Polskę i Turcję łączy ponad sześćset lat stosunków dyplomatycznych. Pierwsze wieki tej wspólnej historii były połączeniem zarówno przyjaźni, jak i rywalizacji. To naturalne, ponieważ mówimy o dwóch największych państwach ówczesnej Europy. Mimo to obu stronom towarzyszył wzajemny szacunek. Druga połowa polsko-tureckiej historii upłynęła natomiast pod znakiem przyjaźni i współpracy. Okres ten przyniósł niezwykłe przykłady solidarności między narodami. Jednym z najbardziej symbolicznych rozdziałów były lata rozbiorów Polski, kiedy Imperium Osmańskie konsekwentnie odmawiało ich uznania. W wywiadzie Jego Ekscelencja Rauf Alp Denktaş, Ambasador Republiki Turcji w Polsce i laureat tytułu Lidera z powołania, opowiada o historii, dyplomacji, kulturze, turystyce oraz pracy na rzecz zacieśniania więzi między oboma krajami.
Panie Ambasadorze, gdy wraca Pan pamięcią do lat szkolnych, powiedziałby Pan, że zdolności przywódcze były czymś naturalnym, czy rozwijały się stopniowo?
Powiedziałbym raczej, że od zawsze lubiłem doprowadzać sprawy do końca. Cenię sobie otoczenie, które funkcjonuje idealnie, a przynajmniej prawidłowo. Oczywiście świat nigdy nie jest doskonały – są rzeczy, które możemy zmienić, i takie, na które nie mamy wpływu. Kiedy jednak widzę, że coś wymaga działania, poprawy albo naprawy, nie potrafię pozostać obojętny. Szczególnie trudno mi przejść obok problemu, jeżeli dotyczy on życia innych ludzi. To właśnie jest moja motywacja. Uważam jednak, że zdolności przywódcze częściej się zdobywa niż dziedziczy. Moje pierwsze osobiste doświadczenie w tej roli przypadło na okres studiów, kiedy zostałem wybrany przewodniczącym samorządu studenckiego na Uniwersytecie Bilkent, mojej macierzystej uczelni. Z drugiej strony, aby skutecznie działać, potrzebny jest zespół. Dziś modne jest określenie „budowanie koalicji”. Najpierw trzeba zbudować taką koalicję we własnym zespole, wspólnie wyznaczyć cele i konsekwentnie do nich dążyć. Lubię pracować z innymi jako część większej całości.
Stosunki polsko-tureckie często określa się jako jedne z najdłużej trwających relacji dyplomatycznych w Europie. Co czyni je tak wyjątkowymi?
W naszej wspólnej historii istnieją przykłady, które – jak sądzę – trudno znaleźć w relacjach między jakimikolwiek innymi narodami. Jednym z nich jest zdecydowana odmowa uznania rozbiorów Polski przez Imperium Osmańskie. Przez 123 lata utrzymywało ono politykę uznawania polskiej suwerenności w granicach sprzed rozbiorów. Wielu bohaterów polskiej niepodległości, w tym Adam Mickiewicz i Józef Bem, znalazło wówczas schronienie na ziemiach osmańskich. Polonezköy, czyli Adampol, w Stambule jest żywym pomnikiem tej obecności. Serdecznie zapraszam do jego odwiedzenia.
W protokole pałacu osmańskiego zawsze pozostawiano miejsce dla nieobecnego polskiego ambasadora. Podczas uroczystości główny szambelan trzykrotnie wywoływał „ambasadora Polski”, a następnie ogłaszał, że „jest w drodze”. Było to odzwierciedlenie ówczesnej polityki Turcji.
Ów „polski ambasador” powrócił do Turcji w 1924 roku, po tym jak Polska – podpisując w Lozannie Traktat Przyjaźni z Turcją – stała się pierwszym europejskim państwem, które uznało powstające państwo tureckie. To właśnie nazywam solidarnością. Do dziś stanowi ona fundament naszych relacji.
Jak definiuje Pan dziś rolę ambasadora, szczególnie w kraju, z którym stosunki są tak dobre?
Nawet kiedy relacje są pozytywne, praca nie ustaje. Przede wszystkim trzeba podtrzymywać osiągniętą dynamikę. Dobre stosunki tworzą przestrzeń do budowania jeszcze silniejszych i głębszych więzi. Współpraca polityczna i wojskowa między Polską a Turcją osiągnęła historycznie najwyższy poziom. To wspaniale i bardzo się z tego cieszę. Zadaniem ambasadora jest jednak wynoszenie tej współpracy na kolejne poziomy oraz rozszerzanie jej na inne dziedziny. Trzeba również tworzyć otwarte kanały dialogu opartego na zaufaniu. Kiedy pojawiają się różnice zdań, dyplomata musi jasno przedstawiać stanowisko swojego kraju i skutecznie chronić jego interesy, a jednocześnie uwzględniać racje oraz wrażliwość drugiej strony. W tej pracy empatia jest koniecznością, a nie wyborem. Z satysfakcją mogę powiedzieć, że moja misja w Polsce niemal zawsze opierała się na pozytywnej agendzie i zasadach, o których właśnie wspomniałem.
Przed objęciem placówki Polska nie była krajem, który znał Pan bliżej. Co po przyjeździe zaskoczyło Pana najbardziej?
Polska była mi w pewnym sensie nieznana. My, Turcy, dorastamy jednak z dużą sympatią i szacunkiem wobec Polaków, których nazywamy „Lech”, jeszcze zanim spotkamy któregokolwiek z nich. Najprawdopodobniej jest to echo dawnych kontaktów oraz opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Choć wcześniej sam nie odwiedziłem Polski, dobrze zdawałem sobie sprawę z tempa jej rozwoju i rosnącego znaczenia. To, co zobaczyłem na własne oczy, przekroczyło jednak moje oczekiwania. Uważam, że Polska jest krajem niedocenianym. Ma tak wiele do zaoferowania: wybrzeże Bałtyku, jeziora, Tatry, tereny zielone oraz piękne miasta o niezwykłej architekturze i bardzo dobrej infrastrukturze. Szczególną sympatią darzę Gdańsk. Obok Stambułu stał się moim ulubionym miastem na świecie. Jest malowniczy, a jednocześnie dynamiczny gospodarczo. Nie jest wyłącznie zabytkowym miejscem – żyje też swoim życiem. Bardzo dobrze mieszka mi się także w Warszawie. Moja rodzina czuje podobnie. To miasto stało się naszym drugim domem.
Z wielkim uznaniem mówił Pan o odbudowie Warszawy i odporności Polaków. Dlaczego zrobiło to na Panu tak silne wrażenie?
Dla dyplomaty odbudowa Warszawy jest niezwykle poruszająca. Jest świadectwem odporności i siły. Mówi: nie poddajemy się, odbudowujemy się i rozkwitamy. Wierzę, że właśnie tę cechę Polacy i Turcy mają wspólną.
Polska podniosła się po niewyobrażalnym cierpieniu – i to nie tylko raz. Turcja również wyszła z wyniszczającej wojny i okupacji w czasie I wojny światowej, następnie walczyła o niepodległość i zbudowała nową, nowoczesną republikę. To odmienne historie, lecz łączy je wspólny duch: odporność, odmowa zniknięcia, umiłowanie wolności oraz determinacja, aby się podnieść i rozwijać.
Które obszary współpracy polsko-tureckiej mają dziś największy potencjał?
Właściwie wszystkie. Nasza codzienna praca polega na budowaniu współpracy wszędzie tam, gdzie jedna ze stron może wnieść coś wartościowego. Obejmuje to zarówno przemysł obronny, jak i współpracę naukową oraz edukacyjną, badania Arktyki i Antarktydy, łączność satelitarną, bezpieczeństwo granic, e-administrację czy archeologię. Potencjał jest ogromny i dotyczy bardzo wielu dziedzin.
Przez dziesięciolecia układ geopolityczny pozostawał względnie stabilny, a przez to w pewnym stopniu przewidywalny. Dziś świat szybko się zmienia. W tym kontekście Turcja i Polska chcą być bliżej siebie. Zasada naszej współpracy jest prosta: każda ze stron wnosi do niej swoje szczególne atuty. W pewnych obszarach możemy uczyć się od Polski. W innych to Turcja dysponuje doświadczeniem i możliwościami, które mogą okazać się przydatne Polsce. Celem jest połączenie tych mocnych stron i wykorzystanie ich z korzyścią dla obu państw. Dzięki temu nasze historyczne więzi i obecna współpraca mogą w nadchodzących dekadach przekształcić się w bardzo ścisłe partnerstwo. Nie zapominajmy, że Turcja i Polska dysponują dwiema największymi armiami NATO w Europie, a ich gospodarki zajmują odpowiednio 17. i 20. miejsce na świecie. Nic dziwnego, że rozwój tej współpracy jest uważnie obserwowany.
W ciągu ostatniego stulecia Turcja przeszła niezwykłą transformację. Z których osiągnięć jest Pan najbardziej dumny?
Jestem dumny z osiągnięć mojego kraju. Podobnie jak Polska, Turcja ogromnie ucierpiała podczas I wojny światowej. Nasza ojczyzna była jednocześnie okupowana przez kilka mocarstw. Następnie nadeszła wojna o niepodległość, którą poprowadzili Atatürk i jego towarzysz
W ciągu ostatnich stu lat Turcja przekształciła się z kraju w dużej mierze rolniczego w państwo przemysłowe i produkcyjne, należące do grupy G20. Rozwinęliśmy przemysł maszynowy, motoryzacyjny, elektroniczny, produkcję sprzętu gospodarstwa domowego, a coraz większe znaczenie zyskują także zaawansowane technologie. Sukces naszego przemysłu obronnego dobrze obrazuje skalę tego rozwoju. Powinienem również wspomnieć o ogromnej modernizacji infrastruktury. Osoby, które odwiedziły Turcję, mogły zobaczyć ją na własne oczy. Cieszy mnie, że część przedsiębiorstw uczestniczących w rozwoju Turcji wspiera obecnie także strategiczną transformację Polski, budując linie metra, obwodnice, elektrownie i pływające terminale LNG. Jest to dla mnie źródło ogromnej dumy
Wielu Polaków zna Turcję przede wszystkim z wakacji na wybrzeżu. Co chciałby Pan, aby odkryli poza kurortami?
Stambuł. Nie ma na świecie drugiego takiego miasta. Był stolicą trzech imperiów, dlatego żyje się tam wśród ruin, meczetów, kościołów, pałaców, kanałów wodnych i kolejnych warstw historii. Jednocześnie nie jest to miasto zastygłe w przeszłości. Lotniska, mosty, szpitale oraz dynamiczna aktywność gospodarcza, intelektualna i artystyczna tworzą wyjątkową całość. To miejsce, które trzeba zobaczyć.
Osobom planującym wizytę radziłbym, aby się nie spieszyły. Potrzeba pięciu lub sześciu dni. Zacząłbym od Hagii Sophii, następnie odwiedził Pałac Topkapı, Bosfor i muzea. Niezwykła jest również Kapadocja – jeden z najbardziej imponujących i najpiękniejszych krajobrazów, jakie można zobaczyć. Do moich osobistych ulubionych miejsc należy Rize nad Morzem Czarnym.
Turcja posiada także niezwykle bogate dziedzictwo chrześcijańskie. W istocie jest jednym z fundamentów historii chrześcijaństwa, oferując ważne szlaki pielgrzymkowe i niezwykłe zabytki archeologiczne. Do najważniejszych miejsc należą Siedem Kościołów Apokalipsy w regionie Morza Egejskiego, Dom Matki Bożej w Efezie oraz Kościół św. Piotra w grocie w Antakyi. Nie możemy również zapomnieć o İzniku, czyli Nicei, który papież Leon XIV odwiedził podczas swojej pierwszej podróży zagranicznej. Przybył tam, aby upamiętnić 1700. rocznicę I Soboru Nicejskiego.
Kultura i turystyka często tworzą silne więzi. Dlaczego są tak ważne? Którzy artyści są Panu szczególnie bliscy?
Kultura otwiera przestrzeń do rozmowy głębszej niż oficjalne deklaracje. Jeżeli mówimy o literaturze, wskazałbym Ahmeta Hamdiego Tanpınara i Yunusa Emre. W sztukach wizualnych bardzo interesującymi postaciami są Osman Hamdi Bey oraz Fahrelnissa Zeid, a we współczesnej sztuce fascynuje mnie Refik Anadol. Po stronie polskiej szczególnie interesują mnie obrazy Jacka Malczewskiego poświęcone Anatolii oraz twórczość Adama Mickiewicza, który powiedział: „W czasach, gdy żadne inne państwo nie sprzeciwiało się prześladowaniom Polski przez wrogich sąsiadów, jedynym przyjaznym narodem byli Turcy”. Ta przyjaźń jest dziś bardzo żywa.
Turystyka ma oczywiście duże znaczenie gospodarcze. Turcja przyjmuje rocznie ponad 50 milionów turystów, którzy przynoszą ponad 50 miliardów dolarów amerykańskich przychodu. W ubiegłym roku odwiedziło nas blisko dwa miliony osób z Polski. Jeszcze bardziej interesuje mnie jednak to, że turystyka umożliwia bezpośrednie kontakty między ludźmi. Każdy polski turysta wracający z Turcji przywozi ze sobą inne spojrzenie na nasz kraj. Może to być student, polityk, profesor albo rodzina spędzająca wakacje. Po takiej podróży ludzie często wracają z większym szacunkiem i lepszym zrozumieniem.
Patrząc w przyszłość, jakie są Pana najważniejsze priorytety na kolejny etap misji w Polsce?
Udało nam się nadać silną dynamikę współpracy w kilku dziedzinach. Pod wieloma względami nasze relacje są już na poziomie, który chciałem osiągnąć. Teraz pragnę skoncentrować się bardziej na dwóch obszarach: gospodarce i kulturze.
Współpraca gospodarcza wymaga dalszej pracy. Przywódcy obu państw wyznaczyli nowy cel – 15 miliardów dolarów amerykańskich wartości dwustronnej wymiany handlowej. Pomimo pojawiających się na świecie i lokalnie tendencji protekcjonistycznych nasze relacje gospodarcze powinny dorównać tempem współpracy politycznej, dyplomatycznej i w zakresie bezpieczeństwa. Jako dwie gospodarki należące do światowej pierwszej dwudziestki mamy, moim zdaniem, ogromny potencjał, który należy lepiej wykorzystać.
Jeśli chodzi o kulturę, uważam, że nasze społeczeństwa powinny częściej się ze sobą spotykać i wymieniać doświadczeniami. Wciąż brakuje nam wystarczającej liczby symboli, pomników oraz innych świadectw przypominających o wielowiekowej historii przyjaźni i solidarności. Zamierzam jeszcze intensywniej pracować nad wypełnieniem tej luki.
Co chciałby Pan, aby polscy goście przywieźli z Turcji – poza wspomnieniami udanego wypoczynku?
Przede wszystkim życzyłbym im dobrej podróży i pięknych wspomnień. Polacy są pracowitym narodem. Zasługują na dobry wypoczynek, a Turcja jest idealnym miejscem, aby go doświadczyć. Nie chodzi jednak wyłącznie o przyjemne spędzenie czasu. Chciałbym, aby przywieźli ze sobą wspomnienia skłaniające do refleksji nad naszą przyjaźnią i wspólną przeszłością. Chciałbym również, aby patrzyli w przyszłość z takim samym poczuciem wzajemnego zrozumienia i przyjaźni.
Szymon Pęczalski
Beata Sekuła
