Rozmowa z Krzysztofem Przybyłem, prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, nagrodzonym tytułem Lidera z powołania, o tym, jak funkcjonuje Fundacja i dlaczego w tym projekcie najważniejsze są jakość, zaufanie oraz odpowiedzialność za polską gospodarkę.
Panie Prezesie, czy liderem trzeba się urodzić, czy można się nim stać?
Nigdy nie postrzegałem siebie jako klasycznego lidera. Zdecydowanie bliższa jest mi rola osoby, która potrafi łączyć ludzi, budować porozumienie i integrować różne środowiska wokół wspólnego celu. Wolę tworzyć przestrzeń do współpracy, bo właśnie dzięki niej można osiągać sukcesy.
Czyli sukces jest przede wszystkim efektem pracy zespołowej?
Zdecydowanie tak. Nigdy nie uważałem, że jedna osoba buduje wielkie przedsięwzięcia. Każdy z nas jest częścią większej całości. Nie lubię rozmów o tym, kto stoi na pierwszym planie. Ważniejsze jest to, czy nasza praca przynosi konkretne efekty. W przypadku programu „Teraz Polska” kluczowa jest umiejętność współpracy – z laureatami, ekspertami, członkami Kapituły i środowiskiem gospodarczym. To dzięki niej Fundacja może stabilnie działać, mimo bardzo wymagającego modelu organizacyjnego.
No właśnie, od dwudziestu lat kieruje Pan Fundacją „Teraz Polska”. To organizacja o wyjątkowym modelu działania…
I właśnie ten model uważam za jedno z naszych największych osiągnięć. Jesteśmy fundacją non-profit: nie prowadzimy działalności gospodarczej, nie korzystamy z finansowania publicznego i nie otrzymujemy stałych dotacji. Laureaci Konkursu „Teraz Polska” przez pierwszy rok korzystają z Godła „Teraz Polska” bezpłatnie, a następnie mogą zdecydować się na przedłużenie licencji. To model oparty na zaufaniu i realnej wartości znaku – jeśli Godło wspiera firmę w budowaniu wiarygodności i pozycji rynkowej, przedsiębiorcy chcą nadal z niego korzystać. W polskich realiach to rozwiązanie naprawdę wyjątkowe.
Czyli można powiedzieć, że to sami przedsiębiorcy utrzymują prestiż programu?
Zdecydowanie. Prestiż Godła „Teraz Polska” budują przede wszystkim laureaci. Nagradzamy produkty, usługi i innowacje spełniające najwyższe wymagania jakościowe, więc to właśnie ich poziom, wiarygodność i pozycja rynkowa wzmacniają znaczenie całego programu. Godło nie jest abstrakcyjnym znakiem – jego wartość wynika z jakości produktów i usług nim oznaczonych.
Jak już mówiłem, po pierwszym roku laureaci mogą zdecydować, czy chcą przedłużyć licencję na korzystanie z Godła. Wielu z nich to robi, ponieważ widzi w tym realną wartość biznesową: znak wspiera ich wiarygodność, rozpoznawalność i komunikację z klientami. To z kolei ma wpływ np. na wielkość sprzedaży. Część firm idzie jeszcze krok dalej i kontynuuje współpracę z Fundacją jako partnerzy, angażując się w rozwój marki „Teraz Polska” i jej obecność w debacie o jakości polskiej gospodarki. Dobrym przykładem są firmy FAKRO czy Blachy Pruszyński, które od lat budują swój wizerunek wokół polskiej jakości, a Godło stało się ważnym elementem tej opowieści.
Czym jest nagroda „Teraz Polska”?
To wyjątkowe wyróżnienie, którego nie można kupić ani zdobyć samą popularnością. O Godło „Teraz Polska” mogą ubiegać się wyłącznie produkty, usługi lub innowacje spełniające najwyższe wymagania jakościowe. Każde zgłoszenie przechodzi wieloetapową ocenę ekspertów, audyty i analizy. Dopiero po pozytywnej weryfikacji trafia do Kapituły Konkursu, która wybiera laureatów. Rocznie Godło otrzymuje zaledwie – 25 produktów lub usług. To właśnie ta rygorystyczna selektywność buduje prestiż Konkursu.
Czy zależy Państwu na dużej liczbie zgłoszeń?
Paradoksalnie – nie. Nie prowadzimy agresywnych kampanii promocyjnych. Wolimy, aby zgłaszały się firmy świadome wartości programu. Eksperci kwalifikują zwykle od 70 do 100 projektów. Już samo uzyskanie nominacji oznacza spełnienie bardzo rygorystycznych kryteriów jakościowych. Dopiero spośród tej grupy Kapituła wybiera laureatów. I właśnie ta selektywność sprawia, że Godło zachowuje swoją wiarygodność.
Czy firmy pamiętają później o swoich początkach?
Bywa, że wraz z rozwojem firmy naturalnie koncentrują się na kolejnych etapach swojej drogi i nie zawsze wracają pamięcią do początków. To zrozumiałe, choć oczywiście zawsze cieszy nas, gdy laureaci pozostają z Fundacją w długofalowej relacji. Właśnie z myślą o podtrzymywaniu tych więzi organizujemy kluby laureatów, które kilka razy w roku tworzą przestrzeń do spotkań, rozmów i wymiany doświadczeń.
Jak od kuchni zarządza się tak rozpoznawalnym projektem? Za marką stoi ogromny sztab ludzi?
To jedno z największych zaskoczeń. Na co dzień Fundację tworzy zaledwie kilkuosobowy zespół, ale jego siłą jest różnorodność – także pokoleniowa. Osoby z większym doświadczeniem wnoszą pamięć instytucjonalną, znajomość historii programu i poczucie odpowiedzialności za jego ciągłość. Młodsze osoby dają świeże spojrzenie, nowe kompetencje i lepsze rozumienie współczesnej komunikacji. To połączenie jest dla Fundacji bardzo cenne.
Dla wszystkich ten projekt od dawna jest czymś więcej niż pracą – jest zobowiązaniem i pasją. Moim celem było utrzymanie ciągłości programu oraz zachowanie jego pełnej niezależności.
Fundacja od początku podkreśla swoją apolityczność. Czy dziś, w tak spolaryzowanej rzeczywistości, da się ją utrzymać?
Od początku działalności „Teraz Polska” pozostaje projektem apolitycznym. Patronat honorowy nad Konkursem sprawuje Prezydent RP – niezależnie od tego, kto pełni ten urząd i z jakiego środowiska politycznego się wywodzi. W Kapitule zasiadają przedstawiciele różnych środowisk, ale wszystkich łączy troska o dobro państwa i jakość polskiej gospodarki. – W tym projekcie od zawsze chodziło o coś więcej niż bieżące podziały polityczne – o interes Polski i wspieranie tego, co w polskiej gospodarce najlepsze.
Zanim trafił Pan do Fundacji, przez wiele lat z sukcesami działał Pan w biznesie. Jak wyglądały te początki?
Już jako student aktywnie działałem w studenckiej spółdzielczości pracy. W latach 80. takie spółdzielnie odgrywały ważną rolę – uczyły samodzielności, przedsiębiorczości i odpowiedzialności. Organizowaliśmy m.in. międzynarodowe obozy pracy w NRD, Bułgarii i na Węgrzech. Z kolei wyjazdy na Zachód, np. do Szwecji czy Stanów Zjednoczonych, diametralnie zmieniały nasz sposób patrzenia na świat. Pokazywały inną organizację pracy, inną skalę wynagrodzeń i zupełnie inne funkcjonowanie gospodarki rynkowej.
Jaką drogę wybrał Pan po studiach?
W 1988 roku wspólnie z przyjaciółmi założyliśmy prywatną spółkę – była to zaledwie druga spółka z o.o. zarejestrowana w Warszawie. Urzędnicy nie bardzo wiedzieli wtedy, jak nas klasyfikować. Tworzyliśmy firmę od zera. Koledzy odpowiadali za kwestie techniczne i informatyczne, a ja zajmowałem się organizacją i zarządzaniem. Na początku wdrażaliśmy systemy IT, ale szybko zafascynowała nas telewizja satelitarna i kablowa. Po 1989 roku Polacy masowo chcieli oglądać świat. Budowaliśmy sieci telewizji kablowej od podstaw, konsolidowaliśmy rynek, aż w efekcie stworzyliśmy warszawską sieć Aster City Cable, która po latach została sprzedana zagranicznemu inwestorowi.
Dlaczego zamienił Pan biznes na Fundację?
Po ponad dwudziestu latach prowadzenia firmy miałem komfort wyboru i mogłem zdecydować, czemu chcę poświęcić kolejny etap życia zawodowego. Kierowanie projektem „Teraz Polska” potraktowałem jako misję i formę służby na rzecz polskiej gospodarki. Nie jestem teoretykiem przedsiębiorczości. Sam przez lata podejmowałem ryzyko, zatrudniałem ludzi i odpowiadałem za wielomilionowe inwestycje. Te – doświadczenia pomagają mi dziś lepiej rozumieć potrzeby polskich przedsiębiorców.
Na zakończenie naszej rozmowy chciałam zapytać, co uważa Pan za swój największy sukces?
Nie wskażę konkretnej firmy ani jednego projektu. Największą satysfakcję daje mi to, że udało mi się zbudować relacje oparte na zaufaniu, uczciwości i wiarygodności. To najważniejszy kapitał – zarówno w biznesie, jak i w życiu. A jeśli mówimy o najważniejszym sukcesie osobistym, to oczywiście są nim moi dwaj synowie i moje wnuki.
Katarzyna Jankowska
Beata Sekuła
