reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Kultura i Sztuka > artyści
środa, 05 październik 2016 12:36

Dotknąć, poczuć i obcować ze sztuką wysokiego formatu można do 7 października w MGOK-u. Tam trwa wystawa malarstwa polskich mistrzów „Więcej niż obraz – poczuj malarstwo wszystkimi zmysłami".

Niezwykłą wystawę można do 7 października podziwiać w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Strumieniu. Wystawione są tam działa znanych malarzy m.in. Rafała Malczewskiego, Ireny Weiss czy Karola Kossaka.

środa, 17 luty 2016 06:56

Tamta kobieta ma dłonie łagodne
Blade paznokcie
Kroi chleb

A ja mam szpony czerwone od krwi
I usta głodne
Twojej silnej szyi

Tamta kobieta rozpina na sznurach
Sprane dowody
Misjonarskich nocy

A ja mam sznury włosów rozsypane
I pętam nimi
Moje nagie uda

Tamta kobieta gładzi twoje skronie
Przynosi rano
Filiżankę kawy

A ja po sen się w wino zanurzam
Byle nie czekać
Na niedoczekane

Obie stoimy nocą w ślepych oknach
Tej samej gwiazdy szukając
Czy Boga
Z niemą wdzięcznością i z głuchą rozpaczą
Jedną modlitwę szeptamy
Kocham

z tomiku Przez przypadki, Wydawnictwo „Śląsk” 2010

 

Idzie przez świat, patrząc gdzie otwierają się kolejne drzwi…

 

Wywiad z Aleksandrą Gajewską, aktorką, poetką, działaczką społeczną, politykiem, samorządowcem, MATKĄ - kobietą szczęśliwą, która pozwala sobie na smutek, kiedy ma taki nastrój.

 

Jak Pani godzi te wszystkie role? Nie ma nawet tylu kategorii w konkursie: Kobieta Charyzmatyczna, do którego została pani nominowana.

Bardzo łatwo jest pogodzić różne zadania, pod warunkiem, że wszystkie sprawiają nam przyjemność.

piątek, 08 styczeń 2016 07:24

Mieć pieniądze, pomóc szczęściu to jedno, ale pozostać dżentelmenem to wielka klasa.

 

Sting jest klasycznym przykładem twórcy, który na swoją karierą może pokazać, jak wiele w życiu znaczy pomysł, jego realizacja, talent no i… szczęście, któremu zawsze trzeba umieć pomóc. Nie żyjemy w trudnych czasach. Życie pośród ludzi i z ludźmi jest i zawsze było trudne. My tylko w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy w stanie to sobie uświadomić. Sukces jest jednak w przeważającej mierze wynikiem racjonalnego myślenia i konsekwencji w działaniu, a nie jedynie pustego szczęścia, które zagościło w sercu czy umyśle tego czy innego człowieka.

ThePolice 2007

 

Sting to postać wszechstronna: muzyk, kompozytor, wokalista, autor tekstów piosenek, aktor i producent filmowy. Trudno uwierzyć, by przychodząc na świat w 1951 r. w Newcastle Gordon Matthew Sumner, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko artysty, miał wpisaną w swój życiorys wielką karierę. Czwarte dziecko małżeństwa Audrey Cowell i Ernesta Sumnera (kierownika mleczarni dodajmy) nie miało zapewnionego znakomitego startu w życiu, jak to dzieje się w przypadku dzieci biznesmenów czy rodów arystokratycznych. A jednak to on właśnie w 1981 r. po ukazaniu się znakomitej płyty Zenyatta Mondatta mógł powiedzieć – „patrzę na moje konto bankowe, Jezu! To nie matematyka to astronomia!!!” Wspaniałe uczucie dla człowieka, który chciał być artystą, a spróbował w życiu kilku zawodów. No i dobrze, że nie udało mu się zostać doradcą podatkowym, filologiem angielskim czy nauczycielem, choć ta ostatnia profesja uprawiana m.in. w szkole powszechnej w Carmlington stała się motywem dla słynnego utworu Don’t Stand So Close to Me. Jak sam przyznawał nie raz widział jak jakiś nauczyciel nazbyt bacznie przyglądał się ładnej uczennicy, rojąc sobie w głowie różne niewybredne myśli, a i sam siebie do tego grona też zaliczył – cóż za szczerość!

Wiele tekstów piosenek napisał znacznie wcześniej zanim jeszcze osiągnął światową sławę, rozsądnie przechowując je w szufladzie, by czekać na swój czas i byśmy to my mogli je nucić i słuchać w autobusach, metrze, na ławce czy w domu. Tak było ze słynną piosenką Roxanne. Rozpoznawalną już od pierwszych taktów. Pomieszanie rytmu tanga z reagge dało w rezultacie utwór, który łatwo wpada w ucho, a nucił go nawet Eddie Murphy w filmie 48 godzin. Można powiedzieć, że Roxanne to sygnał rozpoznawczy grupy Police. Po latach Sting wspominał: To fantastyczne uczucie, gdy pisze się piosenkę, którą każdy może zagwizdać. A i temat jak na owe czasy był bardzo kontrowersyjny. Czyż można pisać o prostytutce?! Przecież to obraza dobrego smaku i obyczajów. Są, a jakoby ich nie było, jak można poruszać takie tematy? – dziwiono się w brytyjskiej prasie. BBC mówiło wszem i wobec o nieprzyzwoitym tekście. Kiedy nieznany nikomu zespół Police przebywał na jednym z wyjazdów w Paryżu, Sting widział z okna taniego hotelu jak wieczorem na ulicę wychodzą młode dziewczyny w wiadomym celu. Nie dziwiła go ich profesja. Był zaskoczony jednak faktem, że piękne francuski szukają męskiego towarzystwa, podczas gdy bardziej odpowiednie byłoby to dla „pięknych” Brytyjek.

Kariera muzyczna Stinga rozpoczęła się w 1970 r. kiedy zaczął współpracować z jazzowym zespołem o nazwie The Newcastle Big Band (zawsze był koneserem i miłośnikiem jazzu), by dwa lata później założyć własną grupę The Last Exit, z którą nagrał singla i niedokończoną kasetę demo. Prowincjonalna popularność, bardzo krucha i nie rokująca nadziei, zmusiła go do powzięcia poważnych decyzji. Pierwsza to ślub z irlandzką aktorką teatru szekspirowskiego Francis Tomelty, a druga to porzucenie pracy zawodowej w szkole i mocne postanowienie poświęcenia się profesjonalnej karierze muzycznej. Ale jak to zrobić? To, że ktoś coś lubi wcale nie oznacza, że zostanie dostrzeżony, nawet jeśli tworzy coś porządnego, ba! - wybitnego. Przez pewien czas utrzymuje się z zasiłku dla bezrobotnych. Ma ukończony pierwszy semestr studiów anglistycznych na Uniwersytecie w Coventry, no i trochę doświadczenia zawodowego w różnych profesjach. Przenosi się do Londynu, gdzie przez pewien czas wraz z małżonką i dzieckiem mieszka u przyjaciółki Francis, której znajomości w świecie producentów reklam będzie potrafił wykorzystać. I tu łut szczęścia, w 1976 r. spotyka perkusistę grupy Curved Air Stewarda Copelanda. Ten skądinąd znany perkusista i kompozytor jest najmłodszym synem byłego agenta CIA Milesa Copelanada i Lorraine Adie - znanej pani archeolog.

