Życie w dyskotece i na antenie

0
95

Rozmowa z Adamem Grucą – DJ-em i prezenterem Radia Piekary – o drodze od szkolnych akademii, magnetofonów szpulowych i pierwszych winyli po kluby, radio, międzynarodowe festiwale oraz projekt Hello Party. O czasach, gdy muzyki słuchało się z radia i kaset, a do zawodu wchodziło się przez podglądanie starszych prezenterów, noszenie im walizek z płytami i naukę  pokory. Za całokształt dorobku Adamowi przyznano tytuł Lidera z powołania.

Adamie, jakie były Twoje początki obcowania z muzyką?

Muzyka fascynowała mnie już od czasów szkolnych, choć były to zupełnie inne realia niż dziś. W tamtych latach osoba prezentująca muzykę miała magnetofon i kilka płyt winylowych. Był to bardziej prezenter muzyczny niż DJ w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Od zawsze mnie to ciekawiło i przyciągało. Pierwszą płytę winylową dostałem na jedenaste urodziny. Był to album zespołu Lombard „Śmierć dyskotece!”. Sam tytuł był dość przewrotny, zwłaszcza z perspektywy tego, czym dziś zajmuję się zawodowo. Ta płyta zrobiła na mnie wrażenie i do dziś mam ją w swojej kolekcji.

A jak wyglądały Twoje pierwsze doświadczenia z DJ-owaniem?

Chodziłem na dyskoteki organizowane w remizach strażackich i różnych salach. Zamiast tańczyć, siadałem z boku i z zaciekawieniem obserwowałem, jak prowadzący układa kolejne nagrania – wtedy jeszcze z kaset magnetofonowych – dobiera utwory i buduje atmosferę na parkiecie. Ten świat od razu mnie zafascynował i wiedziałem, że chciałbym kiedyś robić to samo.
W tamtych czasach muzykę nagrywało się z radia. Czasami trzeba było wstać bardzo wcześnie rano albo czekać do późnego wieczora, żeby zarejestrować ulubione utwory. Szczególnie lubiłem audycję „Klub Stereo” w Programie II Polskiego Radia, emitowaną w sobotnie wieczory. Nagrywałem ją niemal za każdym razem, a później wielokrotnie odsłuchiwałem zarejestrowane utwory. To właśnie na nich uczyłem się miksowania i stawiałem swoje pierwsze muzyczne kroki.

Praca na żywo w radiu to zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności niż granie w klubie. Wszystko musi być dopięte co do sekundy, bo czas antenowy jest nieubłagany i nie ma miejsca na przypadek.

Jakie zdobyłeś wykształcenie?

Moje wykształcenie jest zupełnie niezwiązane z tym, czym zajmuję się dzisiaj. Studiowałem na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, a następnie administrację i zarządzanie na Uniwersytecie Śląskim. Wcześniej ukończyłem Technikum Rolnicze w Nakle Śląskim koło Tarnowskich Gór. Moi rodzice prowadzili szkółkę roślin ozdobnych, dlatego uznali, że będzie to dla mnie odpowiedni kierunek.
Ja jednak od zawsze bardziej interesowałem się elektroniką i komputerami. W tamtych czasach wybór szkół był jednak znacznie mniejszy niż dziś.
Już w technikum szybko zauważono, że mam smykałkę do spraw technicznych i prowadzenia imprez. Obsługiwałem szkolne akademie – odpowiadałem za mikrofony, nagłośnienie i zapowiedzi. To właśnie tam zdobywałem pierwsze praktyczne doświadczenia związane z pracą na scenie.

Czyli zawodu, który wykonujesz dzisiaj, uczyłeś się sam?

Tak. W tamtych czasach nie było internetu, tutoriali ani studiów kierunkowych, z których można było czerpać wiedzę. Najwięcej uczyło się przez obserwację. Podglądałem kolegów grających na różnych imprezach, godzinami siedziałem z boku i obserwowałem, jak pracują. Zdarzało się też nosić walizki z płytami prezenterowi dyskotek. Wtedy mówiło się jeszcze „prezenter”, a nie DJ.
Przełomowy moment przyszedł w remizie, do której regularnie chodziłem na dyskoteki. Grali tam chłopaki ze straży zawodowej, ale pewnego dnia wypadła im służba. Impreza była już zapowiedziana plakatami, więc ktoś musiał stanąć za konsoletą. Wiedzieli, że pomimo mojego młodego wieku orientuję się w muzyce i sprzęcie, dlatego zostawili wszystko w moich rękach. Zagrałem swoją pierwszą dyskotekę mając 14 lat i właśnie wtedy połknąłem bakcyla.

Jak trafiłeś do Radia Piekary?

To było jeszcze w czasach studenckich. Mój kolega dowiedział się, że w Piekarach Śląskich powstaje nowe radio i szukają prezenterów. Powiedział do mnie: „Chodź, masz sporą kolekcję płyt, spróbujemy swoich sił”. Postanowiliśmy zaryzykować
Na początku było to radio eksperymentalne, nadające na podstawie krótkoterminowych pozwoleń. Wszystko dopiero się tworzyło, a moja kolekcja muzyczna okazała się bardzo przydatna. Przynieśliśmy do studia własne płyty i w dużej mierze to właśnie na nich opierała się pierwsza muzyczna oferta stacji. I tak współtworzyłem Radio Piekary od samych początków.

Jak wspominasz początki w radiu?

To był czas intensywnej nauki. Wszyscy uczyliśmy się zawodu na bieżąco, bo nikt z nas nie miał wykształcenia radiowego ani wcześniejszego doświadczenia. Radio tworzyli przede wszystkim ludzie z pasją i ogromnym zapałem.
W tym pionierskim okresie, zdarzały się błędy na antenie, ale słuchacze byli wobec nas bardzo wyrozumiali. Mieliśmy poczucie, że rozwijamy się razem z nimi, a oni kibicują nam od samego początku.
Z biegiem czasu Radio Piekary stało się liderem regionalności na Śląsku. Była to stacja o bardzo szerokim profilu muzycznym – można było usłyszeć zarówno muzykę klubową, jak i regionalne, śląskie klimaty. Dziś radio ma już znacznie bardziej sprofilowany format.

Nadal jesteś związany z Radiem Piekary?

Tak. Jestem związany z Radiem Piekary nieprzerwanie od ponad 30 lat. Przez ten czas prowadziłem wiele audycji o bardzo różnorodnym charakterze – od programów z przebojami italodisco i najnowszą muzyką klubową, po audycje związane z kulturą i gwarą śląską.
Obecnie skupiam się przede wszystkim na autorskim projekcie Hello Party. To audycja oparta na miksowaniu muzyki na żywo, nawiązująca do klimatu klubowego grania. Oczywiście radio rządzi się swoimi prawami – obowiązują określone ramy i ograniczenia, których w klubie po prostu nie ma. Mimo to staram się, żeby słuchacze również przed odbiornikami mogli poczuć energię i atmosferę prawdziwej imprezy.

Co jest najtrudniejsze w takim graniu na żywo w radiu?

Praca na żywo w radiu to zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności niż granie w klubie. Wszystko musi być dopięte co do sekundy, bo czas antenowy jest nieubłagany i nie ma miejsca na przypadek.
Największym wyzwaniem jest jednoczesne panowanie nad wieloma elementami – miksowaniem muzyki, wejściami antenowymi, blokami reklamowymi i precyzyjnym pilnowaniem czasu. Reklamy mają wyznaczone miejsce w ramówce, więc trzeba tak poprowadzić set, żeby wszystko zakończyło się dokładnie wtedy, kiedy powinno.
Różni się też sam kontakt z odbiorcą. W klubie widzisz ludzi, obserwujesz ich reakcje i możesz na bieżąco zmieniać kierunek muzyczny. W radiu tego nie ma. Musisz zaufać swojemu doświadczeniu i intuicji, wyobrażając sobie, czego w danym momencie oczekują słuchacze. To zupełnie inny sposób grania, ale daje równie dużą satysfakcję.

Co chciałbyś przekazać młodym DJ-om i artystom, którzy marzą o tym zawodzie?

Przede wszystkim traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani – wzajemny szacunek to podstawa. Kiedy zaczynałem, nosiło się walizki z płytami bardziej doświadczonym – podpatrywało ich umiejętności, jednocześnie cierpliwie pracując na swoją pozycję. Dziś popularność w internecie można zdobyć bardzo szybko, ale równie łatwo można się nią zachłysnąć. Ostatecznie to scena weryfikuje, kto naprawdę ma umiejętności, potrafi ciężko pracować i odnaleźć się w realnych warunkach. Dlatego warto stawiać na rozwój, pokorę i konsekwencję – to one pozwalają zbudować karierę na lata.

Grałeś też na dużych scenach.

Tak. Miałem okazję jako pierwszy Polak wystąpić na festiwalu Alpha Rave w Schwerinie w Niemczech. To było dla mnie ogromne wyróżnienie i jednocześnie wielkie wyzwanie.
Na festiwalach grałem głównie muzykę progresywną – bardziej wymagającą i nie zawsze łatwą w odbiorze. Występy przed kilkunastotysięczną publicznością wiązały się z ogromną presją i odpowiedzialnością. Takie wydarzenia weryfikują nie tylko umiejętności techniczne, ale również odporność psychiczną. Nie wszystko zawsze przebiega zgodnie z planem, a właśnie w takich momentach okazuje się, jak radzisz sobie pod presją. Publiczność potrafi być bardzo wymagająca.
Początek lat 2000. był okresem wielkich festiwali i ogromnych dyskotek, które gromadziły nawet osiem tysięcy osób. Występowałem w wielu klubach i na imprezach w całej Polsce, a na Śląsku byłem częstym gościem miejsc, w których rodziła się kultura klubowa. Regularnie grałem także w Niemczech – między innymi w Hamburgu, Lubece i Rostocku.

Jak wspominasz kluby z tamtych lat?

Kluby z początku mojej kariery miały zupełnie inny klimat. To były jeszcze końcówka lat 80. Zaczynałem w klubie TZN Czarny Pstrąg (popularny Tip Top) w Tarnowskich Górach, a później trafiłem do legendarnej dziś dyskoteki Hollywood w Świętochłowicach.
To był prawdziwy przeskok technologiczny. Właściciel sprowadził z Niemiec praktycznie całe wyposażenie klubu – profesjonalne nagłośnienie JBL, nowoczesne oświetlenie i sprzęt DJ-ski. Dla nas było to prawdziwe okno na Zachód. W tamtych czasach robiło to ogromne wrażenie.
Hollywood szybko stało się miejscem obowiązkowym dla każdego, kto interesował się muzyką klubową na Śląsku. Przyjeżdżali tam ludzie z wielu miast. Przez pewien czas graliśmy praktycznie codziennie, a później od wtorku do niedzieli. Zmienialiśmy się za konsoletą nawet co godzinę, żeby utrzymać energię imprezy na najwyższym poziomie. To tam nauczyłem się od nowojorskiego Dj’a Cisco grać z trzech gramofonów równocześnie, a dodatkowo samplować z odtwarzacza CD.
Później nadeszła era wielkich dyskotek, które gromadziły po kilka tysięcy osób. Kultowe były wtedy Las Vegas w Tarnowskich Górach, Bravo w Gliwicach, Piramida w Chorzowie czy Galeria w Sosnowcu. To był również moment ogromnych zmian. Muzyka, po którą wcześniej trzeba było jeździć za granicę, zaczęła stopniowo trafiać do Polski.
Pamiętam, jak w latach 90-tych, kilka razy w miesiącu jeździłem do Berlina po płyty winylowe z nowymi, ciekawymi nagraniami. Chciałem mieć utwory, których w Polsce jeszcze nie było. Żeby zagrać dobrą imprezę, trzeba było wyprzedzać muzyczne trendy. Publiczność oczekiwała świeżych zagranicznych hitów i chciała bawić się przy muzyce, którą znała z satelitarnych kanałów muzycznych.

Największą dumę daje mi to, że przez tyle lat udało się utrzymać kontakt z publicznością i nadal trafiam w gusta słuchaczy

Jak dziś wygląda kultura klubowa?

Kluby mają dziś trudniejszy czas – po pandemii sytuacja wyraźnie się zmieniła. Duże dyskoteki praktycznie przestały istnieć, a ludzie postawili raczej na mniejsze kluby. Z drugiej strony pojawiło się więcej imprez tematycznych i festiwali. Młodzi ludzie często wolą odłożyć pieniądze i raz w miesiącu pójść na duże wydarzenie, gdzie gra wielu artystów, zamiast regularnie bywać w klubach.
Kiedyś była silna kultura klubowa – młodzi wychodzili co weekend, a dyskoteka była naturalnym miejscem spotkań. Dziś tych form spędzania czasu jest po prostu więcej. Widać też powrót pokolenia millenialsów, które ma już odchowane dzieci i może sobie pozwolić na weekendowe wyjścia. Może nie bywają na imprezach co tydzień, ale raz na miesiąc czy dwa, potrafią wyjść większą ekipą i wrócić do klubowej atmosfery.

Z czego jesteś najbardziej dumny?

Największą dumę daje mi to, że przez tyle lat udało się utrzymać kontakt z publicznością i nadal trafiam w gusta słuchaczy – wciąż jest wielu chętnych, którzy bawią się przy moich setach i wracają na moje imprezy. To najlepsze potwierdzenie, że muzyka nadal działa tak, jak powinna.
Dumny jestem również z tego, że odnalazłem się zarówno w radiu, jak i w graniu klubowym – to dwa różne światy, ale oba oparte na muzyce i energii ludzi.
Ważnym momentem była też moja obecność na zagranicznych scenach. Tego typu doświadczenia na długo zostają w pamięci i budują zawodowo. Niezależnie od miejsca, w którym grałem – w Polsce czy za granicą – zawsze najważniejsza była reakcja ludzi na parkiecie.

Jakie masz plany i marzenia?

Chciałbym dalej robić to, co robię, dopóki sprawia mi to przyjemność, daje radość i energię. Mam kochaną żonę, dom i stabilne życie, więc trudno dziś wymyślać wielkie rzeczy na siłę. Myślę, że najważniejsze jest zdrowie, bo kiedy się je ma, można zrealizować wiele marzeń.
Może jedynie gdzieś z tyłu głowy zostaje chęć zagrania jeszcze na jakimś prestiżowym festiwalu. Czasem ten „diabełek” jeszcze daje o sobie znać.


DJ GRUCA
prezenter Radia Piekary oraz DJ

Od połowy lat 80. związany z kulturą DJ-ską, występujący w najpopularniejszych klubach na Śląsku.
Na przestrzeni lat występował w Polsce oraz za granicą, m.in. w Niemczech, Słowacji i Hiszpanii. Kilkukrotnie grał na Międzynarodowym Festiwalu Alpha Rave w Schwerinie, gdzie w 2004 roku wystąpił jako pierwszy w historii polski DJ. W swojej karierze występował w renomowanych klubach w Europie. Organizator koncertów i wydarzeń z udziałem artystów międzynarodowej sceny. Od początku istnienia Radia Piekary związany z tą rozgłośnią jako prezenter. Twórca wielu autorskich projektów antenowych, w tym kultowego programu „Hello Party”, łączącego miksowanie muzyki na żywo z radiową energią i klubowym klimatem.

Szymon Pęczalski
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj