Tworzenie światowych standardów edukacji

0
29

Rozmowa z prof. dr. hab. Grzegorzem Mazurkiem, Rektorem Akademii Leona Koźmińskiego – uczelni wielokrotnie wyróżnianej w rankingach „Financial Times” i uznawanej za jedną z wiodących szkół biznesu w Europie – o jakości kształcenia opartej na najwyższych standardach, znaczeniu wymiany energii w organizacji akademickiej oraz potrzebie nieustannego rozwoju. Rozmawiamy także o umiędzynarodowieniu, strategicznych partnerstwach, studiach i programach dla firm oferowanych przez uczelnię w Warszawie i Katowicach, a także o roli stypendiów, kapitału żelaznego i długofalowego myślenia o edukacji.
Rektor Akademii Leona Koźmińskiego otrzymał tytuł Lider z powołania.

Panie Rektorze, czy urodził się Pan liderem, czy się nim stał?

Staram się być przede wszystkim skromnym człowiekiem. Jeśli myślimy o liderze jako o osobie obdarzonej nadprzyrodzonymi umiejętnościami, to jestem od tego bardzo daleki. Często wręcz zastanawiam się – i wiem, że to dość powszechny syndrom – dlaczego jestem w miejscu, w którym jestem, i czym sobie na to zasłużyłem. Mogę natomiast powiedzieć o sobie jedno – jestem autentyczny i w stu procentach zaangażowany w wizję Akademii Leona Koźmińskiego. Być może wyróżnia mnie właśnie pełne utożsamienie się z misją uczelni oraz służba idei i marzeniom, które wspólnie realizujemy. Myślę, że to przyciąga ludzi i tworzy wyjątkową energię, którą nie tylko dajemy sobie nawzajem, ale także czerpiemy od siebie.

Na sukces Akademii pracuje cały zespół ludzi, którzy wierzą w to samo, co ja. To osoby gotowe zakasać rękawy i podejmować wyzwania, które dla wielu wydają się zbyt trudne, a nawet niemożliwe do zrealizowania. My jednak konsekwentnie je realizujemy. Potwierdzeniem tych wysiłków są choćby rankingi „Financial Times” – zarówno niedawno opublikowany ranking Masters in Finance, w którym nasz program utrzymuje pozycję lidera Europy Środkowo-Wschodniej, jak i ranking Executive Education, obejmujący programy rozwojowe dla menedżerów i biznesu. Ogromną satysfakcję daje nam fakt, że w tych zestawieniach wyprzedzamy wiele uczelni powszechnie uznawanych za jedne z najlepszych na świecie.

Naszą ambicją jest realne zmienianie gospodarki, biznesu i instytucji oraz dokonywanie zmiany jakościowej, która sprawi, że Polska będzie nie tylko dostosowywać się do światowych standardów, ale także je współtworzyć i wyznaczać. To wymaga nieustannego rozwoju, a ten – w moim przekonaniu – jest jedyną drogą, która pozwala przetrwać i odnosić sukcesy. W gruncie rzeczy zawsze tak było.

Czyli odwaga jest tu istotna?

Absolutnie tak. Chodzi o wychodzenie poza utarte schematy, opuszczanie strefy komfortu i kwestionowanie status quo. To cechy, które dziś – zarówno w przypadku organizacji, jak i pojedynczych osób – uważam za kluczowe. Sama wiedza, choć nadal niezwykle ważna, już nie wystarcza. Równie istotna jest umiejętność zmiany sposobu myślenia i otwartość na nowe perspektywy.

Jednym z wymiarów tak rozumianego przywództwa jest także odpowiedzialność. Dlatego oferują Państwo między innymi studia poświęcone zrównoważonemu rozwojowi i odpowiedzialnemu biznesowi?

To jeden z przykładów naszego podejścia do zrównoważonego rozwoju. Oferujemy szeroką gamę programów poświęconych tej tematyce, ale ważniejsze jest to, kto za nimi stoi. Spiritus movens tych studiów, prof. Bolesław Rok, zajmuje się tym obszarem od ponad 25 lat i jest wybitnym autorytetem w zakresie odpowiedzialnego biznesu.

Programy edukacyjne można tworzyć na wiele sposobów. Można reagować na chwilowe mody i uruchamiać kierunki tylko dlatego, że dany temat jest akurat popularny. My działamy inaczej. Nasze programy powstają dzięki ludziom, którzy od lat współtworzą i wyznaczają kierunki rozwoju swoich dyscyplin. Nie podążamy za trendami, ale je współtworzymy.

To samo podejście przyświeca naszym strategicznym partnerstwom na rzecz zrównoważonego rozwoju i budowy globalnego ekosystemu innowacji. Akademia Leona Koźmińskiego należy m.in. do sieci AERO – Alliance for Environmental Response in Business Schools i jest jedną z uczelni współtworzących tę inicjatywę. To dobry przykład sytuacji, w której uczelnia nie tylko mówi o odpowiedzialności, ale sama poddaje się tym samym wymaganiom, o których uczy studentów i menedżerów. Odpowiedzialność nie może być wyłącznie elementem programu studiów. Musi być również częścią sposobu funkcjonowania instytucji.

Czy za tworzenie nowych kierunków studiów odpowiada specjalny zespół, czy jest to efekt szerszej dyskusji?

Najczęściej wszystko zaczyna się od jednej lub dwóch osób, które są ekspertami w swojej dziedzinie i mają pomysł na stworzenie nowego programu. Oczywiście później taki projekt przechodzi przez kolejne etapy procesu decyzyjnego oraz procedury formalne i regulacyjne. Najważniejsze jest jednak to, że ktoś bierze za niego odpowiedzialność i ma determinację, by doprowadzić go do realizacji.

Czy są to osoby pełniące określone funkcje, czy wykładowcy i dziekani?

Najczęściej są to osoby, które łączą wiele talentów i kompetencji. Za programami nie stoją anonimowe zespoły ani chwilowe decyzje rynkowe, ale konkretni eksperci, którzy od lat rozwijają swoje dziedziny, mają w nich silną pozycję i potrafią przekładać wiedzę naukową na realną wartość edukacyjną.

Wspomniany już prof. Bolesław Rok jest wybitnym naukowcem, a jednocześnie świetnym menedżerem i jednym z najważniejszych autorytetów w Polsce w obszarze odpowiedzialnego biznesu oraz zrównoważonego rozwoju. Dr Lidia Czarkowska od lat należy do czołowych ekspertek w obszarze coachingu, psychologii i mentoringu. Z kolei prof. Aleksandra Przegalińska to charyzmatyczna liderka w dziedzinie sztucznej inteligencji i uznana badaczka. Te osoby – podobnie jak dziesiątki innych – dobrze pokazują sposób, w jaki myślimy o tworzeniu edukacji. Najpierw jest człowiek z wiedzą, doświadczeniem, energią i poczuciem odpowiedzialności za dany obszar. Dopiero później powstaje program, który może odpowiadać na realne potrzeby studentów, menedżerów i rynku.

Łączy ich jedno – chcą zrobić coś więcej niż tylko realizować własne cele zawodowe. Największą satysfakcję daje przecież dzielenie się wiedzą, doświadczeniem i tym, co potrafimy najlepiej. Właśnie na tym polega misja uniwersytetu.
Czy ta misja przekłada się również na dostępność edukacji?

Zdecydowanie tak. Jeżeli mówimy o misji uniwersytetu, to nie możemy ograniczać jej wyłącznie do wysokiej jakości programów czy rankingów. Uczelnia niepubliczna, która myśli długofalowo, musi również zadawać sobie pytanie, jak otwierać dostęp do edukacji osobom o największym potencjale, niezależnie od ich sytuacji wyjściowej. Dlatego rozbudowa systemu stypendialnego jest dla nas jednym z kluczowych elementów polityki otwartości i umiędzynarodowienia. W wymiarze systemowym takie działania przyczyniają się do wyrównywania szans edukacyjnych i budowy kapitału ludzkiego.

Właśnie z tego powodu tak ważny jest dla nas kapitał żelazny. Akademia Leona Koźmińskiego jest pierwszą uczelnią w Polsce, która stworzyła taki fundusz wieczysty w środowisku akademickim. To rozwiązanie pozwala myśleć o rozwoju w perspektywie wielu lat – o stypendiach, wspieraniu wybitnych studentów, rozwoju kadry akademickiej, przyciąganiu talentów z Polski i z zagranicy oraz finansowaniu projektów badawczych i innowacyjnych. W tworzeniu takiej wizji bardzo pomagają nam nasi patroni, partnerzy strategiczni i wspierający: Paweł Jarski i firma Elemental, Bank Millennium, EY, ERGO Hestia, TDJ, Dantex oraz Auto Idea Mercedes-Benz.

Czy może Pan zdradzić, jakimi tematami zajmował się Pan w swojej pracy naukowej?

Muszę przyznać, że jeszcze nikt nie zadał mi takiego pytania. (śmiech) Moja praca magisterska dotyczyła procesów transformacyjnych w przedsiębiorstwie Tonsil. Analizowałem przemiany firmy i fenomen marek wywodzących się z okresu gospodarki socjalistycznej. Interesowało mnie to, co dzieje się z kultowymi markami posocjalistycznymi po transformacji ustrojowej – czy potrafią odnaleźć się w nowych realiach i nadal funkcjonować na rynku.

Później wyjechałem na studia do Holandii. To było blisko trzydzieści lat temu, gdy świat wciąż wyraźnie odczuwał podział między Wschodem a Zachodem. W tym czasie na Uniwersytecie w Tilburgu pojawił się temat wpływu internetu na gospodarkę. Dla mnie był to moment przełomowy, który wyznaczył kierunek dalszej kariery naukowej.

Rozprawę doktorską poświęciłem budowaniu przewag konkurencyjnych przedsiębiorstw giełdowych w nowej gospodarce. Habilitacja dotyczyła sieciowego tworzenia wartości, a kolejne etapy mojej działalności naukowej koncentrowały się na transformacji cyfrowej oraz wpływie nowych technologii na organizacje i zarządzanie.

Czyli uczelnia miała szczęście, że jej stery objęła osoba, która łączy wiedzę naukową z doświadczeniem w zarządzaniu, marketingu i komunikacji?

Jestem zwolennikiem tezy, że kompetencje przywódcze i menedżerskie w dużej mierze wynikają z cech osobowości oraz doświadczeń, które zdobywamy na różnych etapach życia. Pracowałem w wielu instytucjach, ale dopiero gdy trafiłem do Akademii Leona Koźmińskiego, poczułem, że to jest moje miejsce. Rozumiem swoją rolę jako służbę idei stworzonej przez profesorów Andrzeja Koźmińskiego, Witolda Bieleckiego i wszystkich tych, którzy budowali tę uczelnię od samego początku.

Jest Pan absolwentem Akademii Ekonomicznej?

Tak, ukończyłem Akademię Ekonomiczną w Poznaniu – dzisiejszy Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Studiowałem również w jednej z czołowych europejskich szkół biznesu – Tilburg University, która – co ma dla mnie symboliczne znaczenie – obecnie plasuje się w rankingach niżej niż Akademia Leona Koźmińskiego. Doktorat obroniłem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a z Akademią Leona Koźmińskiego związałem się zaraz po obronie. To tutaj rozwijałem swoją dalszą karierę naukową, uzyskując stopień doktora habilitowanego i tytuł profesora. Odbyłem też wiele staży naukowych – od Francji i Wielkiej Brytanii po Islandię, Peru i Koreę Południową. Dzięki temu miałem okazję poznać wiele uczelni i różnych modeli funkcjonowania szkolnictwa wyższego.

Co Pana zdaniem wpłynęło na to, że w tak młodym wieku uzyskał Pan tytuł profesora?

Miałem 42 albo 43 lata, kiedy uzyskałem profesurę belwederską. Uważam, że był to dowód na to, iż polska nauka wcale nie jest tak stereotypowa i że istnieje w niej otwarcie na nowe idee. Okazało się, że można szybko awansować w nauce – i jest wiele osób, które w relatywnie młodym wieku otrzymują tytuł profesora. Trzeba wykazać się przede wszystkim zasługami merytorycznymi, związanymi z własną pracą naukową.

A jaka osobowość przydaje się liderowi?

Myślę, że przede wszystkim przydaje się chęć rozwoju, związana z gotowością do funkcjonowania w różnych sytuacjach i warunkach, ponieważ właśnie takie doświadczenia budują człowieka, który z czasem staje się liderem lub menedżerem. Zbieranie doświadczeń w różnych środowiskach i sytuacjach bardzo pomaga.

Co mogę powiedzieć o sobie? Mam wręcz obsesyjną skłonność do polepszania, usprawniania, szukania „dziury w całym”, kwestionowania status quo. Jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby, że wiemy już o Koźmińskim wszystko i że można jedynie korzystać z dorobku tej uczelni oraz gotowych rozwiązań.

Edukacja i rozwój należą dziś do obszarów, które zmieniają się niezwykle dynamicznie, co sprawia, że również instytucje i uczelnie oferujące tę wartość muszą się stale transformować. To zresztą dobrze pokazuje, jak myślimy o przywództwie i działaniu w praktyce. Liderstwo nie jest czymś abstrakcyjnym – ujawnia się w konkretnych decyzjach, w zdolności do wychodzenia poza utarte schematy i w gotowości do podejmowania nowych wyzwań tam, gdzie pojawia się realna potrzeba zmiany.

Przykładem takiego kroku jest uruchomienie naszej filii w Katowicach w zupełnie nowym modelu działania. Z jednej strony jest to odpowiedź na bardzo konkretne potrzeby regionu, działających tu firm i ludzi, którzy potrzebują dziś edukacji menedżerskiej najwyższej klasy. Z drugiej natomiast to efekt myślenia o edukacji w sposób partnerski i bardziej elastyczny niż dotychczas. W Katowicach oferujemy studia podyplomowe i program MBA, we współpracy strategicznej z TDJ oraz Tomaszem Domogałą, przewodniczącym rady nadzorczej TDJ, wykorzystując m.in. infrastrukturę partnera. Pierwsze grupy rozpoczną zajęcia po wakacjach.

Czyli będzie to oferta na wyższym poziomie – skierowana do liderów, obejmująca studia podyplomowe i MBA?

Tak. Są to programy odpowiadające bezpośrednio na potrzeby regionu związane z transformacją gospodarczą, kompetencjami cyfrowymi, sztuczną inteligencją i szeroko rozumianym przywództwem. Oferta obejmuje zarówno kilka programów studiów podyplomowych, jak i MBA, które cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Być może w kolejnym kroku uruchomimy też studia licencjackie w Katowicach.

Jak długo trwają takie studia?

Program MBA trwa dwa lata i realizowany jest w klasycznym modelu weekendowym. W Katowicach będziemy działać tak, jak działamy już w Akademii w Warszawie. Oferta jest skierowana zarówno do osób indywidualnych, jak i do firm, które chcą podnosić kompetencje swoich menedżerów, menedżerek oraz całych zespołów.
Koźmiński jest zresztą znany z atrakcyjnej oferty dla biznesu – organizacje chętnie powierzają nam rozwój swoich zespołów i kadry zarządzającej. Firmy takie jak Lidl, Biedronka, Maspex czy Dell to tylko przykłady przedsiębiorstw, które wspólnie z nami realizują programy dla swoich liderów, menedżerów i pracowników. Dziś to również ważna oferta dla rynku katowickiego, bo pozwala rozwijać kompetencje menedżerskie najwyższej klasy bliżej miejsca, w którym działają tamtejsze firmy i liderzy.

Jaka jest forma studiów? Czy ona też bywa hybrydowa?

W przypadku programów rozwojowych dla przedsiębiorstw tworzymy rozwiązania szyte na miarę, ponieważ w dużym stopniu sama firma decyduje o tym, jaki model edukacji będzie najlepszy dla jej pracowników. Rzadko rekomendujemy formułę online. Zachęcamy do spotkań w przestrzeni fizycznej. Pamiętam firmę, której pracownicy mocno skłaniali się ku formule online, a po pierwszych dwóch godzinach zajęć na sali wszyscy potwierdzili, że formuła stacjonarna to bardzo dobra decyzja.

Co dają programy realizowane stacjonarnie?

Kluczowy jest wymiar ludzki. Uważam, że połowa wartości, którą wynosimy z różnych programów edukacyjnych i rozwojowych, wynika z energii, która powstaje między ludźmi, z tego, że „iskrzy”. Kiedy przedstawiciele różnych działów rozmawiają ze sobą o wspólnych problemach, bo wcześniej nie mieli takiej okazji, edukacja nabiera realnego sensu.

Podobnie jest na klasycznych studiach – kiedy w jednej sali spotyka się 30 osób z różnych branż, bardzo często zwykła kawa wypita podczas przerwy ma ogromną wartość, bo okazuje się, że ktoś z branży motoryzacyjnej mierzy się z podobnymi wyzwaniami jak osoba pracująca w obszarze dóbr szybko zbywalnych. Można się wtedy wymieniać doświadczeniami i inspirować nawzajem. Pierwszą, fundamentalną wartość tworzą prowadzący oraz uczestnicy programu. Drugą tworzy to, co dzieje się między nimi. W formule online jest to zdecydowanie trudniejsze.

Jednocześnie dostrzegam zalety studiów online, bo dają one dostęp do wysokiej jakości edukacji i pozwalają oszczędzić czas oraz ograniczyć koszty. Najlepiej sprawdzają się programy warsztatowe i narzędziowe – szczególnie z obszaru IT, certyfikacji i narzędzi technologicznych – które z dużym powodzeniem realizujemy online.

Jest Pan aktywnym wykładowcą?

Tak, aczkolwiek ograniczyłem zakres swoich zadań. Uwielbiam spędzać czas ze studentami i z liderami, natomiast proza życia, czyli działalność menedżerska i zapełniony kalendarz na rok do przodu, jest pewnym wyzwaniem dla osoby, która chce regularnie współpracować ze studentami. Chodzi, krótko mówiąc, o odpowiedzialność. Nie lubię sytuacji, w której jestem z kimś umówiony, a potem muszę powiedzieć: „Bardzo mi przykro, ale mam pilne spotkanie z ministrem lub przedstawicielem biznesu albo muszę nagle wyjechać za granicę”. To po prostu nie jest w porządku. Uważam, że czasami lepiej zrobić sobie świadomy „głód” procesu dydaktycznego niż obiecywać coś, czego nie będzie się w stanie zrealizować.

Właśnie przed chwilą wróciłem z Mediolanu, gdzie funkcjonuje jedna z najlepszych szkół biznesu na świecie – Bocconi. Mieliśmy tam spotkanie liderów 33 czołowych szkół biznesu z całego świata. To jedna z wielu sytuacji, w których Koźmiński – ze względu na swoją pozycję, renomę, ale też jakość kształcenia i badań naukowych – po prostu musi być obecny. Dużo czasu poświęcamy na budowanie relacji i tworzenie inicjatyw dla studentów oraz naukowców na poziomie międzynarodowym. Dzięki tej sieci studenci Koźmińskiego mogą np. jeździć na studia do Yale, Berkeley, Oksfordu czy HEC Paris, ale też do topowych uczelni z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej.

Mają Państwo wielu studentów z zagranicy?

Akademia Leona Koźmińskiego jest jedną z najbardziej umiędzynarodowionych uczelni w Polsce. To jeden z bardzo ważnych wymiarów rozwoju uczelni. Ponad 30% studentów na programach dziennych to obcokrajowcy, reprezentujący 80 narodowości. To osoby realizujące programy z obszaru zarządzania, finansów oraz biznesu, takie jak Bachelor in Management and Sociology in Business and Media, Master in Finance and Accounting czy nowość w naszej ofercie – Master in Global Leadership and Geopolitics.

Ale umiędzynarodowienie nie polega wyłącznie na tym, że mamy studentów z wielu krajów. Chodzi o tworzenie środowiska, w którym perspektywy naprawdę się spotykają – w salach wykładowych, w projektach, w badaniach i w codziennym życiu uczelni. Nasza oferta jest dostępna zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Studia licencjackie, magisterskie, podyplomowe, MBA, Advanced Management Program – to wszystko programy realizowane w obu językach. Co ważne, międzynarodowy charakter ma również nasza kadra akademicka. Obcokrajowcy stanowią około 20% wykładowców, co dodatkowo wzmacnia globalny wymiar kształcenia.

Kolejnym krokiem w tym procesie było nasze dołączenie do GNAM, czyli Global Network for Advanced Management, sieci zainicjowanej przez Yale School of Management. Obecność w tym konsorcjum, skupiającym 33 czołowe szkoły biznesu z 30 krajów, jest dla nas potwierdzeniem najwyższego poziomu umiędzynarodowienia uczelni. To nie jest wyłącznie kwestia prestiżu, ale przede wszystkim realnej współpracy o globalnym charakterze.

Z czego jest Pan najbardziej dumny?

Najbardziej dumny jestem ze swojej rodziny. Nie wypowiadam się o niej w mediach, ale to najważniejsza część mojego życia.

Można powiedzieć, że jest Pan humanistą – człowiekiem wszechstronnym, który pasjonuje się również sztuką?

Na pewno jestem osobą, która z dużym zaciekawieniem przygląda się wszystkiemu wokół. Nie jestem kimś, kto całkowicie zatraca się w pracy operacyjnej i skupia się wyłącznie na niej. Staram się patrzeć na rzeczy z „lotu ptaka”, aby lepiej rozumieć zmiany, które zachodzą.

A jak Pan nabiera dystansu? W jaki sposób ładuje Pan baterie?

Lubię biegać. Ostatnio byłem w Londynie na maratonie i uważam, że było to wspaniałe przeżycie. Natomiast akurat w takich aktywnościach czy wydarzeniach trudno się całkowicie odciąć od rzeczywistości, bo jest po prostu za głośno, zbyt intensywnie. Lubię też góry i chwile samotności, choć ostatnio nie mam na to zbyt wielu okazji. Często powtarzam, że na urlopach najlepiej się pracuje – nie dlatego, że ktoś jest pracoholikiem i siada do komputera, ale dlatego, że głowa uwalnia się od bieżących, operacyjnych wyzwań i można spojrzeć szerzej na rzeczywistość. Już cieszę się na coroczny wrześniowy wypad w Beskidy ze studentami. Od kilku lat to nasza tradycja – wspólny czas na szlakach – dla studentów, wykładowców i liderów biznesu.

Wojciech Skowroński
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj