Beata Drzazga w roli głównej

0
40

Rozmowa z Beatą Drzazgą, założycielką BetaMed SA, właścicielką międzynarodowych firm, filantropką, mentorką, m.in. o tym dlaczego docenia rozwój i lubi rozmawiać z młodzieżą, czym dla niej jest kobieca energia oraz sukces i cena, jaką się za niego płaci, a także dlaczego warto łączyć różne role. Ostatnio, jako mecenas kultury i sztuki, wspiera teatr i film. Właśnie przyznano Pani  Prezes tytuł The Best & More.

Od lat jesteś obecna w świecie biznesu. To świat wymagający, szybki, często bezwzględny. Czy można w nim zachować kobiecą twarz?

Można, ale trzeba bardzo świadomie o to dbać. Biznes uczy siły, odporności i odpowiedzialności, a także umiejętności podejmowania decyzji, które nie zawsze są łatwe. Ale ja nigdy nie chciałam, żeby prowadzenie działalności gospodarczej zabrało mi wrażliwość. Nie wierzę w sukces, który wymaga od człowieka rezygnacji z serca.

Dla mnie kobieca twarz w biznesie oznacza uważność, intuicję, empatię, ale też konsekwencję. To nie jest słabość. To jest ogromna siła. Kobieta nie musi udawać mężczyzny, żeby być skuteczna. Może zarządzać, budować, negocjować, rozwijać firmy, a jednocześnie pozostać sobą – kobietą, która czuje, widzi i rozumie więcej niż tylko wynik finansowy.

W Twoich wypowiedziach bardzo często powraca człowiek. Nie strategia, nie sukces, nie wizerunek, lecz właśnie człowiek.

Bo bez ludzi nic nie ma sensu, firma jest tylko strukturą. Edukacja bez człowieka jest tylko systemem. Dla mnie zawsze najważniejsze było to, co realnie zmienia czyjeś życie.

Biznes może dawać ogromne możliwości, ale one powinny prowadzić do czegoś więcej niż tylko do rozwoju samej organizacji. Jeżeli człowiek ma wpływ, doświadczenie i sprawczość, powinien zadawać sobie pytanie: komu mogę pomóc? Kogo mogę wesprzeć? Komu mogę dodać odwagi?

Czy dlatego tak istotna jest dla Ciebie działalność społeczna i fundacyjna?

Tak. Działalność społeczna jest naturalną konsekwencją mojej drogi. Nie wyobrażam sobie sukcesu, który jest zamknięty wyłącznie w gabinecie, w dokumentach, w statystykach czy w prywatnych osiągnięciach. Sukces nabiera sensu dopiero wtedy, kiedy można się nim podzielić.

Fundacja, działania społeczne, spotkania z ludźmi, rozmowy z młodzieżą, wspieranie osób w trudnych sytuacjach – to wszystko przypomina mi, że prawdziwa wartość człowieka nie polega na tym, ile posiada, ale na tym, ile dobra potrafi uruchomić wokół siebie.

Nie wierzę w sukces, który wymaga od człowieka rezygnacji z serca – mówi Beata Drzazga

Młodzież zajmuje w Twoim świecie szczególne miejsce. Dlaczego?

Bo młodzież ma w sobie prawdę. Czasem niewygodną, czasem nieoszlifowaną, ale bardzo autentyczną. Ja uwielbiam słuchać młodych ludzi, nie tylko do nich mówić. Młodzież daje mi bardzo wiele inspiracji, bo patrzy na świat inaczej. Młodzi mają inne tempo, inną wrażliwość, inne lęki, inne marzenia. Zadają pytania, których dorośli często już nie mają odwagi postawić. Potrafią podważać schematy oraz pokazać, że świat się zmienia i że my, dorośli, nie możemy pozostać w starych odpowiedziach.

Czyli spotkania z młodzieżą są dla Ciebie także lekcją?

Ogromną. Czasami wydaje nam się, że to my mamy młodzież uczyć, prowadzić, inspirować. A ja uważam, że jeśli naprawdę chcemy mieć wpływ na młodych ludzi, najpierw musimy nauczyć się ich słuchać.
Dzieci i młodzież potrzebują dzisiaj nie tylko wiedzy, ale też obecności. Potrzebują dorosłych, którzy nie oceniają z góry, nie moralizują, nie mówią wyłącznie: „za moich czasów”. Potrzebują ludzi, którzy powiedzą: „widzę cię, słyszę cię, jesteś ważny”. Dla mnie takie spotkania są niezwykle cenne, bo pokazują, jak wielki potencjał jest w młodym pokoleniu.

Jesteś również dziekanem ds. rozwoju Wydziału Medycznego Akademii Górnośląskiej w Katowicach. To funkcja, która pięknie koresponduje z Twoją życiową filozofią. Co znaczy dla Ciebie rozwój?

Rozwój to jedno z najważniejszych słów w moim życiu. Ale rozumiem go bardzo szeroko. To nie jest tylko awans, kolejny dyplom, kolejna firma czy nowe stanowisko. Rozwój to dojrzewanie do odpowiedzialności, poszerzanie świadomości, uczenie się siebie, ludzi, świata.

Jako dziekan ds. rozwoju patrzę na edukację nie tylko przez pryzmat programów i struktur, ale przede wszystkim przez człowieka. Edukacja powinna budzić odwagę. Powinna uczyć sprawczości. Powinna dawać ludziom poczucie, że mogą więcej, niż im się wydaje. Dla mnie rozwój to także umiejętność łączenia wiedzy z wartościami.

Wydział Medyczny jest przestrzenią szczególnej odpowiedzialności. Medycyna, opieka, zdrowie i praca z pacjentem wymagają nie tylko wiedzy, lecz także etyki, empatii, komunikacji i dojrzałości. Dlatego rozwój przyszłych specjalistów rozumiem jako proces, w którym kształtuje się nie tylko kompetencje, ale również postawę wobec drugiego człowieka.

Edukacja powinna budzić odwagę.Powinna uczyć sprawczości.Powinna dawać ludziom poczucie, że mogą więcej, niż im się wydaje. Dla mnie rozwój to także umiejętność łączenia wiedzy z wartościami.

W Twoimi życiu spotykają się różne światy: biznes, medycyna, edukacja, filantropia, mentoring, sztuka. Czy to nie jest trudne do pogodzenia?

Dla mnie one nie są od siebie oddzielone. Wynikają z tej samej potrzeby tworzenia i wpływania na rzeczywistość. Biznes daje narzędzia, natomiast edukacja daje przyszłość, a działalność społeczna daje sens. Sztuka daje duszę. Młodzież daje inspirację. Każdy z tych obszarów jest inny, ale wszystkie spotykają się w jednym punkcie: w człowieku.

Nie chcę żyć jednowymiarowo. Człowiek nie jest tylko funkcją, stanowiskiem czy zawodem. Jest sumą swoich doświadczeń, pasji, relacji, wartości i marzeń. Dlatego nie chcę wybierać między tym, co profesjonalne, a tym, co piękne. Między skutecznością a wrażliwością. Między biznesem a sztuką. Wierzę, że pełnia życia polega właśnie na łączeniu tych światów.

Jesteś także mecenasem Teatru Dramatycznego w Warszawie. Co oznacza dla Ciebie wspieranie kultury?

Kultura jest przestrzenią, w której człowiek spotyka się z samym sobą. Teatr ma niezwykłą siłę, bo pozwala zobaczyć emocje, konflikty, wybory i pytania, przed którymi często uciekamy w codziennym życiu. Wspieranie kultury nie jest dla mnie gestem wizerunkowym. Jest naturalnym przedłużeniem mojej filozofii: jeśli sukces daje możliwości, warto kierować je tam, gdzie rodzi się piękno, refleksja i dialog.

Kochasz też malarstwo.

Tak, malarstwo kocham od dziecka. To była zawsze moja przestrzeń wolności. Kolor, światło, faktura, emocja – to jest zupełnie inny język niż język biznesu. W biznesie często trzeba podejmować decyzje szybko, logicznie, konkretnie. Malarstwo pozwala się zatrzymać, wejść głębiej w siebie.

Dla mnie sztuka nie jest dodatkiem do życia. Jest jego bardzo ważną częścią. Malarstwo uczy obserwacji. A umiejętność ta jest niezwykle ważna również w biznesie i w pracy z ludźmi. Trzeba widzieć więcej niż powierzchnię. Trzeba umieć dostrzec emocję, potencjał, napięcie, piękno, czasem ból. Sztuka bardzo rozwija taką wrażliwość.

Interesujesz się również filmem.

Film może poruszyć człowieka w sposób, którego nie da się zastąpić suchą informacją. To sztuka opowiadania o człowieku. W ostatnim czasie film jest dla mnie ważny również z bardzo osobistego powodu. Moja córka zagrała w dwóch filmach, a jej droga artystyczna jest dla mnie ogromnym źródłem dumy. Jako mama patrzę na to ze wzruszeniem. Jako kobieta – z szacunkiem, bo wiem, że sztuka wymaga nie tylko talentu, ale też dyscypliny, odwagi i gotowości do pokazania części siebie światu.

W Twojej biografii jest też inny aspekt: dyscyplina, siłownia, praca nad ciałem.

Tak, chodzę na siłownię, bo uważam, że rozwój nie może dotyczyć wyłącznie intelektu. Oczywiście rozwój umysłu, wiedzy, kompetencji i duchowości jest bardzo ważny, ale ciało jest naszym fundamentem. Jeśli chcemy dużo działać, tworzyć, inspirować innych i brać odpowiedzialność, musimy mieć siłę.Dbam więc nie tylko o rozwój intelektualny, ale również o tężyznę fizyczną. Siłownia uczy konsekwencji. Pokazuje, że efekty nie przychodzą od razu. Trzeba powtarzalności, dyscypliny, cierpliwości. To bardzo podobne do biznesu i życia. Nic wartościowego nie powstaje bez wysiłku.

To brzmi jak filozofia harmonijnego życia.

Bo ja wierzę w harmonię. Nie w perfekcję, ale w harmonię. Człowiek powinien rozwijać się wielowymiarowo: intelektualnie, emocjonalnie, duchowo, społecznie i fizycznie. Jeśli dbamy tylko o jedną sferę, prędzej czy później pojawia się brak równowagi.

Wiele kobiet sukcesu mówi dziś o cenie, jaką zapłaciły za swoją drogę. Jaka była Twoja cena?

Każda droga ma swoją cenę. Sukces z zewnątrz często wygląda pięknie, ale za nim są lata pracy, trudnych decyzji, odpowiedzialności, zmęczenia, samotności. Ludzie widzą nagrody, wystąpienia, zdjęcia, firmy. Nie zawsze widzą chwile, w których człowiek musi być silny, choć sam bardzo potrzebowałby wsparcia.

Najtrudniejsza bywa samotność decyzji. Kiedy prowadzi się firmę, kiedy odpowiada się za ludzi, nie można zrzucić odpowiedzialności na kogoś innego. Trzeba podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje. Ale właśnie wtedy człowiek najlepiej poznaje siebie.

Nie chcę wybierać między tym, co profesjonalne, a tym, co piękne. Między skutecznością a wrażliwością. Między biznesem a sztuką. Wierzę, że pełnia życia polega właśnie na łączeniu tych światów – mówi Beata Drzazga

Czy kobieta w biznesie nadal musi udowadniać więcej?

Myślę, że bardzo często tak. Kobiety są oceniane wielowymiarowo. Ocenia się ich kompetencje, ale też wygląd, sposób mówienia, emocje, ambicję, macierzyństwo, niezależność. Kobieta sukcesu bywa pod obserwacją znacznie bardziej niż mężczyzna.

Dlatego tak ważne jest, żeby kobieta miała wewnętrzny kręgosłup. Żeby wiedziała, kim jest. Żeby nie pozwalała każdej opinii definiować swojej wartości. Nie każda krytyka zasługuje na uwagę. Nie każda ocena jest prawdą. Nie każdy głos powinien mieć dostęp do naszej energii.

Twoja historia pokazuje, że sukces może mieć ludzką twarz.

Tak, bo inny sukces mnie nie interesuje. Sukces bez relacji, bez wartości, bez dobra, bez człowieka jest pusty. Można mieć wiele, ale jeśli po drodze zgubi się serce, to czy naprawdę wygrało się życie?Dla mnie sukces oznacza możliwość tworzenia, pomagania, inspirowania i pozostawiania po sobie czegoś wartościowego. Oznacza także to, żeby wieczorem móc spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: działałam zgodnie ze sobą.

Gdybyś miała przekazać młodym kobietom jedną myśl, co by to było?

Nie bójcie się swojej wielowymiarowości. Nie pozwólcie światu zamknąć was w jednej definicji. Można być przedsiębiorczynią i artystką. Można być matką i liderką. Można kochać piękno i podejmować trudne decyzje. Można być ambitną i wrażliwą. Można dbać o innych i jednocześnie nie zapominać o sobie.Nie trzeba wybierać między sercem a sukcesem. Najpiękniejsze życie zaczyna się wtedy, kiedy człowiek ma odwagę połączyć jedno z drugim.

A czego dziś życzysz sobie samej?

Życzę sobie przede wszystkim zdrowia, energii, mądrych ludzi obok, dalszej możliwości tworzenia rzeczy, które mają sens. Chcę też nadal mieć w sobie zachwyt nad sztuką, nad człowiekiem, nad światem.

A plany?

Skupiam się na indywidualnym oraz grupowym doradztwie i mentoringu, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn – i w biznesie, i w życiu. Będę wspierać merytorycznie osoby, które zakładają firmy, doradzać jak je prowadzić czy „podnosić się z kolan”. Podrywam chętnie ludzi do działania i namawiam ich, aby się buntowali i „brali życie garściami”.

Izabela Snopkowska
Beata Sekuła

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj