Milion barw

0
38

Rozmowa z Joanną Zientarską, dziennikarką radiową i telewizyjną związaną z motoryzacją, o dzieciństwie spędzonym w domu otwartym, rodzinnych wyprawach na giełdy samochodowe, poszukiwaniu własnej drogi i powrocie do mediów. Po  wielu latach pracy w Antyradiu rozpoczęła nowy etap w Esce ROCK, gdzie łączy poranny program z motoryzacyjnym „Garażem”. Opowiada także o zmianie, relacji ze słuchaczami, macierzyństwie, pracy z pasją i o marzeniach, których nie warto odkładać. Joanna Zientarska właśnie uzyskała tytuł Kobiety Charyzmatycznej.

Czy charyzma jest czymś, z czym człowiek się rodzi, czy można ją w sobie wypracować?

Do końca nie wiem, co właściwie znaczy być charyzmatyczną. Podobnie myślę o samochodach: jedne modele stają się kultowe, a inne znikają, choć trudno wyjaśnić, co o tym zdecydowało. Bardziej niż kobietą spełnioną czuję się kobietą spełniającą się. Spełnienie nie powinno zamykać człowieka, tylko zachęcać do kolejnych doświadczeń. Dopóki wstajemy rano, coś nam w duszy gra i mamy nowe pomysły, warto działać.

Własne podcasty nagrywasz przede wszystkim z potrzeby rozmowy?

Tak. Nie zastanawiam się, czy przyniosą popularność, pieniądze albo wielkie zasięgi. Powstają wtedy, kiedy naprawdę chcę z kimś porozmawiać. Jeżeli wysłuchają ich nawet cztery osoby, ale któraś z nich spojrzy dzięki temu inaczej na siebie lub na życie, to już ma to sens. Świadomość, że jesteśmy tutaj tylko na chwilę, porządkuje priorytety. Szkoda czasu na działania, w które sami nie wierzymy.

Nie chciałam iść drogą na skróty tylko dlatego, że mój ojciec był dziennikarzem. Studiowałam marketing i zarządzanie, bo w latach dziewięćdziesiątych wydawało się, że to kierunek przyszłości – mówi Joanna Zientarska.

Jako uczennica mieściłaś się w szkolnych ramach?

Raczej byłam outsiderką. Ubierałam się trochę inaczej, wymyślałam różne rzeczy i nie zawsze potrafiłam funkcjonować według oczekiwań. Uczyłam się w warszawskim Liceum im. Stefana Batorego. Trafiłam tam po olimpiadzie z języka polskiego i miałam fantastyczną klasę, ale sam system szkolny był dla mnie trudny. Zdarzyło mi się nie przyjść do szkoły, bo zaczęłam czytać „Quo Vadis” i chciałam skończyć książkę. To były moje wagary.

Co najbardziej przeszkadzało Ci w takim modelu edukacji?

Przekonanie, że każdy powinien zmieścić się w jednym schemacie. Ramy są potrzebne, bo uczą odpowiedzialności i pokazują, gdzie kończy się nasza wolność, nie powinny jednak zabijać wyobraźni. Wychowując córkę, nie chciałam uczyć jej ślepego posłuszeństwa. Zależało mi, żeby rozumiała zasady, potrafiła dokonywać wyborów i nie bała się próbować. Człowiek czasem się pomyli, ale bez tego trudno się rozwijać.

Jak wyglądał dom, w którym dorastałaś?

Był otwarty i pełen ludzi. Tata żył telewizją i motoryzacją, a mama była sekretarzem redakcji miesięcznika „Literatura na Świecie”, który w czasach PRL-u otwierał czytelnikom dostęp do zagranicznej literatury. W domu pojawiali się pisarze, tłumacze, muzycy i ludzie teatru. Ktoś siadał do pianina, ktoś śpiewał, rozmowy trwały do rana. Dzięki temu wcześnie zobaczyłam, że świat ma milion barw, a ludzie mogą realizować się na różne sposoby.

Mimo takiego otoczenia nie wybrałaś od razu dziennikarstwa.

Nie chciałam iść drogą na skróty tylko dlatego, że mój ojciec był dziennikarzem. Studiowałam marketing i zarządzanie, bo w latach dziewięćdziesiątych wydawało się, że to kierunek przyszłości. Pracowałam w dużych agencjach reklamowych, a później w „Twoim Stylu”, gdzie kierowałam organizacją imprez promocyjnych i odpowiadałam za zespół. Po urodzeniu córki nie chciałam jednak wracać do pracy prowadzonej na wariackich papierach.

Wtedy pojawił się program „4×4”?

