reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Zwierzęta > weterynarze
czwartek, 10 grudzień 2015 22:27

Nasze pupile co rusz zaskakują nas swoim zachowaniem, a my oceniamy je z „ludzkiej” perspektywy. Z powodu tej tendencji do przypisywania zachowaniom zwierzaków ludzkich cech bardzo często dochodzimy do mylnych wniosków. Potrafimy bezrefleksyjnie stwierdzić, że nasz kot jest złośliwy, a pies agresywny. Co jednak jest przyczyną takich zachowań? Poszukamy odpowiedzi wraz z Panią Beatą Leszczyńską, doświadczoną behawiorystką zwierząt, której warsztaty o nazwie „Kot i inne zwierzęta” miałam okazję obserwować.

Głównym tematem warsztatów była próba zrozumienia kota bez uczłowieczania jego zachowań. Przede wszystkim musimy pamiętać, że kot jest łowcą. samotnym drapieżnikiem, który został udomowiony dlatego, że skutecznie łapał myszy. Z biegiem lat coraz bardziej przyzwyczajaliśmy się do kotów w domu, zapominając odrobinkę o ich prawdziwej naturze, a my, jakkolwiek byśmy się nie starali, nie jesteśmy w stanie zaspokoić ich instynktów.

kot kafelka

Spójrzmy na kilka zachowań mylnie przez nas interpretowanych.

Na początku te, które są przez nas oceniane właśnie jako „złośliwe”. Wracamy do domu i widzimy poszarpaną pazurkami tapicerkę kanapy. Gniewnie przeklinamy podły charakterek zwierzaka. A tu może się okazać, że kot tym sposobem zostawia ślady zapachowe, zaznaczając swój teren. Co więcej, przypomnijmy sobie naturę kota - cichy, samotny łowca, który musi dbać również o swoją formę, musi przecież upolować mysz, więc drapanie mebli może być dla niego po prostu formą ćwiczeń, rozciąganiem mięśni.

Kolejne są dźwięki wydawane przez koty. Zaskoczyło mnie, gdy na warsztatach dowiedziałam się, że koty mają zupełnie różne formy „miauczenia” podczas komunikowania się z ludźmi niż z przedstawicielami swojego gatunku. Mruczenie, które kojarzy nam się ze szczęśliwym kotem z reklamy karmy w telewizji może również oznaczać ból, a zwierzę poprzez mruczenie próbuje sobie ulżyć lub się uspokoić. Oczywiście jest to również oznaka wspomnianej wcześniej radości.

Teraz wspomnijmy zachowania najbardziej uciążliwe z perspektywy ludzi, a mianowicie oddawanie moczu i wypróżnianie się poza kuwetą. Tak naprawdę nie ma tu mowy o jakichkolwiek złych intencjach naszych pupilów. Przede wszystkim może to być manifestacja stresu jaki kot doświadcza w danym momencie. A stres ten może być związany na przykład z faktem, że zwierzę zostało same w domu i nie wie, czy właściciel wróci. Odchody zawierają zapach, a kot, czując swój zapach ma wrażenie, że jest w domu, jest u siebie. Ponadto, warto zwrócić uwagę, czy przypadkiem w okolicy nie pojawił się inny kot, wzbudzając lęk w zwierzęciu, że jego terytorium jest zagrożone.

koty2

W końcu skupmy się na języku ciała. Mamy tendencję do porównywania kota z psem. Moim zdaniem, czasami chcielibyśmy, żeby kociaki były równie oddane i wierne jak psy. Jaki sygnał odczytujemy, gdy pies leży na plecach z uniesionymi łapkami? „Głaszcz mnie po brzuchu, jestem cały Twój!”. A co może oznaczać ta  sama pozycja u kota? „Mam cztery łapy wyposażone w pazury i pysk! Tylko się zbliż!”.

Jeśli chodzi o język ciała kota musimy pamiętać, że jest to jedna z najważniejszych form komunikacji w świecie zwierząt. Od jego ogólnego ułożenia po nastroszenie sierści i wyprostowanie uszu, każdy najdrobniejszy gest jest sygnałem, który przeciwnik mus i odczytać. Wbrew pozorom zwierzęta wysyła ją bardzo czytelne sygnały oznaczające smutek, stres i w końcu gotowość do ataku.

Tu można wspomnieć o próżnej naturze człowieka, który tworząc coraz to nowe rasy, dramatycznie manipuluje i odbiera czworonogom możliwość poprawnej komunikacji. Co oznacza nastroszona sierść? To, że „jestem wielki, silny i groźny”. Więc wyobraźmy sobie spotkanie zwykłego kota z persem... Tworzy się również rasy bez sierści lub inne z naturalnie oklapniętymi uszkami. Jak daleko się posuniemy, by osiągnąć rasę możliwą do uznania przez hodowców za „idealną”? Jak bardzo te manipulacje wpływają na zdrowie naszych milusińskich?

Podczas prelekcji pani Beata przekazała nam również cenne wskazówki dotyczące wprowadzania drugiego lub trzeciego kota do domu. Często, mimo naszych najlepszych intencji, mamy z tym ogromne problemy. Koty walczą, zaczynają wypróżniać się w nietypowych miejscach, stają się smutne, osowiałe lub agresywne. „Dlaczego?” - pytamy. Przecież uratowaliśmy kolejne zwierzę i przyprowadziliśmy towarzysza zabawna naszemu mruczusiowi. A tymczasem wprowadzamy kotu do domu intruza. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby ktoś zadecydował, że oto od dziś zamieszka z nami nasz sąsiad, którego nie znamy lub nie tolerujemy. Tak to wygląda z kociej perspektywy. Nagle jego terytorium, które i tak już dzieli z nami, ludźmi, pomniejsza się jeszcze bardziej. W domu zaczyna pachnieć obcym i już nic nie jest tylko moje. Tak zwane dokacanie musi być dokładnie przemyślane i na dobrą sprawę, najlepszym rozwiązaniem jest branie do domu od razu dwóch kociąt.

Oczywiście „dokwaterowanie” kota jest możliwe i zwierzęta potrafią się ze sobą dogadać, jednak wymaga to od nas pracy i przemyśleń.

kotlowca

Zwierzęta zawsze będą obok nas, stanowiąc część naszych rodzin. Nie możemy jednak przesadzać z nadawaniem im ludzkich cech i oceniać ich zachowań według naszej miary. Pamiętajmy o prawdziwej naturze zwierząt, o ich instynktach, lękach i potrzebach. Jeśli niepokoi nas jakieś zachowanie, pomyślmy nim wydamy osąd. Może jest to oznaka jakiegoś problemu lub zmartwienia znacznie oddalonego od zwykłej, ludzkiej złośliwości.

Przygotowała Alicja Szwanc

 

czwartek, 29 październik 2015 15:38

Historia cudownych zbiegów okoliczności

 

32 lata temu pani Beata Tuszyńska rozpoczęła pracę w przychodni weterynaryjnej w Zabrzu. Miało to potrwać sześć tygodni. Nie przypuszczała wtedy, że na stałe zwiąże swoje zawodowe życie z tym właśnie miejscem. Nie mogła też przewidzieć, że cieżki wypadek przyczyni się do rozpoczęcia pięknej misji integrowania ludzi oraz szerzenia swej pasji i propagowania miłości do zwierząt w Zabrzu i innych miastach.

 

Prawda, pasja, determinacja

100E8855Wszystko zaczęło się w 4 klasie szkoły podstawowej, kiedy to na wsi, jako mała dziewczynka, pani Beata miała możliwość pomocy przy porodzie u maciory. - Gdy wycierałam małe prosiaki postanowiłam, że chcę pomagać zwierzętom i zostać weterynarzem - wspomina. To była chwila, w której oprocz pasji narodziła się również wielka odpowiedzialność za naturę, która nas otacza. Lata nauki, wytrwałości i determinacji zaowocowały ukończeniem studiów na Akademii Rolniczej we Wrocławiu w 1984 roku i rozpoczęciem pracy w ukochanym zawodzie; najpierw w rodzinnych Pyskowicach, a póżniej w Zabrzu.

 

W przeciągu trzydziestu lat pani Beata uratowała życie i pomogła setkom stworzeń, od wiernych psów, przez koty, świnki morskie i myszki, aż po papugi i gołębie pocztowe. Każdy przypadek był wyjątkowy, ponieważ dotyczył zwierzęcia, będącego dla kogoś częścią rodziny. Wiele sytuacji na stałe wbiło się w serce i pamięć pani weterynarz. Jak na przykład historia małej japońskiej myszki, która przyjechała do przychodni z wielkim obrzękiem na łapce. Okazało się, że nóżka była nylonową nitką i po jej zdjęciu i rozmasowaniu kończyny stworzonko wróciło do zdrowia. Kolejnych wyjatkowych przeżyć dostarczyło wezwanie do rodzącej krowy na Pawłowie, dzielnicy Zabrza. Ktoś zgłosił, że "coś dziwnego dzieje się z krową". Jak się potem okazało, narodziły się aż dwa cielaczki, co zdarza się bardzo rzadko.

 

Pani weterynarz wspomina też historię psa, owczarka francuskiego, z wielkim guzem pod ramieniem. Wielu lekarzy wydało na psa wyrok, jednak dzięki odpowiedniej kuracji, przeżył i obecnie jest w dobrej kondycji. - Cieszy mnie szybki powrót pacjentów do zdrowia - mówi pani Beata. - Niestety czasami już nic nie można zrobić i zwierzę trzeba uśpić. Za każdym razem jest to dla nas bolesne przeżycie. Jednak miłość do zwierząt dodaje sił. Warto dodać, że jest również przekazywana dalej, a w wypadku córki pani Beaty - Justyny, która obecnie studiuje weterynarię na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu - dziedziczna. Justyna pomaga mamie w przychodni w ramach wolontariatu, poszerzając swoją wiedzę i pielęgnując wartości związane z pięknym zawodem weterynarza.

  

Historia zbiegów okoliczności

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama