WSŁUCHAJ SIĘ W DŹWIĘK

0
306

WSŁUCHAJ SIĘ W DŹWIĘK
OŚĆ
Performance na głos i ciało
wykonanie: Marta Wiśniewska
koncepcja i reżyseria: Małgorzata Haduch
kostium: Hanka Podraza
premiera: 18 czerwca 2021
Wsłuchaj się w dźwięk, co cię otacza…
Bywa łagodny, brzmi melodią,
co dzieci pośród zabaw nucą,
kiedy radują się – nie smucą.
Bywają dźwięki też złowrogie,
jak trzask wystrzału z karabinu
lub latających gdzieś wysoko
krzyk dzikich gęsi nad obłokiem,
gdy miejsca stado sobie szuka
i szuka, głodne, pożywienia…
Jest również śpiew radości ptaków,
jasny, wesoły, znacie taki?
Lub pełen szczęścia i urody
dźwięk miły: plusk źródlanej wody – wiersz ten, autorstwa Sammy’ego Achneepineskum z Fortu Albany wyskoczył niespodziewanie z zakamarków mej pamięci i bezustannie ciśnie się na język, kiedy myślę o efekcie poszukiwań twórczych Marty Wiśniewskiej i Małgorzaty Haduch.
Nie bez znaczenia jest to, że wydarzenie artystyczne, jakim jest OŚĆ, zrodziło się ze spotkania dwóch artystek o podobnej wrażliwości, lecz odmiennych doświadczeniach scenicznych (Marta Wiśniewska znana jako Mandaryna z występów estradowych, Małgorzata Haduch znana z prac choreograficznych), które postanowiły przekroczyć własne granice i rzucić się w wir nieznanego. Pierwsze impulsy, tropy pojawiły się w trakcie warsztatów prowadzonych przez Małgorzatę, podczas ćwiczeń z improwizacji, poszerzania i odkrywania swoich możliwości w zakresie wydobywania dźwięków, uruchamiania ciała, rezonatorów, eksplorowania technik oddechowych. Prace warsztatowe zainicjowały poszukiwanie nowych środków wyrazu, nowego dla obu artystek języka i formy wypowiedzi i doprowadziły do sytuacji artystycznej, która wpisuje się w nurt nowej performatyki.  Powstały koncept performatywny nie jest li tylko konceptem formalnym, albowiem Marta Wiśniewska wsłuchała się w siebie, a Małgorzata Haduch wsłuchała się w Martę.
To wsłuchiwanie się w siebie, przyglądanie temu co ciemne, trudne, pełne niezgody, złości, smutku, drwiny pozwoliło odbić się, oddychać swobodniej, dostrzec lekkość i coś uwolnić. Uwolnić głos.
Powstała wypowiedź osobista, zrodzona z emocji i myślenia metaforycznego, jej materią są głos i podążające za nim ciało. Marta Wiśniewska wyjawia w wywiadach przedpremierowych, że buduje tę wypowiedź z emocji, nie z wydarzeń, które miały miejsce w jej życiu, ale z emocji, które ją wypełniały po tych wydarzeniach i ujawnia, że na tytułową OŚĆ składają się: wolność, możliwość, obecność, niedoskonałość, miłość, nagość, złość, ostrożność, radość, młodość, starość, pospolitość, wyjątkowość, subtelność, nieśmiałość, godność…
Wsłuchuję się w ten głos.
Głos silny, mocny, balansujący między niezliczoną ilością barw, skojarzeń, dźwięków, bezgłośny, rozdzierający, tak jak rozdzierająca potrafi być cisza, skontrapunktowana z wybuchem emocji. Wsłuchuję się zawłaszczona całkowicie przez to co emanuje ze sceny. Wsłuchuję się, ponieważ Małgorzata Haduch stworzyła precyzyjną konstrukcję dramaturgiczną, strukturę wypreparowaną z wszystkiego co zbędne i przypadkowe, pełną napięć i bogactwa emocji i znaczeń. Ponoć potrafimy nazwać ponad sześćset stanów emocjonalnych, tu jednak nie chodzi o ich ilość, a bardziej o brzmienie, siłę czy głębię, wyrazistość, nieoczekiwane barwy i o przeżycia jakie potrafią w nas wywołać. Można mieć wiele pomysłów, szczególnie formalnych i urzekać się nimi, bo wydają się być atrakcyjnymi, tu jednak zostały one okiełznane i wyselekcjonowane, by podporządkować je czytelności wypowiedzi.
Ta partytura rozpisana na głos i ciało zbudowana jest z sekwencji o skontrastowanych tematach emocjonalnych. W ramach sekwencji jest miejsce na improwizację i rozwijanie poszczególnych stanów, przy jednoczesnym zachowaniu dyscypliny formalnej. Każda sekwencja zakończona jest wykrzyknikiem, przez co tworzą się punkty węzłowe, prowadzące do kulminacji, w której wypowiedziane jest jedno jedyne słowo padające ze sceny: serce.
Marta Wiśniewska ukazuje się na scenie w długiej sukni koloru mgły bagiennej, upodobniającej sylwetkę do statuy, podkreślającej minimalizm ruchu. Motorem ruchu jest głos, ale podążają za nim tylko ramiona, dłonie, tułów i… język – zdolne także do niesienia znaczeń, posiadające funkcję wyrażania. Zatrzymują się w wyrafinowanych gestach, w bezruchu i ciszy, to znów wibrują, trzepoczą, wychylają, przechylają ciało, tną przestrzeń i nadają jej magii. Nawet oczy są zamknięte, ażeby emocje przepuszczane były tylko przez głos i ciało. Głos rozbrzmiewa różnorodnością barw i dźwięków, niekiedy przypominających dźwięki natury czy otoczenia: dzwon, syrena, ropuchy, ptaki, wiatr, szumy, zgrzyty…, a niekiedy stanowiących wolną od skojarzeń ekspresję. Artystka rozpoczyna wypowiedź dźwiękiem: bam, bam. W pierwszej sekwencji wydobywa złe emocje, eksplodują one z siłą dzwonu, pokazując walkę, chęć wyrzucenia ich z siebie, odepchnięcia, wydalenia, jakby wyjmowała z ust jadowite węże, wypluwała z gardła ropuchy i inne paskudztwa. Pokazany jest proces odbicia się od złego, najgorszego, by wejść w stan lekkości, radości w drugiej sekwencji. Jednakże śmiech szybko przekształca się w płacz i strach, radość w drwinę, wariacji na temat śmiechu i jego barw jest tu cała gama, a towarzyszy im swoisty taniec ramion i dłoni.

 Siłą tego spektaklu jest to, że Marta Wiśniewska jest cały czas w procesie. Nawet wtedy kiedy zastyga w długich chwilach bezruchu jest w niej napięcie, które rośnie i eksploduje mocnym dźwiękiem. To napięcie przenosi się na widza, aczkolwiek dozowane jest chwilami oddechu i rozluźnienia. To napięcie wynika z emocji, bez tego bycia w procesie wypowiedź stałaby się tylko ciekawym popisem formalnym. Operowanie ciszą, bezruchem, bezgłośną artykulacją, gestem fonicznym stoją w silnym kontrapunkcie z eksploracją głosu, efektami onomatopeicznymi, wydłużoną emisją samogłosek, wspomaganą przez uruchomione rezonatory, wychuchiwaniem powietrza w struny głosowe. Środki te budują dynamikę wypowiedzi. Jednakże największe wrażenie zrobiła na mnie umiejętność skupienia i utrzymania na sobie uwagi, mimo zamkniętych prawie przez cały występ oczu. Oczy są otwarte tylko w kulminacji, w sekwencji „serca”. Tylko w tej sekwencji artystka utrzymuje bezpośredni kontakt z widzem. Wzbogaca też środki formalne o wariacje na spółgłoskach „s” i „r”, przybierające czasami barwę podobną do serii z karabinu, ale też inne, nieoczywiste brzmienia. Po tej sekwencji następuje niczym nie skrępowane uwolnienie radości, lekkości w postaci okrzyków i wzniesionych w górę ramion, a potem powrót w głąb siebie, a może w dalsze drążenie i poszukiwanie plusku źródlanej wody? Metaforyzacja działań scenicznych daje możliwość różnorodnych interpretacji, jest impulsem dla widza do nadawania własnych znaczeń. Można też po prostu wsłuchać się w głos i zanurzyć w dźwiękach. Pewnym jest, że widz obojętnym nie pozostanie i skwitować wzruszeniem ramion tej
wypowiedzi nie sposób.


Dorota Kolano

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here