Tata poprosił mnie, żebym pomogła mu uporządkować produkcję programu „4×4” w Polsacie. Miało chodzić głównie o organizację, ale szybko poczułam, że wróciłam do środowiska i zawodu, które są naprawdę moje. Musiałam jednak wcześniej przejść własną drogę. Gdybym od razu weszła do mediów, pewnie długo zastanawiałabym się, czy gdzieś indziej nie byłoby lepiej.
Motoryzacja była obecna w Twoim życiu od zawsze.
Z bratem wychowywaliśmy się właściwie na giełdach samochodowych. Zamiast niedzielnego spaceru po Łazienkach jechaliśmy oglądać auta. Szybko nauczyłam się oceniać, ile szpachli znajduje się na maluchu i czy warto się nim zainteresować. Dopiero w szkole odkryłam, że nie wszystkie dzieci kochają samochody. Dla nas motoryzacja była naturalnym językiem rodziny i częścią codzienności.

Masz jeden samochód, który uznajesz za wymarzony?

Nie lubię pytania o jeden ulubiony model, bo każdy samochód służy do czegoś innego. Mam ogromną słabość do Jeepa Wranglera i wierzę, że kiedyś będę go miała. Testowanie aut nauczyło mnie jednak dystansu do rzeczy materialnych. Pamiętam Astona Martina Vantage’a: pierwszego dnia emocje były ogromne, ale po kilku dniach auto spowszedniało. Wydaje nam się, że wymarzona rzecz da nam szczęście, lecz z czasem każda staje się zwyczajna. Trzeba umieć cieszyć się tym, co się ma, i zachować kolejne marzenia.

Po wielu latach w Antyradiu zdecydowałaś się na zmianę. Co było najtrudniejsze?

Antyradio długo było moim zawodowym miejscem i zmiana mnie przerażała. Zastanawiałam się, czy odnajdę się w nowym zespole. Jednocześnie czułam, że trochę się zastałam i potrzebuję innych bodźców. Zmiany uruchamiają mózg i zmuszają do uważności. Dziś bardzo się cieszę, że dołączyłam do Eski ROCK. Trafiłam na twórczy i życzliwy zespół, a to ludzie budują atmosferę miejsca pracy.

Jak różnią się Twoje obecne programy?

Poranek jest szybki, zabawny i bardzo życiowy. Rozmawiamy o sprawach, które akurat ludzi obchodzą i czekamy na ich reakcje. Motoryzacyjnie spełniam się w „Garażu”, który tworzę z Łukaszem Bąkiem jako program antenowy i internetowy. Oba formaty opierają się na rozmowie, energii i ciekawości drugiego człowieka.

Co jest największą siłą radia na żywo?

Natychmiastowy kontakt. Słuchacze dzwonią, opowiadają własne historie i wpuszczają nas do swojego życia. To magia, której nie da się zaplanować. Najważniejsi są słuchacze, nie prowadzący. Nie chodzi tylko o liczby, lecz o to, czy mamy coś do powiedzenia i czy ktoś chce nas słuchać. Bez człowieka po drugiej stronie mikrofon nie ma sensu.

Jak powinno się rozmawiać?

Dobra rozmowa nie polega na mechanicznym odhaczaniu pytań, lecz na próbie zrozumienia człowieka, jego motywacji i wartości.

Z czego jesteś najbardziej dumna?

Z córki. Wychowałam Agatę sama i macierzyństwo uważam za najważniejszą oraz najpiękniejszą rolę w swoim życiu. Można zawodowo przeżyć wiele przygód, ale ta relacja jest wyjątkowa. Mam ogromne szczęście, że dziś moja córka jest również moją najlepszą przyjaciółką.

Jaką wartość ma dla Ciebie praca?

Praca rozwija, uczy odpowiedzialności i buduje charakter. Są jednak dwa warunki. Trzeba lubić to, co się robi, i dobrze czuć się z ludźmi, z którymi się pracuje. Można z pasją wykonywać każdy zawód, nawet wkręcać śrubki, jeżeli widzi się w tym sens. Z drugiej strony nawet najciekawsze zajęcie może zostać zniszczone przez toksyczną atmosferę.

Co zajmuje Cię poza pracą?

Dużo czytam – od książek, które pozwalają odpocząć, po te dotyczące uważności, relacji i życia w teraźniejszości. Muzycznie również nie zamykam się w jednej szufladzie. Rock i rock’n’roll są mi bliskie, ale kocham także reggae, muzykę klasyczną, Toma Waitsa i Nicka Cave’a. Chciałabym też wrócić do gry na pianinie. Jako dziecko zrezygnowałam z nauki, rodzice sprzedali instrument, a ja po latach tego żałuję.

Jakie marzenia chciałabyś jeszcze spełnić?

Marzę o małym domu nad morzem, gdzieś na południu Europy, o pisaniu książek i czasie dla przyszłych wnuków. Chciałabym, żeby życie osiągnęło większy spokój i równowagę. Drugim marzeniem jest długa podróż samochodem po całej Europie – bez pośpiechu i sztywnego planu. Z możliwością zjechania do małej miejscowości, zatrzymania się tam, gdzie jest pięknie, i przeżywania samej drogi, zamiast nieustannego myślenia o celu.

Szymon Pęczalski
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj