Magazyn WhyStory.pl

Zaufanie zespołu i klientów

Zbigniew Kłos, Prezes firmy Kłos Nowoczesne Technologie Bankowe Sp. z o.o.

Rozmowa ze Zbigniewem Kłosem, Prezesem firmy Kłos Nowoczesne Technologie Bankowe Sp. z o.o., przedsiębiorcą związanym z sektorem technologii i zabezpieczeń bankowych, nagrodzonym tytułem Lidera z powołania, m.in. o ponad sześćdziesięcioletniej historii rodzinnego przedsiębiorstwa, doświadczeniach zdobytych w Niemczech, ogólnopolskim serwisie oraz odpowiedzialności za ludzi.

Jak definiujesz przywództwo?

Moim zdaniem lider nie musi wszystkiego robić sam ani udowadniać, że zawsze ma rację. Powinien stworzyć warunki pracy, w których ludzie wiedzą, za co odpowiadają, mają możliwość rozwoju i czują, że ich praca jest potrzebna. Przywództwo to dla mnie także umiejętność przyznania się do błędu, wyciągnięcia wniosków i nieprzerzucania odpowiedzialności na innych.

Zdobyłeś spore doświadczenie zawodowe, w tym w prowadzeniu rodzinnej firmy, która została założona przez Twojego ojca w 1964 roku. Jak wyglądały jej początki?

Ojciec był doświadczonym rzemieślnikiem. Pracował między innymi w Ursusie i warsztatach Polskiej Akademii Nauk, gdzie powstawały różnego rodzaju prototypy. W 1965 roku wygrał przetarg Narodowego Banku Polskiego na produkcję wrzutni nocnych, umożliwiających bezpieczne przekazywanie utargu bezpośrednio do bankowego skarbca.

Jako dziewięcioletni chłopak przychodziłem do jego niewielkiego warsztatu na Młocinach w północnej części Warszawy. Zaczynałem od najprostszych prac i obserwowałem, jak z wiedzy technicznej, dokładności i uczciwości powstaje przedsiębiorstwo.

W 1983 roku wyjechałeś do Niemiec. Co dał Ci ten etap życia?

Wyjechałem w trudnym momencie, niedługo po wprowadzeniu stanu wojennego. Zamieszkałem w Bonn, uczyłem się, a później pracowałem w Kolonii. Zdobyłem zawód kupca spedycyjnego i przez wiele lat byłem zatrudniony w bardzo renomowanej firmie.

Niemcy nauczyły mnie organizacji, punktualności, odpowiedzialności i szacunku do pracy. Zobaczyłem, jak duże znaczenie mają procedury, konsekwencja oraz dotrzymywanie zobowiązań. Kiedy w 1995 roku wróciłem do Polski, mogłem połączyć to doświadczenie z wiedzą mojego ojca i tradycją rodzinnego przedsiębiorstwa.



Jak firma zmieniła się po Twoim powrocie do Polski?

Zaczęliśmy stopniowo rozszerzać ofertę i dostosowywać działalność do nowych realiów gospodarczych. Kontynuowaliśmy działania ojca, ale wprowadziliśmy także kolejne produkty, własne rozwiązania i nowoczesne technologie. W 2009 roku przekształciłem firmę w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, między innymi ze względu na wymagania stawiane przez banki w postępowaniach przetargowych, ale również zmieniające się realia rynkowe.
Dziś oferujemy naszym Klientom profesjonalne urządzenia do obsługi gotówki, sejfy, kasy pancerne, skarbce, zamki, itp.

Część rozwiązań powstaje na podstawie naszego know-how u naszych podwykonawców, a końcowy montaż, wyposażenie w elektronikę i kontrola jakości odbywają się u nas. Niezależnie dystrybuujemy również sprawdzone rozwiązania do konfekcjonowania gotówki (tj. liczarki i sortery do banknotów i bilonu), od naszych zagranicznych partnerów handlowych.



Jednym z filarów firmy jest ogólnopolski serwis. Jak działa tak rozbudowana struktura?

Mamy około 40 serwisantów zatrudnionych na umowę o pracę w różnych częściach Polski. Obsługujemy banki, firmy konwojujące gotówkę oraz sieci handlowe. W umowach gwarantujemy czas reakcji wynoszący cztery godziny, niezależnie od miejsca awarii. Wprowadziliśmy również specjalny system dyżurowy pozwalający udzielać wsparcia naszym Klientom również w weekendy.

Wymaga to dobrej logistyki, odpowiednio zaplanowanych dyżurów i jasnych procedur. Nasi pracownicy trafiają do miejsc objętych szczególnymi zasadami bezpieczeństwa, dlatego muszą posiadać odpowiednie uprawnienia, nieposzlakowaną opinię i pełną świadomość odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa.

Jak przygotowuje się pracownika do tak wymagającej pracy?

Nie wystarczy zatrudnić kogoś, kto potrafi posługiwać się narzędziami. Nowa osoba przechodzi u nas kilkumiesięczne szkolenie, a później pracuje w terenie razem z doświadczonym serwisantem.
Potrzebne są podstawy mechaniki i elektroniki, ale najważniejsze pozostają zaangażowanie, chęć do nauki, uczciwość i szacunek do wykonywanej pracy. Wiedzę techniczną można przekazać. Znacznie trudniej nauczyć rzetelności, punktualności i właściwego podejścia do klienta.

Największą wartością przedsiębiorstwa pozostają pracownicy. Maszyny można kupić, technologię można udoskonalać, ale zaufanie zespołu i klientów zdobywa się latami.

Zatrudniasz około 70 osób. Jak buduje się lojalny zespół w czasach dużej rotacji pracowników?

Przede wszystkim trzeba traktować ludzi uczciwie. Nawet w trudniejszych latach wynagrodzenia zawsze były wypłacane terminowo. Mamy wewnętrzny system premiowy, cykliczne waloryzacje wynagrodzeń, nagrody jubileuszowe i coroczne spotkania integracyjne dla całego zespołu.

Wielu pracowników jest z nami od ponad dwudziestu, a niektórzy od ponad trzydziestu lat. Nie oznacza to oczywiście, że nigdy nie pojawiają się problemy. Staramy się jednak rozwiązywać je szybko, otwarcie i z szacunkiem. Nie jesteśmy wielką korporacją. Znamy się i wiemy, że w codziennej pracy odpowiadamy za siebie nawzajem.

Dlaczego stawiasz na rozwój i awans pracowników wewnątrz przedsiębiorstwa?

To wynika z mojego doświadczenia, które potwierdza, że tylko pracownicy, którzy pracują tu od lat wykazują się prawdziwym zaangażowaniem i traktują naszą spółkę jak własną firmę. Tu nie wystarczą kompetencje zapisane w CV. Potrzebna jest znajomość ludzi, klientów, produktów i kultury organizacyjnej. Dlatego dziś uważam, że przyszłych liderów najlepiej rozwijać wewnątrz przedsiębiorstwa.
Do takich osób należy Ryszard Celiński, który pracuje w firmie od ponad dwudziestu lat. Dziś jest Dyrektorem Zarządzającym i Członkiem Zarządu. Zna organizację od środka i potrafi koordynować jej najważniejsze obszary. To człowiek, z którym realnie planuję przyszłość firmy.
Drugą taką osobą jest Agnieszka Rerutko, Dyrektor Finansowy i Wiceprezes Zarządu. Odpowiada za finanse, kontrolę i bezpieczeństwo podejmowanych decyzji.
Oboje zdobywali moje zaufanie przez lata — codzienną pracą, zaangażowaniem i odpowiedzialnością.

Czy właśnie na tych zaufanych współpracownikach chcesz oprzeć proces sukcesji?

Nie mam jeszcze zamkniętego scenariusza. Moi synowie wybrali własne drogi zawodowe. Jeden związał się z nowoczesnymi technologiami, drugi z rzemiosłem i branżą motoryzacyjną, a trzeci ze sportem oraz zarządzaniem w piłce nożnej. Jestem z nich dumny i szanuję ich wybory. Sukcesja nie musi przecież oznaczać prostego przekazania przedsiębiorstwa z ojca na syna.
Chcę, aby firma nadal się rozwijała, również wtedy, gdy będę mniej aktywny. Ryszard i Agnieszka są dziś najważniejszymi osobami w tym procesie. Nie zamierzam jednak całkowicie odchodzić. Nadal chcę rozmawiać z klientami i uczestniczyć w najważniejszych decyzjach.

Dostarczacie produkty niemalże do wszystkich polskich banków w Polsce, ale współpracujecie także z partnerami zagranicznymi. Z jakich krajów?

Mamy naszych partnerów handlowych w Chinach, Niemczech, Szwajcarii, Holandii oraz na Tajwanie. Sprowadzamy od nich podzespoły do naszych własnych produktów, ale również najnowocześniejsze technologicznie gotowe rozwiązania dla obsługi gotówki (m.in. liczarki i sortery banknotów i bilonu).
Ponadto, nasze produkty i towary oprócz rynku rodzimego, dystrybuujemy aktualnie również do takich krajów jak Czechy, Słowacja, Niemcy, Rumunia.

Targi Securex 2010, Stoisko Firmy Kłos NTB Sp. z o.o. | Securex 2010 Trade Fair, Kłos NTB Sp. z o.o. stand


Co uważasz za największy sukces przedsiębiorstwa?

To, że firma działa od ponad sześćdziesięciu lat i nadal pozostaje wiarygodnym partnerem dla wymagających klientów. Przeszliśmy przez zmianę ustroju, transformację rynku, kryzysy i pandemię. Rozwinęliśmy własne rozwiązania, ogólnopolską sieć serwisową oraz kompetencje, których nie da się zbudować w ciągu kilku sezonów.
Największą wartością pozostają jednak pracownicy. Maszyny można kupić, technologię można udoskonalać, ale zaufanie zespołu i klientów zdobywa się latami.

A jak wygląda życie poza firmą? Co pozwala Ci odpocząć?

Lubię góry i narty biegowe. Dużo czytam, przede wszystkim książki historyczne oraz biografie ludzi sportu i polityki. Sport towarzyszył mi od młodości – trenowałem pływanie (choć bez sukcesów sportowych) a na Mazurach w okresie letnim pracowałem jako ratownik. Dziś aktywność daje mi przede wszystkim równowagę i pozwala oderwać się od codziennych obowiązków.

Co po tylu latach pracy jest dziś dla Ciebie prawdziwą miarą sukcesu?

Czuję się człowiekiem spełnionym. Mam rodzinę, kochającą żonę, z którą się wspaniale rozumiemy, dom i firmę, która potrafi sobie radzić. Nie marzę już o kolejnych rzeczach materialnych. Chciałbym mieć więcej czasu dla wnuków, bliskich i przyjaciół.
Dziś najważniejsze są dla mnie zdrowie, empatia i obecność dobrych ludzi. W biznesie i w życiu wszystko ostatecznie sprowadza się do relacji. To one dają mi prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i są najważniejszą miarą sukcesu.

A jakie masz plany na kolejne lata?

Chcę, aby firma mogła sprawnie działać bez uzależnienia od jednej osoby. Nie zamierzam jednak całkowicie przechodzić na emeryturę. Mój ojciec pracował niemal do dziewięćdziesiątego czwartego roku życia i pokazał mi, że aktywność może długo nadawać życiu sens. Chcę pozostać blisko przedsiębiorstwa, stopniowo przekazując bieżące zarządzanie ludziom, którym ufam.

Szymon Pęczalski
Beata Sekuła

Exit mobile version