Po pierwsze to on namówił Stinga do przeniesienia się do Londynu, gdyż tylko tam można było być dostrzeżonym przez wielkie wytwórnie płytowe i show biznes, który decydował czy utwór zyska popularność, czy też przepadnie bez wieści. Po drugie Steward miał niezwykłe wyczucie rynku, albowiem to on był pomysłodawcą nazwy zespołu, który od 1978 r. rozpoczął podbój scen i list przebojów – The Police. Dlaczego? Proste - rzeczownik ten jest używany bardzo często w środkach masowego przekazu, cokolwiek się nie dzieje na miejscu jest zawsze policja, policja ściga, ustala, prowadzi śledztwo, patroluje itp., itd…., czyli ilekroć pojawi się Police to ludzie będą to jednoznacznie kojarzyć. Chwyciło? A jakże. W Londynie spotkali pochodzącego z Korsyki gitarzystę Henry’ego Padovani, by z nim nagrać pierwszy utwór na singlu Fall Out. Wkrótce w czerwcu dołącza do nich znakomity gitarzysta Andy Summers. Police to dzieło przypadku. Summers spotkał wcześniej Copelanda i Stinga, nawet rozmawiali o muzyce i ewentualnych możliwościach wspólnego grania, jednak nic z tego nie wyszło. I wreszcie… znowu przypadek. Pewnego dnia w 1977 r. Sting i Copeland naradzali się co zrobić z Padovanim, którego zdolności muzyczne pozostawiały wiele do życzenia. Copeland jechał gdzieś metrem, do którego przypadkowo wsiadł Summers. Wysiedli, poszli do pubu i zaczęli poważnie rozmawiać o współpracy. Po latach Andy Summers wydał książkę zatytułowaną One Train Later, no bo właśnie wystarczyło by wsiadł do pociągu, który jechałby parę minut później i nigdy nie doszłoby do zejścia się grupy Police w swoim klasycznym składzie. Przez krótki czas Police to kwartet, by niebawem po odejściu Padovaniego (nie umiał grać na gitarze, znał bowiem tylko kilka chwytów) ugruntować swój wizerunek jako trio – gitara basowa Sting, perkusja Steward Copeland i gitara prowadząca Andy Summers.

Czy było trudno? Bez wątpienia. Sting po latach przyznawał, że najbardziej zależało mu na tym, by nie zaciągać żadnych kredytów, wówczas bowiem byłby niewolnikiem firmy fonograficznej (wielu tak niestety robiło). Wiele kłopotów przyniósł przecież kontrakt z wytwórnią Virgin Richarda Bransona zawarty na prawa autorskie do utworów Stinga. Sting chyba dobrze znał się na biznesie, zwłaszcza w tej materii, bo wystarczy posłuchać pochodzącego z 1976 r. nagrania Pink Floyd Have a Cigar (na płycie Wish You Were Here), by zrozumieć mechanizm wkręcania młodych zdolnych muzyków do pracy na rzecz wielkich korporacji muzycznych. No i liczyło się wyczucie, otóż u progu zakładania zespołu The Police Sting spotkał się ze sławnym muzykiem Billym Ocean, który proponował mu współpracę za całkiem pokaźne honorarium. Dla żyjącego jeszcze z zasiłku muzyka musiała to być kusząca propozycja. Jednak odmówił. I miał rację Ocean zatrudnił kilku muzyków, którym po kilku miesiącach w miłych słowach podziękował za współpracę. Chyba czasami lepiej się wstrzymać niż brnąć w biznes, który nie ma przyszłości, bo to biznes u kogoś, a nie własny, za który ponosi się osobistą odpowiedzialność. Sting zawsze wolał ją sam kreować, nie chcąc żyć według zasad wyznaczanych przez innych. A tak się jakoś składa, że ci, którzy je wyznaczają sami ich nie przestrzegają. Tych nie znosił szczególnie. Our So called leaders speak, with words They try to jail ya, they subjugate the meak, but it’s a rethoric of failure – tak śpiewał na czwartej płycie Ghost in the Machine w utworze Spirits in the Material World.

sobota, 29 sierpień 2015 12:06

Talent, pracowitość, dociekliwość

Jacek Niedziela-Meira – wielokrotnie uznany w corocznej ankiecie Jazz Forum za najlepszego polskiego kontrabasistę jazzowego, kompozytor – 5 razy nominowany do Fryderyka, literat oraz publicysta, okazuje się także pasjonatem życia! Ma ponadstandardową ilość dzieci oraz zaradną żonę, która nie tylko jest jego muzą, ale też potrafi naprawić sprzęt domowy oraz zadbać o to, żeby artysta znalazł czas na rozwijanie swojej twórczości, za którą otrzymał wiele nagród, w tym medal Zasłużony dla Kultury Polskiej, Specjalną Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Grand Prix konkursu Międzynarodowej Federacji Jazzowej w Leverkusen.

Dlaczego sztuka rządzi Twoim życiem? A może, żeby zostać uznanym muzykiem trzeba po prostu urodzić się w rodzinie o artystycznych korzeniach?

To ci dopiero! Nie wiem czy jestem uznanym muzykiem...w przypadku jazzu, tak mało popularnego, to sformułowanie nie jest najodpowiedniejsze – co to znaczy - uznany jazzman?! Przez 10 czy 110 osób? (śmiech) Ale wracając do sedna pytania - artystyczna pasja i umiłowanie sztuki, zwłaszcza u matki (nauczycielki śpiewu i malarki) okazały się ważnymi czynnikami dla mojego dojrzewania, choć znam muzyków czy ludzi zajmujących się innymi dziedzinami sztuki bez jakiegokolwiek backgroundu artystycznego wyniesionego z domu. Były zatem koncerty, na którerodzice zabierali mnie z bratem, np. na występ Konstantego Andrzeja Kulki (uznanego skrzypka wirtuoza), kiedy miałem zaledwie 6 lat. W domu korzystaliśmy z pokaźnej, jak na tamte czasy, biblioteki wypełnionej wartościową literaturą i poezją oraz płytami z muzyką klasyczną, jazzową i rozrywkową, np. Skaldów. Nawiasem mówiąc, do dziś uważam, że piosenki Andrzeja Zielińskiego to absolutny top!

poniedziałek, 24 sierpień 2015 22:23

Talent, pracowitość, dociekliwość

Jacek Niedziela-Meira – wielokrotnie uznany w corocznej ankiecie Jazz Forum za najlepszego polskiego kontrabasistę jazzowego, kompozytor – 5 razy nominowany do Fryderyka, literat oraz publicysta, okazuje się także pasjonatem życia! Ma ponadstandardową ilość dzieci oraz zaradną żonę, która nie tylko jest jego muzą, ale też potrafi naprawić sprzęt domowy oraz zadbać o to, żeby artysta znalazł czas na rozwijanie swojej twórczości, za którą otrzymał wiele nagród, w tym medal Zasłużony dla Kultury Polskiej, Specjalną Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Grand Prix konkursu Międzynarodowej Federacji Jazzowej w Leverkusen.

Dlaczego sztuka rządzi Twoim życiem? A może, żeby zostać uznanym muzykiem trzeba po prostu urodzić się w rodzinie o artystycznych korzeniach?

To ci dopiero! Nie wiem czy jestem uznanym muzykiem...w przypadku jazzu, tak mało popularnego, to sformułowanie nie jest najodpowiedniejsze – co to znaczy - uznany jazzman?! Przez 10 czy 110 osób? (śmiech) Ale wracając do sedna pytania - artystyczna pasja i umiłowanie sztuki, zwłaszcza u matki (nauczycielki śpiewu i malarki) okazały się ważnymi czynnikami dla mojego dojrzewania, choć znam muzyków czy ludzi zajmujących się innymi dziedzinami sztuki bez jakiegokolwiek backgroundu artystycznego wyniesionego z domu. Były zatem koncerty, na którerodzice zabierali mnie z bratem, np. na występ Konstantego Andrzeja Kulki (uznanego skrzypka wirtuoza), kiedy miałem zaledwie 6 lat. W domu korzystaliśmy z pokaźnej, jak na tamte czasy, biblioteki wypełnionej wartościową literaturą i poezją oraz płytami z muzyką klasyczną, jazzową i rozrywkową, np. Skaldów. Nawiasem mówiąc, do dziś uważam, że piosenki Andrzeja Zielińskiego to absolutny top!

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama