu żona jest też przecież właścicielką firmy La Pelle Gold dystrybuującej specjalistyczny sprzęt dla gabinetów medycyny estetycznej i kosmetologicznych, a ja zajmuję się w tym biznesie szkoleniami dotyczącymi zastosowania tych urządzeń.

A przecież najważniejsi są pacjenci.
KG: – No, właśnie. Wszyscy, którzy mówią o medycynie estetycznej, myślą o botoksie czy kwasie hialuronowym, tymczasem prawda o tej dziedzinie medycyny jest zupełnie inna. My przede wszystkim leczymy. I to nie są zabiegi, które ujmują lat lecz takie, które spowalniają proces starzenia się. Dodatkowo przeprowadzamy zabiegi, które korygują powikłania medycyny estetycznej, a te niestety zdarzają się dość często. Dopracowaliśmy się pozycji eksperckiej w tej dziedzinie i każdemu umożliwiamy korzystanie z naszej wiedzy. Obecnie jesteśmy na etapie poszukiwania osób, które poniosły uszczerbek na zdrowiu podczas nieudanych zabiegów estetycznych. Chcemy im pomóc charytatywnie w programie „Metamorfoza dla zdrowia”. Zainteresowanych prosimy o kontakt.

Takich przypadków jest dużo?
KG: – Oczywiście. Wiele osób, nieprzygotowanych do dokonywania zabiegów, zabiera się za nie, bo ludzie chcący poprawić swój wygląd najczęściej mają pieniądze. I mogą za to dużo zapłacić. Tymczasem do wykonywania zabiegów w zakresie medycyny estetycznej potrzebna jest gruntowna wiedza, której nie można zdobyć podczas kursów, np. kosmetycznych. Trzeba dogłębnie znać anatomię człowieka, umieć dobrać odpowiednie preparaty, potrafić ocenić, czy w ogóle można je stosować. My nauczyliśmy się reagować właściwie na te błędy, potrafimy im przeciwdziałać, więc to robimy. Pomagamy, ratując niejednokrotnie zdrowie, bo co innego może zaproponować lekarz specjalista?

Czyli tylko naprawianie błędów innych?
KG: – Jasne, że nie. Żona jest od urody, a więc poprawia ją bezinwazyjnie. Ja z kolei od bólu, oczywiście żartuję, ale igła i strzykawka to moje podstawowe narzędzia. Poprawiam kształt ust, nosa, nawet pośladków. Nie bierzemy się za wielkie operacje plastyczne, bo lekarz musi być odpowiedzialny, więc zawsze wykonuje to, w czym jest najlepszy. Każdy z nas kształci się w określonym kierunku i tych granic nie powinien przekraczać. Primum non nocere, to powinna być dewiza każdego lekarza, nie tylko w tej dziedzinie.

Przywracanie zdrowia i piękna to my. Motto naszego gabinetu to: „Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna”.

Działacie innowacyjnie, co to znaczy? Czy to głównie dzięki sprowadzaniu nowych technologicznie sprzętów przez Pani firmę?
AG: – Innowacja to nie tylko sprzęt, lecz także nowoczesność metod. Taką metodą jest mikropunktura – zabieg pozwalający na osiągnieciu spektakularnych efektów w leczeniu blizn i rozstępów, który oferujemy – jako nieliczni – w naszym gabinecie. Jednak prawdą jest również to, że w dziedzinie medycyny estetycznej najnowocześniejsze wyposażenie gabinetu bardzo zwiększa możliwości. Oprócz doskonalenia umiejętności, stawiamy więc na rozwiązania technologiczne. Właśnie pozyskałam jedno z pierwszych w Polsce urządzeń, dzięki któremu będziemy mogli poprawiać urodę, używając produktów na bazie krwi pacjenta, uzyskując z niej autologiczny wypełniacz tkankowy. Dysponujemy oczywiście także specjalistycznymi laserami, od tych do epilacji po frakcyjne, ale ciągle wzbogacamy naszą bazę sprzętową o nowe urządzenia. Współpracujemy z trzema firmami jako importerzy i dystrybutorzy i rozprowadzamy ich produkty do gabinetów specjalizujących się w zakresie medycyny estetycznej.

Angażujecie się Państwo w rozmaite przedsięwzięcia sponsorskie, charytatywne.
AG: – Jesteśmy otwarci na rozmaite potrzeby ludzi i zawsze staramy się pomagać. W miarę możliwości sponsorujemy konkursy, takie choćby jak coroczne wybory Miss Śląska i Miss Śląska nastolatek. Objęliśmy opieką młodziutką Hanię Derej, kompozytorkę i pianistkę, której wróżymy wielką karierę. W tle jednak zawsze musi być promocja zdrowia, pokazywanie ludziom ogromnych możliwości dbania o siebie, poprawiania własnego samopoczucia czy to poprzez zmianę stylu życia, czy dzięki zabiegom medycznym, których szeroką gamę sami proponujemy tym, którzy trafiają do naszego gabinetu.


Czyli wracamy do tego, co już Państwo podkreślaliście: zawsze wszystko dla pacjenta?
KG: – Nie inaczej. Ludzie, po nieudanych zabiegach, przeżywają mnóstwo stresów, cierpią. My jesteśmy po to, by temu zaradzić. Przywracanie zdrowia i piękna to my. Motto naszego gabinetu to: „Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna”. Czy można pracować w zawodzie, który jest ciekawszy i bardziej potrzebny niż nasz?

Piotr Góralczyk
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj