reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Inspiracje > sport
piątek, 07 kwiecień 2017 15:39

Początek pierwszego w historii w Polsce czempionatu seniorek już w sobotę 8 kwietnia. W ten dzień w swoim pierwszym spotkaniu Polki podejmą faworyzowane Słowaczki.

środa, 05 kwiecień 2017 12:41

 

 

Już w niedzielę 9 kwietnia dojdzie do wyjątkowego spotkania w Spodku. W rywalizacji o 9. miejsce w PlusLidze siatkarze GKS-u podejmą ONICO AZS Politechnikę Warszawską. Dla obu drużyn będzie to ostatni mecz w sezonie 2016/17.

środa, 05 kwiecień 2017 12:05

W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego Plusligi  siatkarze GKS-u przegrali  z ONICO AZS Politechniką Warszawską 3:0. 


Mecz z Politechniką był szansą  do odniesienia czternastego zwycięstwa w sezonie, ale nie miał znaczenia, jeśli chodzi o końcowy układ tabeli."Gieksa" już przed ostatnią kolejką PlusLigi była pewna, że w fazie play off powalczy o miejsca 9-10. 

poniedziałek, 27 luty 2017 13:21

Podczas MŚ w skokach narciarskich na skoczni normalnej w Lahti Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a Maciej Kot piąte. Zwyciężył Austriak Stefan Kraft.

 

Srebrny medal zdobył Niemiec Andreas Wellinger, a brązowy jego rodak Markus Eisenbichler. Dawid Kubacki został sklasyfikowany na ósmej pozycji, a Piotr Żyła na 19.

środa, 25 styczeń 2017 10:22

W trzech setach siatkarze GKS-u Katowice rozprawili się z zespołem z Bielska-Białej 3:0. "Gieksa" w Spodku zaprezentowała się bardzo dobrze w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła i odniosła zasłużone zwycięstwo.

 

 W pierwszych dwóch, chociaż potrafili zbudować sobie sporą przewagę, pozwalali rywalom na odrabianie strat. Gospodarze postawili na zagrywkę. W tym elemencie świetnie spisywał się  Tomasz Kalembka, który w całym meczu miał na swoim koncie aż 7 asów serwisowych!

Nagroda MVP powędrowała jednak w ręce atakującego ekipy beniaminka, Karola Butryna, który był tego dnia nie do zatrzymania.

W kolejnej kolejce Plusligi  podopiecznych trenera Piotra Gruszki czeka wyjazd do Częstochowy na spotkanie z tamtejszym AZS-em

 

MVP: Karol Butryn

GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:22, 25:21, 25:13)

Składy zespołów:


GKS: Falaschi, Sobański (4), Kapelus (14), Krulicki (10), Butryn (16), Kalembka (11), Stańczak (libero) oraz Stelmach, Van Walle i Mariański (libero)
BBTS: Grzechnik (2), Siek (2), Janeczek (7), Vemić (1), Lipiński (6), Storożyłow (5), Koziura (libero) oraz Bartos (1), Bieńkowski (1), Gaca (3), Kwasowski (1), Gryc (2) i Czauderna (libero)

poniedziałek, 05 grudzień 2016 14:11

Kolejna Gala KSW 37 w Krakowie przysporzyła fanom MMA w Polsce wiele emocji.

 DSC 0005

W walce wieczoru  doszło do sporej sensacji - Karol Bedorf przegrał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie z Fernando Rodriguesem Jr. Brazylijczyk powtarzał, że z takim przeciwnikiem jak on "Coco" jeszcze się nie mierzył i to udowodnił. Wygrał nie dzięki potężnym ciosom na szczękę, lecz dzięki świetnie lokowanym uderzeniom na wątrobę. To spowodowało zmianę mistrzowskiego pasa kategorii ciężkiej.

  Mariusz Pudzianowski kontra Popek „Monster” był zdecydowanym faworytem tej walki i zasłużenie wygrał, choć mógł mieć spore kłopoty. Rywal trafił go bowiem lewym prostym, poprawiając prawym sierpowym. Pod "Pudzianem" ugięły się nogi, ale nic poważnego mu się nie stało. Po chwili dwa jego uderzenia na gardę powaliły rywala, co było zwiastunem końca pojedynku, który zakończył się po klasycznym ground and pound.


Pas w wadze półśredniej obronił niesamowity Borys Mańkowski, który totalnie zdominował na dystansie trzech rund Johna Maguire'a. To był pokaz fantastycznego MMA w wykonaniu zawodnika Ankosu - najpierw przeważał w stójce, później dołożył kapitalną dyspozycję w parterze. Sędziowie wysoko punktowali (30:26, 30:26, 30:25) jego zwycięstwo. Nowym mistrzem w kategorii piórkowej został Marcin Wrzosek, który rozbił w drugiej rundzie  „Kornika” Artura Sowińskiego. Kolejne emocje z udziałem KSW już w  marcu przyszłego roku.

Wyniki gali KSW 37: Circus of Pain:

Walka wieczoru:

o pas kategorii ciężkiej KSW:
120 kg - Fernando Rodrigues Jr. (11-2, 8 KO, 2 SUB) pokonałprzez techniczny nokaut w drugiej rundzie Karola Bedorfa (14-3, 5 KO, 3 SUB)

120 kg -Mariusz Pudzianowski (10-5-1NC, 4 KO, 2 SUB) pokonałprzez techniczny nokaut w pierwszej rundzie Popka Monstera (2-2, 2 KO)

o pas kategorii półśredniej KSW
77 kg -Borys Mańkowski (19-5-1, 3 KO, 7 SUB) pokonałjednogłośnie na punkty (30:26, 30:26, 30:25) Johna Maguire'a (24-9-0, 3 KO, 14 SUB)

o pas kategorii piórkowej KSW
66 kgMarcin Wrzosek (12-3, 5 KO, 3 SUB) pokonałprzez techniczny nokaut (interwencja lekarza) w drugiej rundzie Artura Sowińskiego (17-8, 2 NC, 6 KO, 6 SUB)

70 kg -Mansour Barnaoui (14-4, 5 KO, 7 SUB) pokonałprzez techniczny nokaut (interwencja lekarza) w pierwszej rundzie Łukasza Chlewickiego (14-5-1, 5 KO, 1 SUB) -

93 kg -Marcin Wójcik (10-4, 3 KO, 5 SUB) pokonałprzez poddanie (duszenie gilotynowe) w pierwszej rundzie Marcina Łazarza (9-4, 2 KO, 2 SUB)

66 kg -Filip Wolański (10-2, 3 KO, 2 SUB) pokonałniejednogłośnie na punkty (30:27, 30:27, 28:29) Denilson Neves de Oliveira (11-4, 5 KO, 2 SUB)

80 kg -David Zawada (13-3, 10 KO, 2 SUB) pokonał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie Roberta Radomskiego (12-5, 1 KO, 5 SUB)

68 kg -Roman Szymański (9-3, 1 KO, 3 SUB) pokonałprzez poddanie (duszenie zza pleców) w trzeciej rundzie Sebastian Romanowski (11-7-1, 4 KO, 2 SUB)

DSC 0006

DSC 0013

DSC 0031

środa, 12 październik 2016 09:40

Reprezentacja Polski wygrała w Warszawie z Armenią 2:1 (0:0) w eliminacjach mistrzostw świata. Zwycięską bramkę zdobył Robert Lewandowski. 

 

Po trzech kolejkach grupy E podopieczni trenera Nawałki  mają siedem punktów.Biało-czerwoni, zajmujący 17. miejsce w rankingu FIFA, przystępowali do potyczki  z Armenią (112. lokata) w roli zdecydowanych faworytów.Pomimo  osłabienia brakiem Arkadiusza Milika, który z powodu kontuzji kolana będzie pauzować kilka miesięcy.

Do grona kontuzjowanych dołączyli  także Michał Pazdan i Łukasz Piszczek. W minioną sobotę Polacy pokonali Danię 3:2 po trzech golach Roberta Lewandowskiego, natomiast Armenia przegrała u siebie z Rumunią 0:5.

wtorek, 04 październik 2016 19:49

Iso Sluijters to kolejny reprezentant w zespole Górnika. Został powołany przez trenera Joop Fiege na zgrupowanie kadry Holandii, które rozpocznie się 31 października w Waalwijk.

Zgrupowanie zakończy się 6 listopada, a w jego trakcie Holendrzy zagrają dwa mecze eliminacyjne: przeciw Duńczykom (3 listopada, w Kopenhadze) i Węgrom (6 listopada).

Iso w kadrze wystąpił jak dotąd 37-krotnie i zdobył 86 bramek.

Powołanie otrzymał również Martin Galia. Wraz z dwoma innymi zawodnikami grającymi w Polsce, Leosem Petrovskym i Janem Sobolem (obaj Azoty Puławy) 2 listopada  zmierzą się z z Islandią w Reykjaviku, a trzy dni później ugoszczą w Pilźnie Macedończyków.

wtorek, 04 październik 2016 19:49

Iso Sluijters to kolejny reprezentant w zespole Górnika. Został powołany przez trenera Joop Fiege na zgrupowanie kadry Holandii, które rozpocznie się 31 października w Waalwijk.

Zgrupowanie zakończy się 6 listopada, a w jego trakcie Holendrzy zagrają dwa mecze eliminacyjne: przeciw Duńczykom (3 listopada, w Kopenhadze) i Węgrom (6 listopada).

Iso w kadrze wystąpił jak dotąd 37-krotnie i zdobył 86 bramek.

Powołanie otrzymał również Martin Galia. Wraz z dwoma innymi zawodnikami grającymi w Polsce, Leosem Petrovskym i Janem Sobolem (obaj Azoty Puławy) 2 listopada  zmierzą się z z Islandią w Reykjaviku, a trzy dni później ugoszczą w Pilźnie Macedończyków.

środa, 31 sierpień 2016 10:45

Psychologia, indywidualne podejście, odpowiednia analiza

Rozmowa z trenerem szczypiornistów Górnika Zabrze, Mariuszem Jurasikiem, wielokrotnym reprezentantem Polski oraz dwukrotnym medalistą MŚ, wyróżnionym tytułem Lider z powołania, o trudach życia sportowca, przełamywaniu granic oraz codziennej pracy w roli trenera.

Jakie cechy powinien posiadać lider - sportowiec, szczypiornista?

To trudne pytanie, aczkolwiek na pewno powinien być zdeterminowany, musi wiedzieć czego chce i dążyć do tego bardzo ciężką pracą. Nie może zrażać się trudnościami. Należy wstawać rano i wyznaczać sobie nowe cele. Lider nie może spocząć na laurach, wysoko stawia sobie poprzeczkę i cały czas dąży do realizacji kolejnych celów. To automatycznie rozwija jego pasje. Dla mnie to podstawowe cechy, które powinien posiadać każdy człowiek, a sportowiec przede wszystkim.

Czym charakteryzuje się trener piłkarzy ręcznych?

Według mnie trener w grach zespołowych, czyli także w piłce ręcznej, to na pewno osoba stanowcza, ponieważ zarządza całą drużyną, czyli około dwudziestoma zawodnikami. Do każdego z nich powinien podchodzić indywidualnie, bo wiadomo, że każdy człowiek jest inny. Nie może generalizować, tylko patrzeć indywidualnie na treningi oraz rozmawiać z zawodnikami. Oczywiście musi być też sprawiedliwy w traktowaniu swoich podopiecznych.

piątek, 26 sierpień 2016 09:03

Zaangażowanie, profesjonalizm, ale i dobra zabawa

Rozmowa z Januszem Piekarskim, prezesem i trenerem MSPN „Górnik” Zabrze, nagrodznym tytułem: Lider z powołania, na temat roli efektywnego trenera, rozwoju młodego zawodnika oraz zdobywania umiejętności rozwiązywania problemów, nie tylko na boisku…

 

Jak długo jest Pan związany z piłką nożną?

 

Jako trener prowadzę zajęcia od 2009 roku. Jako czynny zawodnik od dziewiątego roku życia, najpierw w moim mieście rodzinnym w Tarnowskich Górach, a w piątej klasie szkoły podstawowej zacząłem grać w Górniku Zabrze. Nadal jeszcze gram, kiedy tylko mam okazję ale już w niższych ligach, bo nie ma czasu na treningi.

Teraz mieszka Pan w Zabrzu, więc łatwiej jest godzić obowiązki trenera, ale będąc uczniem Salezjańskiego Zespołu Szkół w Tarnowskich Górach musiał Pan dojeżdżać na treningi?

Tak, grałem w Górniku Zabrze jako środkowy pomocnik. Niestety miałem pecha, bo w klubie nastąpił akurat rozłam. Nasz rocznik oraz nieco starsi nie mogli przebić się do pierwszego składu, ponieważ ówczesne władze klubu wolały sprowadzać chłopaków z innych zakątków Polski niż inwestować w lokalną młodzież.

wtorek, 14 czerwiec 2016 09:03

Polscy piłkarze ręczni pokonali 27:21 Holandię w pierwszym meczu barażowym o awans na Mistrzostwa Świata we Francji, które odbędą się w 2017 roku.

Początek w wykonaniu podopiecznych trenera Dujszebajewa był mało obiecujący. W polskim zespole wszystkie dotychczasowe przygotowania były związane z Holandią. - Nie myślimy jeszcze o Rio tylko skupiamy się na Holendrach. To jest dla nas bardzo ważny mecz oraz dla Związku Piłki Ręcznej w Polsce, chodzi o awans do Mistrzostw Świata we Francji. Od 30 czerwca zaczniemy myśleć już o Igrzyskach Olimpijskich. Polacy z trudem zdobywali bramki i do przerwy prowadzili z niżej notowanym rywalem tylko dwoma bramkami (11:9). Nasi zawodnicy jeszcze przed meczem wypowiadali się z szacunkiem o rywalach. - Mamy respekt dla tej drużyny. Już jeden materiał video zobaczyliśmy. Pierwsza jedenastka tego zespołu są to zawodnicy, którzy grają w Bundeslidze, czyli potrafią grać w piłkę ręczną. Obserwując holenderską piłkę ręczną, wiedzieliśmy, że kobiety grają bardzo dobrze, a tutaj okazuje się, że w ostatnim czasie postawili na chłopaków i coraz więcej tych chłopaków gra poza granicą swojego kraju - mówi Sławomir Szmal. Jak się później okazało nasz bramkarz nie pomylił się co do przebiegu tego meczu. Druga odsłona była o wiele lepsza i dzięki skutecznej grze w ataku i błędom rywali Polacy powiększali swoją przewagę. Najskuteczniejszym zawodnikiem w naszym zespole był Przemysław Krajewski, który rzucił pięć bramek. W ekipie rywali tyloma trafieniami popisało się dwóch graczy - Luc Steins i Arjan Haenen. Niestety w całym meczu Polacy nie wykorzystali aż pięciu rzutów karnych (mylili się m.in. Bielecki i Jurecki). Przed meczem uroczyście pożegnano kończących karierę: Mariusza Jurasika, Grzegorza Tkaczyka i Bartłomieja Jaszkę. Wszyscy dostali pamiątkowe patery, koszulki kadry i związkowe upominki. Rewanż odbędzie się już 15 czerwca w Sittard. W przeszłości Polska grała już z Holandią w kwalifikacjach do wielkich imprez. „Pomarańczowi” byli naszymi rywalami w eliminacjach do ME 1998, MŚ 2001, ME 2006, fazie play-off do ME 2008 i eliminacjach do ME 2014. Z dziewięciu rozegranych meczów Polacy wygrali osiem, raz padł remis. Stawką tej potyczki jest awans na MŚ, które odbędą się w styczniu we Francji. Warto dodać, że tytułu bronią „Trójkolorowi”, a Polacy w rozegranym przed rokiem turnieju w Katarze wywalczyli brązowy medal.

Polska - Holandia 27:21 (11:9)

Polska:Wyszomirski - Lijewski, Jachlewski, Krajewski, Bielecki, Rojewski, Wiśniewski, Jurecki B., Jurecki M., Syprzak, Daszek, Kus, Gierak, Szyba, Gębala T.

Holandia: Eijlers - Adams, Broomhouwer, Haenen, Leenders, Miedema, Neutboom, Ravensbergen, Remer, Schagen, Sluijters, Smits J., Smits K., van Olphen, van Schie.

Sędziowali:Nenad Krstic, Peter Ljubic (Słowenia).

FOTORELACJA:

 

 

                                                                                                        Mateusz Herman 

wtorek, 29 marzec 2016 22:17

Wielkie kluby, jak FC Barcelona czy Arsenal Londyn,  prowadzą własne akademie piłkarskie. Tym śladem od kilku lat idzie także Górnik Zabrze. Klub po raz kolejny ogłosił nabór do drużyn juniorskich.

Zostań gwiazdą Górnika

Który z młodych fanów futbolu w naszym regionie nie chciałby zagrać na stadionie przy ul. Roosevelta  w biało-niebiesko-czerwonych barwach? Te marzenia mogą się spełnić. Górnik Zabrze należy do nielicznych klubów w Polsce, prowadzących własne akademie piłkarskie, których zadaniem jest wychowywanie i szkolenie młodych piłkarzy. Rozpoczął się kolejny nabór do drużyn juniorskich.  

Na piłkarskie talenty czeka pierwsza klasa sportowa  Gimnazjum nr 29 w Zabrzu-Rokitnicy oraz zespół U-14 Górnika, w którym grają  zawodnicy z rocznika 2003. Szczegółowych informacji udziela trener Jerzy Urban (tel. 694-456-556). O kontakt ze szkoleniowcem proszeni są również chłopcy z roczników 2004 i 2005, którzy są zainteresowani testami przy Roosevelta.

Akademia Piłkarska Górnika Zabrze prowadzi także nabór do pierwszej klasy sportowej Zespołu Szkół nr 10 w Zabrzu-Mikulczycach oraz drużyny U-17 dla zawodników z rocznika 2000. Szczegółowych informacji udziela trener Marek Kasprzyk (tel. 605-929-520).

Chłopcy z pozostałych roczników, którzy marzą o występach w barwach czternastokrotnego mistrza Polski, mogą kontaktować się z koordynatorem ds. szkolenia młodzieży Arkadiuszem Banasikiem (tel. 607-579-680).

Akademia Piłkarska Górnika Zabrze działa w oparciu o Fundację. Umowa, regulująca zasady tej współpracy została podpisana w lipcu 2013 roku. Górnik Zabrze poszedł w ślady największych klubów europejskich, które fundamenty sukcesu budują nie tylko poprzez transfery gwiazd ale także w oparciu o własnych wychowanków. Do najbardziej renomowanych należą akademie piłkarskie prowadzone przez FC Barcelona i Arsenal Londyn.    

Działania Akademii Piłkarskiej Górnika Zabrze wspiera wieloletni kibic biało-niebiesko-czerwonych, piłkarz Arsenalu i gwiazda reprezentacji Niemiec, pochodzący z Sośnicy – Łukasz Podolski.

- Kiedy byłem mały, to dużo grałem w piłkę z kolegami na ulicy. Dziś czasy są już inne i w rozwoju młodych piłkarzy bardzo ważne są baza, trenerzy i odpowiedni sprzęt. Dlatego bardzo mi się podoba pomysł utworzenia Akademii w Zabrzu. Młodzi zawodnicy muszą trenować na dobrych boiskach, pod okiem najlepszych trenerów. Akademia da im taką szansę – mówi Łukasz Podolski.

Drużyny młodzieżowe Górnika tworzą klasy sportowe w zabrzańskich szkołach: zespoły CLJ, U-19 i i U-17 uczęszczają do liceum przy Zespole Szkół nr 10 w Zabrzu- Mikulczycach, z kolei drużyny U-16, U-15 i U-14 do Gimnazjum nr 29 w Zabrzu-Rokitnicy. Szkoleniowcy zespołów, a także władze Akademii współpracują z dyrekcją obu szkół, by stworzyć naszym młodym zawodnikom, jak najlepsze warunki do treningów i do nauki.

Od trzech lat w ramach Akademii działa także piłkarskie przedszkole. Zajęcia dla dzieci w wieku 4-6 lat odbywają się w czterech miejscach w Zabrzu (Helenka, Pawłów, hala MOSiR-u przy ul. Matejki, orlik na ul. Franciszkańskiej) oraz w Gierałtowicach i Knurowie.

 

czwartek, 18 luty 2016 21:43

Sport to jedna z wielu aktywności człowieka. Celem jej podejmowania jest dbałość o zdrowie zarówno fizyczne, psychiczne, jak i społeczne - jest jednym z wielu narzędzi, dzięki którym możemy być szczęśliwi. Od najmłodszych lat każdego z nas celem uprawiania sportu jest podnoszenie sprawności naszego ciała oraz uczestnictwo w grupie.

 

Poprzez sport wyrabiane są określone cechy charakteru człowieka, między innymi takie jak cierpliwość, pokora, umiejętność słuchania, wytrwałość – przydatne także w innego rodzaju aktywnościach, jakie podejmujemy w ciągu swojego życia. Sport to także branie udziału w rywalizacji, której celem jest osiągnięcie najlepszego wyniku (pokonanie przeciwnika). Rywalizacja ta odbywa się według określonych reguł; by wyjść z niej zwycięsko konieczne jest ciągłe podnoszenie poziomu sprawności swojego ciała i umiejętności technicznych wymaganych w danej dyscyplinie sportu.

Sport możemy podzielić na uprawiany wyczynowo i hobbystycznie ( taki, który pozbawiony jest elementu rywalizacji). Sport wyczynowy, którego cechą charakterystyczną jest podejmowanie rywalizacji oraz pragnienie uzyskania maksymalnych wyników podzielić można na sport amatorski oraz zawodowy (profesjonalny). Prześledźmy to na przykładzie biegania. Biegacz uczestniczący w zawodach, które nie są jego źródłem utrzymania to amator, uprawiający jednak sport wyczynowy (chce pokonać swoich przeciwników oraz uzyskać jak najlepszy wynik). Ten sam biegacz uczestniczący w zawodach, za udział w których otrzymuje się wynagrodzenie, które z kolei jest jego źródłem utrzymania to biegacz zawodowy. Socjologia rozróżnia pojęcia zawód i profesja. To, co je łączy, to otrzymywanie wynagrodzenia za wykonywaną pracę zawodową; to, co różni, to między innymi społeczny prestiż, jakim obdarzani są przedstawiciele profesji. Myślę, że w dzisiejszych czasach zawód sportowca zaliczyć można do profesji, obok takich zawodów jak lekarz czy prawnik. A co z naszą panią lub panem wkładającymi co wieczór trampki na swoje obolałe stopy, by wyjść przed blok wybudowany z wielkiej płyty i biegać bez tchu i opamiętania po znalezionym skwerku zieleni wijącym się pomiędzy tymi wspaniałymi budowlami, w których przyszło żyć niektórym z nas? Załóżmy, że ten codzienny wysiłek nie jest formą przygotowania się do zawodów amatorskich, a tym bardziej profesjonalnych; osoba ta nie rywalizuje z nikim; jedynie sama ze sobą, ze swoimi możliwościami (codziennie notuje w notesie swoje wyniki, ale nie porównuje ich z wynikami innych; chce tylko coraz szybciej przebiec określony dystans, być zdrowszą, sprawniejszą, szczęśliwszą). Jest to dla niej zapewne rozrywka, forma rekreacji, rodzaj hobby. Dzieje się to w jej czasie wolnym od obowiązków związanych z rodziną, szkołą, pracą zawodową. Dla tego rodzaju uprawiania sportu najbliższe wydaje mi się określenie hobby, ponieważ niesie ze sobą największą spośród tych trzech pojęć dawkę zaangażowania (choć niekoniecznie rywalizacji). Od hobby bardzo często jest bardzo blisko do pasji i poświęcenia, czyli cech charakterystycznych dla sportu wyczynowego (amatorskiego lub profesjonalnego).

Życie człowieka obejmuje pięć obszarów: rodzina, szkoła, praca zawodowa, czynności życia codziennego oraz czas wolny od obowiązków związanych z funkcjami tych instytucji i wolny od czynności życia codziennego. Czas wolny realizowany jest na terenie tychże instytucji lub poza nimi. Poza tymi instytucjami istnieje tylko czas wolny od nich oraz od czynności życia codziennego. Chciałbym, aby w podziale tym zwrócono uwagę, że życie rodzinne, szkolne czy zawodowe to nie tylko obowiązki. Często nie dostrzegamy, że w rodzinie, w szkole i pracy zawodowej oprócz obowiązków istnieje także czas wolny od nich (np. wycieczka rodzinna, zjedzenie obiadu w szkole podczas przerwy, skorzystanie z przerwy przysługującej pracownikowi na odpoczynek, którą może wykorzystać według własnego pomysłu). Sport znajduje swoje miejsce w każdym z tych obszarów. W czasie wolnym od obowiązków rodzinnych, szkolnych i zawodowych. Widzimy wtedy ojca kopiącego z synem piłkę w parku miejskim; dzieci uczęszczające na dodatkowe zajęcia z pływania w szkole; pracownika robiącego brzuszki w czasie przerwy w pracy (ale tak samo piłkarza grającego w ekstraklasie, związanego umową z klubem, który w wolnym czasie gra w tenisa); piłkarza grającego w lidze amatorskiej czy też naszego biegacza wokół blokowego. Sport jest także obowiązkiem. Widzimy wtedy rodziców gimnastykujących swojego bobasa, by mógł poprawnie funkcjonować ruchowo; ucznia uprawiającego sport w ramach zajęć wychowania fizycznego, ale także ucznia chodzącego do klasy sportowej, którego marzeniem i świadomym wyborem jest zostanie sportowcem; piłkarza występującego w ekstraklasie, związanego umową z klubem.

Oczywiście nie wszyscy ludzie uprawiają sport. Można ich do tego zachęcać (zwłaszcza dzieci i młodzież, ludzi starszych), a można też pozostawić sprawy własnemu biegowi. Ci, którzy sport uprawiają, wiele swojego wolnego czasu poświęcają nie tylko tej aktywności, która może być hobby, sportem amatorskim czy profesjonalnym, ale także czynnościom życia codziennego niezbędnym przy uprawianiu sportu (np. przygotowywanie napoju izotonicznego). Ci, którzy sportu nie uprawiają, bardzo często wiele czasu poświęcają czynnościom życia codziennego, takim jak czyszczenie kanapy i prostowanie koca na fotelu, by móc przy piwie i chipsach kibicować z całych sił.

Tomasz Chorab

 

czwartek, 11 luty 2016 16:54

Zdecydowana większość ludzi, których spotykam zastanawia się, czy e-sport (potocznie granie w gry) można nazwać uprawianiem sportu - sportów elektronicznych, jak sama nazwa wskazuje. Jako, że jestem jedną z tych osób, które twierdzą, że sport jest po to, by go uprawiać, a nie oglądać w telewizji, to odgrywał on zawsze ważną rolę (rekreacyjną) w moim życiu. Nie zawsze tak istotną jakbym chciał (gdy był czas), ale zawsze konkretną. Sport to jedna z tych rzeczy, które zapewniają najlepsze doznania wtedy, gdy się je uprawia, a nie jedynie ogląda (co najwyżej łączy uprawianie z oglądaniem w tym samym czasie). Pytanie brzmi jednak, czy dokładnie te same odczucia można przeżywać uprawiając e-sporty? Czy istnieją jakieś cechy wspólne między "prawdziwym" sportem i e-sportem? Dzisiaj chciałem skupić się na zjawisku potocznie zwanym pamięcią mięśniową, a dokładniej na wzorcach ruchowych, pamięci proceduralnej oraz "pamięci" noszącej tysiąc innych nazw. W sporcie jest ona często mylona z hipertrofią (rozrostem komórek/włókien mięśniowych) i hiperplazją (zwiększaniem liczby komórek/włókien mięśniowych). Czym więc właściwie jest tzw. pamięć mięśniowa?

Daniel 'zoNE' Gabryś
Zdjęcie: Daniel 'zoNE' Gabryś

wtorek, 24 listopad 2015 22:25

Polish Soccer Skills - charyzma, pasja, powołanie

 

Polish Soccer Skills to kompleksowy system szkolenia piłkarskiego dzieci i młodzieży, posiadający własną wizję i metodologię szkolenia, opierającą się na rozwijaniu indywidualnych umiejętności zawodników oraz wzmacnianiu ich pozytywnego nastawienia do zdobywania sukcesu

 

 Początki

- Polish Soccer Skills powstał w 2007 roku, kiedy zorganizowaliśmy pierwszy obóz, na który udało nam się znaleźć zaledwie szesnaścioro dzieci, a drugą część grupy stanowili zawodnicy, których zaprosiliśmy z domu dziecka – wspomina Krzysztof Kunik, współwłaściciel klubu – Dla porównania w bieżącym roku w naszych obozach wzięło udział ok. 4 000, a sumarycznie już 12 000 dziewcząt i chłopców.

Państwo Kunik stworzyli własny system szkoleń piłkarskich, zaczynając od swojego syna. - Jesteśmy rodzicami piłkarza, który, wydawało nam się, że jest świetnym zawodnikiem, ale jak doszło do porównania jego umiejętności z kolegami z Czech, gdzie wtedy mieszkaliśmy, to okazało się, że wcale nie jest aż tak dobrze – opowiada pani Ewelina Stępień-Kunik, współzałożycielka PSS. - Stwierdziliśmy, że tak jak dzieci uczące się języków obcych potrzebują korepetycji, tak potencjalni piłkarze wymagają szkoleń indywidualnych.

Państwo Kunik podeszli do tego zadania jak do projektu; przeprowadzili analizę SWOT, zdefiniowali silne i słabe strony umiejętności syna oraz określili, co trzeba poprawić i w jaki sposób. Tak narodził się pomysł, że należy się zająć nie tylko motoryką, ale i nastawieniem psychicznym młodych zawodników, które często nie było najlepsze ze względu na zaniedbania systemu szkolnego w naszych szkołach. Dlatego zaczął powstawać duży projekt, do którego zaproszono trenerów polskich i zagranicznych; z Holandii, Anglii i Niemiec. Przyczynili się oni do stworzenia systemu szkoleniowego, który jest uszyty na miarę potrzeb młodych piłkarzy i ma na celu pomóc im maksymalnie rozwinąć ich umiejętności.

Stypendia zagraniczne

czwartek, 05 listopad 2015 20:41

Marcin Rosengarten: Polak w najlepszym klubie świata to brzmi dumnie. Oswoiłeś się już z tym, że grasz w Barcelonie?

Kamil Syprzak: Musiało już dotrzeć, bo wiadomo jakim klubem jest Barcelona. To, że tam trafiłem wiąże się z dużą odpowiedzialnością i presją, bo jak wiadomo oczekiwania są takie, że każdy mecz musimy wygrać. Radzę sobie z tym. Myślę, że już w miarę dobrze wkomponowałem się w drużynę. Daję sobie jeden sezon na wejście na optymalny poziom. Rozmawiałem z zawodnikami, którzy kilka lat grają w Barcelonie i wspominali, żebym zbyt wiele nie oczekiwał od siebie w pierwszym roku, ale oczywiście w każdym meczu staram się grać najlepiej jak potrafię.

 DSC5964

Barcelona to brzmi dumnie?

Zdecydowanie tak. Myślę, że marzeniem każdego zawodnika jest gra w Barcelonie. Moim było również. Teraz mam szanse je zrealizować.

To w takim razie sprawdźmy co wiesz o klubie, o którym zawsze marzyłeś. Jakie jest hasło Barcelony?

Un mes que un club.

A po polsku?

Więcej niż klub.

Barcelona to rzeczywiście więcej niż klub?

Po tych kilku miesiącach przekonałem się na własnej skórze, że rzeczywiście człowiek nie musi się o nic martwić i skupia się tylko i wyłącznie na piłce ręcznej. Takie proste rzeczy jak pranie, kosmetyki, buty, przychodzisz na trening i wszystko jest gotowe. Czasami czuję się jak dziecko. Jadę na trening i skupiam się tylko i wyłącznie na piłce ręcznej.

 DSC5904

Sukces Barcelony składa się z tego miliona detali?

Można tak powiedzieć. Z drugiej strony oczywiście wszystko inne jest na najwyższym poziomie. Przykładem jest opieka medyczna, leczymy się w klinice, w której pracuje 180 lekarzy, a budżet jest większy niż ten, którym dysponuje większość polskich klubów. Tak powinno być, jeżeli się myśli o budowaniu wielkiego klubu.

Na korytarzach miałeś już okazję spotkać Messiego, Neymara czy Suareza?

Nie, ale codziennie mijam samego siebie (śmiech), bo na ścianie wisi moje zdjęcie. Poczułem się już częścią Barcelony. Piłkarze nożni trenują w innym miejscu, nie na Camp Nou tylko pod Barceloną. Mieszkam niedaleko tego ośrodka, kilka razy miałem okazję już tam być i co prawda Messiego jeszcze nie widziałem, ale spotkałem m.in. Andresa Iniestę.

 DSC5861

Jak wygląda życie w jednym z najpiękniejszych miast świata?

Rzeczywiście, to jedno z najlepszych miast do życia. Widziałem już całkiem sporo. Byliśmy w Muzeum Picassa, odwiedziliśmy Sagradę Familię, to jest klasyka gatunku, tam po prostu trzeba być. Polecam Barcelonę na każda okazję. Na pewno nie da się nudzić w stolicy Katalonii.

Ulubione restauracje już masz?

Tak mam dwie ulubione, jedna jest włoska (śmiech) wolę włoską kuchnię. Sporo czasu spędzam też w domu, bo lubię się napić kawy na słonecznym tarasie w towarzystwie żony.

 DSC5909

Na ramblach już jesteś rozpoznawalny?

Na świątyni złodziei (śmiech) jeszcze nie, chociaż zdarzyło się kilka razy, że ktoś mnie zaczepił. Kiedyś widziałem jak malutki chłopczyk ubrany w koszulkę Barcelony zaczął szarpać swoją mamę, która oczywiście nie wiedziała kim jestem, ale dziecko doskonale się orientowało.

Za niewiele ponad dwa miesiące odbędę się w Polsce mistrzostwa Europy. Zdajesz sobie sprawę, że oczekiwania również wobec Ciebie będą spore, bo obecnie jesteś jedną z czołowych postaci w polskiej piłce ręcznej.

 DSC5988

Ja tak na to nie patrzę, chociaż zdaję sobie sprawę, że oczekiwania wobec mnie będą wyższe niż jeszcze rok temu. Zawsze daje z siebie wszystko, aby pomóc drużynie w osiągnięciu celu. A co do mistrzostw, to marzeniem każdego sportowca jest gra przed własną publicznością a już w ogóle super byłoby, gdybyśmy zdobyli medal. Jeżeli zdrowie dopisze, to rzeczywiście mamy szanse, wierzymy w to, że niesieni dopingiem kibiców zajdziemy daleko.

Przed Wami turniej w Gdańsku jeden z ostatnich etapów przygotowań do Euro, rywale bardzo mocni, zapowiada się ciekawy i emocjonujący weekend w ERGO ARENIE.

Turniej jest naprawdę bardzo mocno obsadzony. Będziemy mogli sprawdzić w jakiej jesteśmy formie. Pierwszy mecz gramy z Rosją, to mecze zawsze z podtekstami. Zapraszam wszystkich kibiców do Gdańska w sobotę i niedzielę. Po raz ostatni przed mistrzostwami Europy zagramy dla Was w Trójmieście.

Międzynarodowy Turniej Piłki Ręcznej odbędzie się w najbliższy weekend, 7-8 listopada w hali ERGO ARENA w Gdańsku. Oprócz reprezentacji Polski wystąpią: wicemistrz olimpijski Szwecja, czwarta drużyna świata Hiszpania oraz Rosja. Będzie to jeden z ostatnich etapów przygotowań do styczniowych Mistrzostw Europy, które odbędą się w Gdańsku, Katowicach, Krakowie oraz we Wrocławiu. W sprzedaży są jeszcze bilety, można je nabyć za pośrednictwem strony internetowej www.ebilet.pl. Dla kibiców przygotowanych zostanie sporo atrakcji m.in. będzie można zobaczyć trofeum, które w styczniu przyszłego roku odbiorą Mistrzowie Europy. Turniej w Gdańsku będzie kolejnym przystankiem Trophy Tour, dlatego przed ERGO ARENĄ powstanie specjalna Strefa EURO 2016 z szeregiem zabaw i aktywności, która otwarta będzie w sobotę od 12.00 natomiast w niedzielę od 15.00. Podczas turnieju odbędzie się również premiera hymnu Mistrzostw Europy Piłkarzy Ręcznych Polska 2016, którego wykonawcą będzie jeden z Ambasadorów EURO 2016 Mika Urbaniak. Piosenka „Come Play With Us” po raz pierwszy zostanie zaprezentowana przed niedzielnym finałem. Tego samego dnia zaprezentowani zostaną również Ambasadorzy EURO 2016 w Gdańsku.

 DSC6002

PROGRAM TURNIEJU

Sobota, 7 listopada:

godz. 15:00 - Hiszpania - Szwecja

godz. 17:30 - POLSKA - Rosja

Niedziela, 8 listopada:

godz. 17:30 - mecz o 3. miejsce

godz. 20:00 - finał

Messi

środa, 04 listopad 2015 07:23

 

Bobby Moore - synonim elegancji, narodowej dumy, skromności oraz wysokich piłkarskich umiejętności

 

Jeśli mielibyśmy wskazać piłkarza, który byłby synonimem elegancji, dostojności, narodowej dumy, skromności, wysokich piłkarskich umiejętności, synonimem sukcesu i szacunku, jakim był powszechnie darzony– myśl o wyborze Bobby’ego Moore’a nadeszłaby lotem błyskawicy.

 

statue BobbyMooreJego wyprostowana sylwetka daleka była od pełnej pychy postawy kolonizatorów świata, odzwierciedlała najlepsze cechy, jakie Brytyjczycy wnieśli na piłkarskie poletko. Bobby Moore to legendarna kapitańska „6” na koszulce z emblematem brytyjskich lwów, „6” równoważna „14” Cruyffa w holenderskiej piłce, to symbol i pomnik angielskiego futbolu. To jego kapitańskie ręce uniosły w górę Puchar Rimeta, piękną złotą statuetkę dla Mistrzów Świata w piłce nożnej roku 1966. Anglicy nigdy nie powtórzyli tego sukcesu. Moore reprezentacyjną koszulkę zakładał 108 razy, rozegrał także osiem meczów w drużynie Under 23 i osiemnaście (rekord) w młodzieżówce.

Legendarny Pele twierdził iż Bobby Moore był „the greatest defender” przeciwko jakiemu kiedykolwiek grał. Zaś Alf Ramsey uważał, że Anglia nie zdobyłaby tytułu Mistrzów Świata bez Bobby’ego, jako kapitana.

Wielu znawców futbolu podkreślało jego pewność gry, a przy tym grację, elegancję, styl, inteligencję i wizję boiskowych potyczek. W 1966 roku w dorocznym plebiscycie „Złota Piłka” francuskiego pisma France Football Bobby Moore uplasował się na 4 miejscu ustępując jedynie Bobby’emu Charltonowi, Eusebio i Beckenbauerowi. Po świetnym występie na meksykańskich mistrzostwach (1970) dziennikarze uznali Moore’a drugim piłkarzem świata. Od angielskiego obrońcy wyżej stawiano jedynie niemieckiego snajpera, króla strzelców MŚ, środkowego napastnika Gerda Müllera.

Wiele lat później, kiedy angielska federacja piłki nożnej budowała nowy stadion Wembley, kibice zdecydowali, że jeśli u jego wrót stać ma czyjś pomnik, będzie to sylwetka kapitana złotej jedenastki. Jest to imponujący sześciometrowy, ważący ponad 2 tony postument, na miarę i wagę wielkości angielskiej piłki, którą symbolizuje jej ówczesny kapitan.

Bobby Moore urodził się 12 kwietnia 1941 roku w Barking, niedużym miasteczku w granicach hrabstwa Essex, miasteczku które w 1965 roku włączone zostało administracyjnie do Londynu i dziś stanowi jedną z jego wschodnich dzielnic. Był jedynym synem Roberta i Doris. Jako 17-latek zadebiutował jesienią 1958 roku w pierwszym składzie londyńskiego klubu West Ham. Barw tego klubu bronić będzie przez wiele lat, przysparzając mu największych sukcesów w całej historii, sukcesów które definitywnie powiązane będą właśnie z postacią kapitana jedenastki.

W tym czasie klubową młodzież trenował Malcolm Allison –ceniony piłkarz, którego kariera przegrała z gruźlicą. To od niego Bobby nauczył się piłkarskiej filozofii, również tej „pierwszej reguły piłkarskiej” – „Jeśli dostaniesz piłkę, kto będzie tym do kogo ja podasz?”.

W 1960 roku Moore zaliczył cały sezon występów w pierwszym składzie. Obok niego w drużynie West Ham grali Geoff Hurst i Martin Peters, z którymi osiągnie wkrótce największe, nie tylko klubowe, ale także reprezentacyjne sukcesy. Trenerem West Ham był wtedy Ron Greenwood, a sukcesy klubu okażą się trampoliną dla całej angielskiej piłki.

Pierwszy występ w reprezentacji Anglii Moore zaliczył w wieku 21 lat. Był rok 1962. Anglicy zapewnili sobie prawo udziału w chilijskich Mistrzostwach Świata. Zakończyły się one dla nich w fazie ćwierćfinałów. Bobby rozegrał wszystkie cztery mecze, włącznie z ćwierćfinałową porażką z późniejszym triumfatorem całego turnieju - Brazylią. Od tego momentu rozpoczyna się piłkarska kariera pełna międzynarodowych sukcesów. Już w roku 1963 Bobby został wybrany do składu reprezentacji Anglii na prestiżowy pojedynek przeciwko drużynie Reszty Świata, jaki miał odbyć się na Wembley. W 1964 roku jako kapitan wzniósł na tym samym stadionie w geście triumfu Puchar Anglii, po zwycięstwie West Ham nad Preston. Jego świetna gra oraz klubowe sukcesy przyczyniły się do wybrania go Piłkarzem Roku w Anglii. Mając 23 lata był najmłodszym piłkarzem, któremu przyznano ten tytuł. Był już wtedy kluczowym zawodnikiem reprezentacji, którą niedawno objął Alf Ramsey. Rok później (1965) poprowadził West Ham do zwycięstwa nad TSV Monachium w finale Pucharu Zdobywców Pucharów, a trener Greenwood określił jego grę w tym spotkaniu jako technicznie perfekcyjną.

wembley

Mimo że Moore był pracowitym i zdyscyplinowanym sportowcem, miał jeszcze czas na życie osobiste. Christinę znał od czasu kiedy mieli po 16 lat. Pobrali się w czerwcu 1962 roku. Trzy lata później urodziła się córka Roberta, zaś po kolejnych trzech syn - Dean.

W roku 1966 Anglia była gospodarzem Mistrzostw Świata. Już chociażby z tego powodu należała do ścisłego grona faworytów. Jej siłę dokumentować miał zmysł taktyczny trenera Ramsey’a oraz wyrównany skład, z kilkoma wybitnymi zawodnikami, wśród których byli Bobby Charlton, Gordon Banks i Bobby Moore, pełniący zaszczytną funkcję kapitana drużyny. Zawodnikami od „czarnej roboty” byli Jackie Charlton i Nobby Stiles, płuca drużyny reprezentował Alan Ball, zaś bramkarz Gordon Banks zarażał kolegów pewnością swej gry. Turniej ten wyniósł angielską piłkę na wyżyny. Gospodarzom nieco pomógł fakt, iż rozgrywali wszystkie swe mecze na stadionie Wembley. Był to istotny czynnik, zwłaszcza podczas półfinałowego spotkania z Portugalią, która swe dotychczasowe mecze grała w Liverpoolu na stadionie Evertonu, i na ten ważny mecz musiała się przenieść do Londynu. Kluczowe role w angielskiej drużynie odgrywali trzej zawodnicy klubu West Ham, co dobitnie potwierdził zwycięski mecz finałowy Anglii z Niemcami. Geoff Hurst (3) i Martin Peters zdobyli wszystkie bramki, zaś kapitańska opaska, jaką nosił Bobby Moore pozwoliła jemu właśnie odebrać z ozdobionych eleganckimi rękawiczkami rąk królowej Elżbiety Puchar Rimeta. Bobby Moore uznany został najlepszym graczem mistrzostw, choć konkurencję (Eusebio, Bobby Charlton, Gordon Banks) miał ogromną.

Rok później odebrał prestiżowy Order Imperium Brytyjskiego (OBE) za zasługi dla piłki nożnej. W 1968 roku odbyły się, traktowane jeszcze wtedy z lekkim przymrużeniem oka, Mistrzostwa Europy, na których Anglicy pokonani w półfinale przez Jugosławię i jej asa Dragana Dźajića zdobyli jedynie brązowy medal.

Pokazem dojrzałości i doskonałości w grze Moore’a okazały się być kolejne Mistrzostwa Świata - w Meksyku (1970). Dostępna dziś na DVD dokumentacja meczowa z jego udziałem (legendarne pojedynki West Ham oraz wszystkie mecze Anglików z MŚ w 1966 i 1970) potwierdzą, iż w Meksyku doprawdy wzniósł się on na wyżyny. Trudno nie docenić tak dobrze grającego kapitana Anglików. Jego wślizgi, odbiory piłki, podania, spokój w grze, elegancja i sposób kierowania defensywą były doprawdy imponujące.

Trzeba jednak nadmienić, iż poza boiskowe okoliczności dla Anglików, zwłaszcza ich kapitana były dramatyczne. Południowa Ameryka, którą bardziej mentalnie niż geograficznie reprezentował Meksyk głodna była rewanżu. Po tym jak Europa „zabrała” w 1966 tytuł Ameryce, przyzwyczajonej do sukcesów dzieki kolejnym zwycięstwom Brazylii w 1958 i 1962; po tym jak wyrzucono na Wembley argentyńskiego piłkarza, osłabiając drużynę w ćwierćfinale właśnie w meczu z Anglią; po tym jak Schnellinger wybił ręką piłkę z okienka niemieckiej bramki, a sędzia tego nie dostrzegł, każąc potem sfrustrowanych Urugwajczyków usunięciem zawodnika z boiska, i jak zamiast 1-0 dla Urusi stało się 4-0 dla Niemców, kończących mecz z przewagą dwóch zawodników; po tym jak w prasie ukazały się słowa o „zwierzęcym zachowaniu piłkarzy z Południowej Ameryki” jakie miał wypowiedzieć Ramsey -....jakiś rewanż musiał nastąpić. Teraz to Anglicy byli „animals, british animals”. W dodatku – któż nie zna hasła „bić mistrza”?

Już na początku południowoamerykańskiego wojażu Bobby Moore został oskarżony o kradzież diamentowej bransoletki w hotelowym sklepie jubilerskim. („To tak jakby oskarżyć Matkę Teresę o znęcanie się nad dziećmi” - powie Gordon Banks). Pozostawiony bez pomocy prawnej, nie znający języka, przebywający w obcym kraju kapitan reprezentacji został aresztowany. Informowała o tym prasa na całym świecie. Ostatecznie zdołał dołączyć do drużyny tuż przed pierwszym meczem, ale najpierw przeżył pobyt w celi, przesłuchania i inne niezwykle frustrujące sytuacje. Sprawa ciągnęła się aż do roku 1975, kiedy ją ostatecznie zamknięto, definitywnie oczyszczając imię kapitana angielskiej drużyny.

Na porządku dziennym były też inne prowokacje. Anglikom zabroniono wwieść do Meksyku własną żywność. Na wchodzących na murawę piłkarzy wylewała się lawa antypatycznych zachowań, okrzyków, sypały się orzeszki, pomarańcze, monety, a zapewnienie bezpieczeństwa zawodników w trakcie meczu było ciągle dalekim punktem na liście działań organizacji futbolowych. Drużyna mimo to wierzyła, że zdoła powtórzyć sukces sprzed czterech lat. Jej skład oparty na weteranach wzbogacony był o nowe twarze - Alan Clarke, Collin Bell, Francis Lee czy Alan Mullery. Po skromnych zwycięstwach nad Rumunią i Czechosłowacją oraz porażce z Brazylią Anglia wyszła z grupy. Pele po meczu z Anglikami żegnał się z Moore’m słowami - „See you in the finale”. Jednakże Anglicy w ćwierćfinale trafili na Niemców. Przegrali. Wprawdzie zaczęło się dobrze - Mullery i Peters wyprowadzili drużynę na dwubramkowe prowadzenie, lecz Beckenbauer i Seeller wyrównali pod koniec meczu (do czego przyczyniło się zejście Charltona przy stanie 2-1), a w dogrywce Gerd Müller w swoim stylu dobił rywali.

W eliminacjach do kolejnych mistrzostw świata (1974) Anglia trafiła na Polskę. Tę historię znamy wszyscy bardzo dobrze. Można się jedynie zastanawiać, jak długo jeszcze pozostanie ona naszym wspominanym przez lata piłkarskim Grunwaldem.…

Paradoksalnie, dla nas Polaków, Bobby Moore stał się niejako kimś, kto wręczył nam „klucze do piłkarskiego raju”. Zwycięstwo na chorzowskim stutysięczniku z Anglią (2-0 w 1973 roku) zawdzięczamy jego kiksowi, po którym Lubański zdobył pieczętującą nasz sukces bramkę. W legendarnym rewanżu na Wembley Moore nie został już w ogóle wystawiony do składu. Zagrał jeszcze pożegnalny mecz towarzyski z Włochami, który był jego 108 występem w reprezentacji, rekordem pobitym dopiero wiele lat później przez niezniszczalnego bramkarza - Petera Schiltona (zaliczył w sumie 125 reprezentacyjnych występów). Moore zakładał opaskę kapitana w 90 meczach reprezentacji. Tylko trzynaście z nich Anglia przegrała. Anglicy nie zakwalifikowali się do dwóch kolejnych finałów MŚ w 1974 i 1978 roku, mimo dominacji na europejskim podwórku klubowym (Liverpool, Nottingham wygrywali kolejne edycje PEMK). Na mistrzostwach świata zagrali dopiero po 12 latach (!). Niezbyt chlubny koniec reprezentacyjnej kariery Moore’a był zatem symbolicznym kresem sukcesów narodowej piłki angielskiej. Był też powiązany z końcem Alfa Ramsey’a jako trenera, końcem złotej ery angielskiego futbolu.

Moore nie tylko zakończył swą reprezentacyjną karierę, ale na fali zachodzących i związanych z wiekiem zmian po 16 sezonach opuścił swój macierzysty klub - West Ham. Rozegrał w nim 642 mecze, co po dziś dzień stanowi klubowy rekord. Co ciekawe, rok później (1975) ze swym nowym klubem (Fulham) dotarł do finału Pucharu Anglii rozgrywanego jak nakazuje tradycje na stadionie Wembley, gdzie rywalizował.... ze swym poprzednim klubem. Fulham przegrał z West Ham 0-2.

poniedziałek, 31 sierpień 2015 15:12

Pasja, zaangażowanie i determinacja

Łucznictwo jest sportem rzadko pokazywanym w telewizji. Mimo to, wiele ludzi w różnym wieku trenuje i darzy dziedzinę wielką pasją. Nastoletni łucznicy zrzeszeni w klubie UKS Grot w Rudzie Śląskiej, którzy ciężko trenują pod pilnym okiem trenera, mogą poszczycić się już zwycięstwami w ważnych wydarzeniach sportowych. Czyżby na naszych oczach rozwijała się kadra, która w przyszłości może sięgnąć po olimpijskie złoto? Dziś zapytamy trenera Dariusza Wyciślika i wiceprezesa klubu Michała Porębskiego o drogę młodych ludzi po medale w łucznictwie oraz samych mistrzów: Patrycję Boniek i Mateusza Porębskiego o ich przepis na zwycięstwo.

Alicja Szwanc: Dlaczego postanowiliście uprawiać łucznictwo?

Mateusz: Ja chciałem z czegoś postrzelać. Początkowo pojechałem na strzelnicę do Chorzowa, gdzie dostałem do ręki broń palną, jednak to nie było dla mnie. Potem znalazłem w Internecie informację oklubie UKS Grot i rozpocząłem treningi.

Patrycja: Chciałam spróbować czegoś nowego, czegoś innego. Postanowiłam pojechać do klubu, żeby zobaczyć, jak to będzie. Chwyciłam za łuk i zaczęło mi się to coraz bardziej podobać. Zaczęłam jeździć na wszystkie treningi i tak już zostałam :) Jestem tutaj już dwa lata i nie żałuję czasu spędzonego na treningach i wszystkich zawodów. To piękna sprawa być tu, strzelać i rozwijać swoje umiejętności oraz osiągać sukcesy.

A.S.: Opowiedzcie krótko o Waszych największych sukcesach.

M: Naszym największym sukcesem było zdobycie złotego medalu w XXI finale Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w miksie wraz z Patrycją oraz moje zwycięstwo w konkurencji indywidualnej.

A.S.: Wyjaśnijcie, proszę, na czym polega miks?

P: Strzelamy w parach, mężczyzna plus kobieta i zdobywamy punkty w pojedynkach. Za każdą zwycięską serię otrzymujemy 2 punkty, a za remis 1 punkt.

A.S.: Jakie były największe trudności na początku?

P: Na początku trzeba było popracować nad ustawieniem, techniką. Strzelanie nie było też naszą mocną stroną. Trener musiał wszystko na bieżąco korygować. Często się zdarzało, że podczas treningu pojawiały się błędy, które były sukcesywnie eliminowane, gdy to nie wychodziło, wkładaliśmy w zajęcia jeszcze więcej wysiłku.

poniedziałek, 30 listopad -0001 01:24

To będzie huczny jubileusz! Wielkimi krokami zbliża się jubileuszowa, dziesiąta edycja Żorskiego Biegu Ulicznego. W niedzielę 15 października  o godzinie 12:00 prawie dwa tysiące osób stanie do sportowej rywalizacji na ulicach Żor.

Zapisy do biegu głównego na dystansie  10 km ruszyły w połowie lipca, a obecnie do udziału w imprezie zgłosiło się już niemal 800 osób! Warto się pospieszyć, bo limit uczestników wynosi 950 osób.  

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama