Prawdziwy majstersztyk: „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk

2278

Recenzja „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk.

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 912

 

Powieść ta jest wielopiętrowym gmachem skomplikowanych problemów, o których nie można mówić w sposób jednowymiarowy. Przyjrzyjmy się kilku najistotniejszym kwestiom – zachęca dr Paweł Hohman.

 

Poziom metafizyczny.

Każdy człowiek musi ustalić czy wierzy w Boga. Jeżeli tak, to w jakim wyznaniu i w której tradycji religijnej przyszło mu dorastać. Kolejna kwestia – w XVIII wieku, w którym toczy się akcja powieści, jeżeli ktoś urodził się Żydem, to po prostu nigdy nie mógł przestać nim być.

Dlatego Jakub Frank stworzył nową religię. Jego zdaniem należy unieważnić stare, talmudyczne zwyczaje. Żeby nie stać się, jak poprzednie pokolenia, obywatelem drugiej kategorii, trzeba przyjąć chrzest i od razu przystąpić do kościoła katolickiego. Wcześniej, już w Turcji, sam przechodzi na islam. Bohater świadomie staje się odszczepieńcem. Tradycyjni rabini rzucają klątwę na wyznawców nowej religii. Jakub twierdzi, że Bóg, tuż przed końcem świata, pozwoli na odwrócenie starych zasad wiary. Będzie to widocznym znakiem nadchodzącego Nowego Królestwa. W całej ówczesnej Europie liczni Żydzi opuszczają dawną, archaiczną społeczność. Przekreślenie starych talmudycznych praw zwróciło uwagę wszystkich obserwatorów. Teraz już można przebrać się we współczesny strój, ogolić brodę, obciąć długie włosy, a nawet przyjąć nowe imię i nazwisko.

Niespodziewanie Jakub trafia do więzienia w częstochowskim klasztorze. Katolicki kościelny inkwizycyjny sąd nie uwierzył samoistnemu przywódcy neofitów, że jest on jedynie niewinnym, autentycznie szczerym chrześcijaninem.

Każdy prawdziwy prorok i nowy mesjasz musi być poniżony. Cela uszlachetnia Jakuba. Gdyby został w Warszawie, tam, wśród zdemoralizowanych politycznych, towarzyskich elit jego wielka idea zgniłaby pod ciężarem wielu pokus, a tak – przeobraża się w prawdziwego męczennika. Klęskę zamienia w sukces. Podobnie działo się w Salonikach, skąd wypędzili go konserwatywni Żydzi, identycznie postępują starozakonni we Lwowie. Po każdej porażce przychodzi bezsprzeczny sukces. Cud. Prości, zwyczajni ludzie, którzy tak naprawdę nigdy takimi w istocie się nie okazują, naprawdę uwierzą w jego misję. Bóg mu w tym pomaga. Tak spontanicznie oceniają los swojego duchowego przewodnika. Męczennika.

 

Poziom polityczny.

 Polska drugiej połowy XVIII wieku jest państwem słabym, skorumpowanym, chylącym się ku nieuchronnemu upadkowi. Tylko w kraju rozchwianym i na niespokojnym kontynencie można ludziom zaszczepić religijną rebelię. Jakub Frank doskonale wie, że teza, iż wiele dróg prowadzi do prawdziwego Boga właśnie teraz idealnie trafi na podatny społeczny grunt. W tej sprawie intuicja nigdy go nie zawiedzie. Elita polskiego katolicyzmu dostrzeże tu swoją szansę: oto tysiące niewiernych przytuli się do matki kościoła. Biskupi są zachwyceni. Władcy zaciekawieni. Gdy ich państwa chwieją się w posadach… szukają wzmocnienia własnej pozycji w mniejszościach, skłaniają ku luzowaniu prawa, tworzeniu bardziej otwartej formuły tolerancyjnego kraju, budowaniu idei współpracy ponad narodowymi podziałami.

Jakub Frank obiecał i sprawił, że odtąd można już będzie – wreszcie – stać się suwerennym religijnie człowiekiem – obywatelem. Rewolucja we Francji o to w istocie walczyła – o równość wobec prawa bez wyjątku wszystkich obywateli. Jakuba najbliżsi współtowarzysze w nowej wierze, a czasem i w sporze wobec niego, zostaną przy nim na zawsze. Król August da im żelazny list. W Polsce będą nietykalni. Car Aleksander obieca świeżym wyznawcom frankizmu całe nowe państwo na terenie Krymu. Cesarz Austrii – zauważy pewien bezpośredni związek między obcymi przybyszami, wolnymi religijnie obywatelami, a stopniowym bogaceniem się jego kraju. Tolerancja sprzyja rozwojowi w Prusach. To znak nadchodzącej nowej epoki.

Kolejni wyznawcy idei Jakuba porzucają miejsca, w których dotąd mieszkali i odważnie wyruszają w daleką, niebezpieczną, fascynującą podróż. Przyjmą nowe obyczaje, nauczą się dotąd niezrozumiałych języków, czasem zdobędą wykształcenie, majątek, innym razem utoną w niespłacalnych długach. Oni są przyszłością świata. Raz zasmakowana wolność będzie wartością bezcenną. Jakub Frank trafił w swój czas.

 

Poziom psychologiczny.

Główny bohater cierpi na pewien rodzaj schizofrenii. Już na samym początku swojej misji dostaje ataku drgawek. Zadanie, jakie mu mędrcy wyznaczyli, wydaje się go przerastać. Jednak tylko na początku, potem powoli, stopniowo, wchodzi w swoją życiową rolę. Umie, niczym kameleon, dostosować się do potrzeb otaczających go słuchaczy. Gdy trzeba – doskonale wyśmiewa pusty intelekt mędrców. To podoba się niewykształconym rzeszom biednych ludzi. On walczył dla nich. Bo ma wizję. Jasną. Wie, że ma siłę przekonywania. Ryzykuje. Wprowadza niebezpieczne obyczajowo seksualne zwyczaje (tzw. rytuał zgaszonych świec). Pasożytuje na uległych osobowościach. Kiedy trzeba, posunie się do bezwzględnej manipulacji. Gdy jednak przegrywa, wmawia wszystkim na siłę swoje prorocze, bełkotliwe wizje, które potem… się sprawdzają. Jak kot zawsze spada na cztery łapy. Misja go przerosła? Później nie będzie to już miało żadnego większego znaczenia. Machina dziejowa raz wprawiona w ruch, nigdy się nie zatrzymuje. W całej Europie liczba nowych „prawowiernych” wyznawców stale rośnie. Jakub jest mitomanem. Wszystkie sukcesy oczywiście narcystycznie sam sobie przypisuje. Opowiada niestworzone historie o swoim życiu. Jego najbliżsi akolici zawsze mu wierzą. Każdy z nich się do tego przyzwyczaił: nasz mistrz już taki jest. Mówi niezrozumiałe rzeczy, które dopiero przyszłość wyjaśni. Jego słowa sprawdzają się bezwzględnie. Bóg za nim stoi. Prorok taki musi być. Nawet, jeśli czasem budzi swoim zachowaniem zwyczajne obrzydzenie.

 

Poziom literacki.

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk to powieść totalna w swojej formie i treści. Prawdopodobnie powinna zostać wydana w dwu tomach po 750 stron każdy. Pewne interesujące, ważne wątki są w niej niedokończone (pełny życiorys Kossakowskiego – Moliwdy, dyplomatyczna podróż Nachmana do Rosji i Turcji). Liczba stron: 1500 – 1600 byłaby, być może, jej właściwym wymiarem, ale i tak te ponad 900, które mamy przed sobą poruszają wszelkie możliwe tematy, o jakie chcielibyśmy zapytać autorkę. Wędrujemy po Turcji, Podolu, Rumunii, Polsce, Czechach, Austrii, Niemczech. Będą smaki, zapachy, rzeczy, meble, rośliny, zwierzęta, stroje, świątynie, pory roku, miasta i wsie. Uważny Czytelnik łatwo wyłowi losy wielu ważnych postaci: Jakuba największego powiernika i przyjaciela – Nachmana; inteligentnego tłumacza, podróżnika, kobieciarza Moliwdy; lekarza, optyka, ateisty, sceptyka Aszera Rubina; pierwszego polskiego encyklopedysty Benedykta Chmielowskiego.

A jednak, mimo wszystko, księga Olgi Tokarczuk nie byłaby tym, czym naprawdę jest, gdyby nie łańcuch niecodziennych kobiecych charakterów spinający cały tekst w niezwykłą formę opowieści o żeńskim wymiarze natury świata. To ich historie trzymają w napięciu fabułę tej monumentalnej opowieści.

Wymieńmy siedem znaczących postaci.

Po pierwsze – Jenta, jako wszechwiedzący nieśmiertelny duch narracyjny, po drugie – ofiarna hrabina Kossakowska, po trzecie – Chana, wierna żona proroka, a po czwarte – Chaja, jego wróżbitka i tajemnicza wizjonerka. Dalej wspomnijmy jeszcze o trzech: o straceńczo odważnej, osobiście walczącej u boku samego mistrza Gitli; a także o uwodzicielskiej, roztropnej najmłodszej córce Jakuba – Awaczy/Ewie, dla której ojciec będzie miał specjalną misję, no i należy, a nawet trzeba przypomnieć o zawsze doskonale zorganizowanej, opiekuńczej Zwierzchowskiej – bo bez obecności tych konkretnych osób w życiu głównego bohatera misja, jakiej się podjął, pozbawiona byłaby jakiegokolwiek większego sensu.

Encyklopedyczna to książka, jak stulecie, które opisuje. Pełna map, wykresów, obrazów, portretów, języków, spotkań, rozmów, dzienników, listów, donosów, a nawet prasowych notatek.

 

Poziom edytorski.

Księga jest wydawniczym majstersztykiem. Wstecznie, „na odwrót”, odliczać będziemy 912 stron powieści (na wzór wywrotowych religijnych „zasad” sformułowanych przez Jakuba Franka). Kartki papieru zachęcają swoim pięknym zapachem do pogłębionej, skupionej, niespiesznej lektury. Urzekający aromat tej opowieści podkreśla niezwykle subtelny krój drukarskiej czcionki (używanej równocześnie w kilku formatach). Kunsztownie tematycznie podzielono ją na siedem ksiąg. Całość składa się z 31 rozdziałów, a każdy z nich, osobno, ma swój stosowny do treści tytuł (są tu też podtytuły, a także podrozdziały – stworzone dla ułatwienia orientacji Czytelnikowi pogrążającemu się w gąszczu wątków tej obszernej historii).

Widać wyraźnie, że wydawcom, redaktorom, drukarzom i samej autorce bardzo zależało na stworzeniu publikacji o niezwykłym plastycznym poziomie i wyjątkowej jakości edytorskiej. Tekst potraktowano z wyjątkowym pietyzmem redakcyjnym, a za nim idzie równie niepowtarzalna szata graficzna powieści.

KsiegiJakubowe

Paweł Hohmann

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here