reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Generacje i Dom
czwartek, 20 kwiecień 2017 10:23

Każdy wie, że wiosna wita nas promieniami słońca, odradzającą się zielenią i kwitnącymi kwiatami. Budzimy się godzinę wcześniej, nie zakładamy na siebie już tylu warstw ubrań, więcej czasu możemy spędzać na świeżym powietrzu, nasz tryb życia ulega zmianie, ale czy nasze mieszkanie?

 

1

Gdy nasze wnętrza współgrają ze zmieniającymi się porami roku, lepiej się nam funkcjonuje. Zmiany można manifestować na różne sposoby. Metod na odświeżenie mieszkania na wiosnę jest mnóstwo i wcale nie trzeba robić generalnej transformacji wnętrz, by poczuć wiosnę w swoim domu i nastawić się na lato! Wybraliśmy dla was najbardziej praktyczne i szybkie sposoby.

 

Roślinność

Zaczął się sezon ogrodowy i ten czas możemy wykorzystać również do zasadzenia nowych roślin doniczkowych w naszym domu. Mogą to być pięknie kwitnące kwiaty np. Storczyk, Orliczka (Pteris), Fiołek afrykański, Hipeastrum (zwartnica), które będą ozdabiać nasze okna. Większe rośliny doniczkowe, które ustawimy w dowolnym miejscu w salonie, holu czy sypialni to np. Sagowiec (Cycas), Dracena, Szeflera. Mają one od 1 do 2 metrów wysokości, więc ożywią każde wnętrze i będą się w nim atrakcyjnie prezentować. W kuchni możemy uprawiać w doniczkach własne zioła np. miętę, bazylię, melisę, koperek, szczypiorek czy tymianek. To praktyczne rozwiązanie, które doda smaku nie tylko potrawom, ale także wnętrzu kuchni. Na zioła dostępne są pojedyncze doniczki, jak i połączone ze sobą donice i skrzynki, które możemy wybrać i dopasować do stylu naszej kuchni. Zyskamy funkcjonalną dekoracja, która wyjdzie nam na zdrowie. A jeśli się o nie troszczymy, możemy jeszcze zdecydować się na rośliny pochłaniające toksyny z powietrza, które będą nam oczyszczać powietrze i produkować tlen. Są idealne zwłaszcza w miastach, które mają problem ze smogiem. Mieszkając w takim środowisku możemy zdrowo oddychać i przy okazji urozmaicić ścianę lub półki w sypialni czy pokoju dziennym. Rośliny absorbujące toksyny z powietrza i produkujące tlen to: Areka żółtawa, Sensewieria gwinejska (wężownica), Rafidofora złota. Aby wyprodukowały tlen dla jednej osoby potrzeba ich jednak więcej, np. Sensewierii gwinejskiej 6-8 sztuk o wysokości ok. 70 cm.

Wiosenne akcenty

2Warto zadbać, aby we wnętrzu były obecne akcenty, które kojarzą się nam z wiosną i które będą na nas pozytywnie wpływać. Najbardziej oczywiste są kwiaty i one oprócz tego, że w wazonie mogą się znaleźć jako wzór na wielu przedmiotach. W kwiecisty motyw znajdziemy obrus, pościel, poszewki na poduszki np. na kanapę w salonie, podkładki, serwetnik, pled, dozownik na mydło, zastawę obiadową, sztućce itd. Po wejściu do sklepu z dekoracjami naszym oczom ukażą się steki rzeczy przeznaczonych na okres wiosnny. Wybierzmy to, co będzie dla naszych wnętrz najbardziej odpowiednie i przydatne. Jeśli mamy np. wzorzystą tapetę przy stole w jadalni, równie wzorzysty obrus w kwiaty spowoduje nieestetyczne stłumienie, ale np. serwetnik z ciekawym motywem lub miska na sałatkę będą miłym akcentem. Nie przesadzajmy też z ilością intensywnych detali, żebyśmy mogli spokojnie wypocząć lub skupić się na obowiązkach. Przy stoliku nocnym wystarczy wazon z kwiatami lub ramka, do której włożymy zdjęcie kwiatów np. z motywującym hasłem.

Przemeblowanie

Jeśli potrzebujemy większej zmiany, to przemeblowanie może okazać się świetnym wyjściem. Przemeblowując gabinet czy pokój dziecięcy, możemy wpaść na pomysł bardziej funkcjonalnego rozstawienia mebli i w ten sposób np. zyskać więcej miejsca. Warto spróbować, jeśli dotychczasowy układ pomieszczenia nam nie do końca odpowiada. Przy przemeblowaniu ważna jest organizacja przestrzeni, aby poruszało się nam łatwiej i wygodniej. Możemy także odpowiednio posegregować rzeczy i poukładać w szufladach np. w poręczne koszyczki, dzięki czemu będziemy mieć porządek i szybciej znajdziemy, to czego będziemy potrzebować. Wnętrzu szafy czy szuflady można dodać koloru stosując kolorowe lub z ciekawą grafiką pudełka i koszyczki. Gustowna organizacja sprawi, że całość będzie prezentować się harmonijnie, ale nie nudno.

 

Magdalena Gospodarek

piątek, 24 czerwiec 2016 10:17

Bardzo łatwo znaleźć informacje na temat tego, jak należy przygotować mieszkanie na nadejście dzieci. Nie każdy jednak pamięta o tym, że osoby starsze również mają specyficzne potrzeby. Z wiekiem dom, który kiedyś dawał wygodę i poczucie bezpieczeństwa, może stawać się coraz mniej przyjazny. Jak urządzić wnętrze, które będzie komfortowe dla seniora?

Sypialnia

Wydawałoby się, że emerytura jest okresem w życiu człowieka, w którym ma on okazję wypocząć. Paradoksalnie jednak, właśnie w podeszłym wieku pojawiają się problemy ze snem, a także dolegliwości bólowe, przeszkadzające w swobodnym poruszaniu się. Pamiętajmy, że pomieszczenie przeznaczone dla seniora powinno znajdować się na parterze. Codzienna wędrówka po schodach może być zbyt wymagająca i uciążliwa, ponadto zwiększa ryzyko upadku i złamania coraz bardziej kruchych kości.

Bardzo ważny jest odpowiedni dobór łóżka. Nie powinno ono być zbyt miękkie, głębokie ani niskie – najlepiej, by sięgało mniej więcej do kolan. Bardzo praktycznym rozwiązaniem jest regulowany stelaż, pozwalający na uniesienie głowy lub zmęczonych nóg. Przytulności pomieszczeniu dodadzą ciepły koc oraz dużo miękkich poduszek. W przypadku osoby, która wymaga stałej opieki, należy zainwestować w specjalistyczne łóżko wyposażone w regulowaną wysokość, możliwość ustawienia w pozycji stojącej, barierki zapobiegające wypadnięciu oraz dostęp z trzech stron.

Bezpośrednio przy miejscu do spania powinna znajdować się mała szafka lub stolik, na które senior będzie mógł odstawić szklankę z wodą czy herbatą, okulary, leki oraz książkę. Przyda się również mała lampka do czytania.

W pokoju osoby starszej powinien znaleźć się także fotel, komoda oraz miejsce do wyeksponowania zdjęć, pamiątek lub laurek od wnucząt. Warto tak zaaranżować pomieszczenie, by umożliwić przyjmowanie w nim gości. Dobrym pomysłem może być również zapewnienie seniorowi oddzielnego telewizora i radia.

piątek, 24 czerwiec 2016 09:34

Jednym z najczęściej wybieranych sposobów na stworzenie aranżacji pomieszczenia jest obecnie styl skandynawski. Jego popularność jest jak najbardziej zrozumiała: sprawia on, że wnętrza są jasne, przestronne, nieprzeładowane, a przy tym przytulne i przyjazne. Jak dobrać poszczególne elementy wystroju, by uzyskać pożądany efekt?

Źródłem skandynawskiej prostoty jest inspiracja światem natury. Wnętrza te charakteryzują się więc minimalizmem oraz funkcjonalnością. Znakiem rozpoznawczym tego stylu jest umiejętne wykorzystanie i łączenie stonowanych kolorów: szczególnie bogatej palety różnych odcieni bieli i szarości. Wbrew pozorom, podczas tworzenia aranżacji najtrudniejsze może okazać się zachowanie umiaru i bezpretensjonalności. W dzisiejszym świecie pełnym chaosu łatwo jest o zbyt dużą liczbę przedmiotów oraz tworzony przez nie bałagan. Jeśli jednak zadamy sobie trochę trudu i z sukcesem stworzymy eleganckie, oszczędne wnętrze, pomoże nam ono wyciszyć się i oczyścić z codziennego zgiełku. Słowa klucze potrzebne do zrozumienia stylu skandynawskiego to: równowaga, umiar i harmonia. Cechy te pomagają nam poczuć się bezpiecznie, a także efektywniej pracować i odpoczywać. Warto zauważyć, że tego typu stylistyka jest bardzo uniwersalna i odpowiednia dla różnych wnętrz. Z powodzeniem zastosujemy ją zarówno w kuchni, jak i w salonie, przedpokoju, sypialni czy pokoju dziecięcym.

piątek, 17 czerwiec 2016 09:12

Miasto Zabrze już po raz dziesiąty zaprasza do Miejskiego Ogrodu Botanicznego na Festiwal Kwiatów, który odbędzie się 25-26 czerwca.

Tegoroczny edycja imprezy to przegląd najciekawszych i cieszących się największym uznaniem publiczności dotychczasowych wydarzeń. Obfitować będzie w warsztaty dla dużych i małych, zabawy z Szalonym Naukowcem i robotami, produkcję śniegu czy prądu z soku owocowego i wiele innych atrakcji dla dzieci, w tym przedstawienie utalentowanych przedszkolaków–wierszolaków. Miłośnicy produktów ekologicznych również zajdą coś dla siebie – od stoisk ze zdrową żywnością, sadzonek ziół po torby filcowe i kolczyki plecione na szydełku. No i oczywiście kwiaty! Kolorowe krzewy, byliny, jedno czy dwuletnie – od koloru do wyboru. Co to za festiwal bez muzyki? Na scenie usłyszeć będzie można takich artystów, jak Blues Bazar, TSE, Górnicza Orkiestra Dęta „Makoszowy” i gwiazdy imprezy – zespołu Beltaine, reprezentującego celtycki nurt muzyczny oraz budzący niezwykłe emocje, pobudzające zmysły Teatr Ognia. Organizatorami są Miasto Zabrze, Centrum Organizacji Pozarządowych, Miejski Ogród Botaniczny, Miejski Ośrodek Kultury. Wstęp wolny! 

Czesław Zdechlikiewicz

sobota, 04 czerwiec 2016 09:18

Zapraszamy do obejrzenia Panelu III z konferencji Kobieta Charyzmatyczna, który odbył się 17.03.2016 w Teatrze "Kamienica" w Warszawie.

 

 

W trzeciej części spotkania omówiono temat kobiet, które postanowiły samodzielnie wybudować dom. Temat wydawałoby się męski został zdominowany przez panie. Wśród panelistek znalazły się: Alina Strześniewska, Prezes Zarządu, MFM Sp. z o.o., właścicielka Radio Kolor – wiele lat, z przygodami budowała rodzinny dom, Elżbieta Nemś, dyrektor Zabrzańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, działaczka społeczna, Krystyna Pluta, 80-letnia, wice-prezes Koła Seniora w Gliwicach, działaczka społeczna na rzecz dzieci z domów dziecka, od niedawna podróżniczka, a także inne kobiety, które niemalże same wybudowały domy, np. Edyta Fatyga – zawodowa kuratorka rodzinna czy Joanna Głowacka-Kareł, lekarz-radiolog. Wiele przydatnych informacji przekazała także Zofia Rosińska, inż. budownictwa, współwłaścicielka firm: Drewo Haus aro Drewo Baum, która zbudowała setki ekologicznych oraz ekonomicznych budynków metodą szkieletową. Następnie Ewelina Stępień-Kunik, matka trójki dzieci opowiedziała o pasji rodzinnej – piłce nożnej oraz celach własnej firmy: Polish Soccer Skills. Bożena Czerwińska, doktorantka pedagogiki, terapeutka, mediatorka, opisała problem dzieci i rodziców cierpiących z powodu zespołu Aspergera. Magdalena Górska-Rudzka, specjalista ds PR Dr Irena Eris wypowiedziała się na temat wspierania talentów dzieci, w tym własnej córki, która uwielbia projektować sukienki. Sławomira Puchała właścicielka i założycielka firmy oraz twórca marki Victoria Day Spa zaprosiła wszystkich gości, a szczególnie panelistki, które już zbudowały swoje domy i zadbały o rodzinę do relaksu w jej gabinetach kosmetycznych.

sobota, 12 marzec 2016 10:33

Ekologia i ekonomia

 

Kasia wybudowała setki domów dla klientów, trzy dla siebie i rodziny. Gdzie mieszka obecnie? W domu ukochanego… Najpierw zobaczyła jego piękny dom przy drodze, którą jechała do pracy, potem zdobyła się na odwagę, żeby powiedzieć mu, co myśli o jego guście, aż w końcu wyszła za niego za mąż i wprowadziła się do budynku, którego nie zbudowała...

 

sobota, 12 marzec 2016 09:42

Marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc!

Agata wybudowała sobie własny dom, bo od zawsze było to jej marzeniem. Chociaż jej koleżanki zrobiły podobnie, to ona jako jedyna z nich nie kupiła go, lecz budowała od podstaw. Dlaczego miałby to być dla niej problem, skoro już kiedyś wcześniej była odpowiedzialna za podobne przedsięwzięcie, tyle, że jej poprzedni dom, w którym mieszkała z mężem był dwa razy większy. Teraz jednak musiała bardziej pilnować kosztów, żeby zmieścić się w ustalonym budżecie.

Agata uważa, że nie mogłaby żyć pełnią życia w bloku. Mieszkając w nim, czuła się jak w klatce. - Jak tylko pobraliśmy się z mężem, zaczęliśmy odkładać pieniądze na dom. Na początku jednak kupiliśmy 40-metrowe M3. Po kilku latach wzięliśmy kredyt - zaczyna swoją opowieść.  W końcu udało się im jednak zbudować ponad 200-metrowy piękny i luksusowy dom. Mąż zarabiał więcej, więc budową i prowadzeniem domu zarządzała ona. Przez jakiś czas Agata czuła się tam szczęśliwa. Kiedy jednak stwierdziła, że nie jest jedyną kobietą w życiu swojego męża, zażądała rozwodu i sprzedaży domu, a następnie podzielenia uzyskanej kwoty. - Kiedy sprzedawaliśmy dom, to klienci najpierw zwracali się z pytaniami do niego, ale szybko spostrzegali, że on niewiele wie o nim, więc mówili już tylko do mnie - opowiada. Pani architekt, wykładowca na Politechnice, podczas dokonywania wyceny domu, jest pod wrażeniem projektu, wykończenia i dobrego stylu – nie może uwierzyć, że właścicielka nie ma formalnego wykształcenia w tym kierunku. - To mnie bardzo podbudowało. Powiedziała, że wszystko jest tak dobrze dobrane i najwyższej jakości, zapytała czy ja coś w tym kierunku studiowałam – wspomina kobieta.

W nowym domu Agata będzie mieć już znacznie tańsze materiały, chociaż też atrakcyjne. Stwierdza, że nie warto inwestować w aż tak drogą armaturę, np. wcześniej miała umywalkę za 1000 zł, a tu za 400, a design jest podobny, a nawet ta tańsza jest ładniejsza. Na początku myśli, że to, co droższe jest lepsze, a to nie zawsze prawda, bo wiele materiałów budowlanych wysokiej jakości udaje się jej kupić na wyprzedażach.

 

Przygotowania

Terenu pod budowę zaczyna szukać już dzień po rozwodzie. Jedzie do dzielnicy swojego miasta, która jej najbardziej odpowiada i pyta mieszkańców o wolne działki. - To była taka śmieszna historia, bo zapukałam akurat do drzwi dewelopera, a on powiedział mi, że może mi pokazać, gdzie jest wolna 530-metrowa działka i pojechał tam ze mną, myśląc że będę jego klientką - opowiada. - Ale ja mu powiedziałam, że sobie sama zbuduję dom. Zapytał mnie zdziwiony – i Pani tak sama będzie budowała ten dom? Tak zupełnie bez nikogo? A ja na to – Tak, sama.

Skontaktował ją z właścicielem tego terenu, który zgodził się sprzedać jej metr za 185 zł, co było bardzo korzystną ceną, jak na tę okolicę.

Projekt znajduje w Internecie jeszcze przed kupnem działki. Już wtedy, jeszcze przed rozwodem, wiedziała jaka będzie wielkość tego domu i jak będzie wyglądał. Przyjaciele polecili jej ekipę górali, których bardzo chwalili za umiejętności i solidność. Mówili, że wcześniej pracowali u kogoś, a teraz założyli własną firmę. Radzili: pogadaj z nimi, może zbudują ci ten dom trochę taniej, bo dopiero weszli na rynek. Zaraz po zapłaceniu zaliczki za działkę podejmuje z nimi negocjacje, mówiąc, że domek będzie mały i prosty. Wspólnie ustalają wynagrodzenie na kwotę 30 tys. zł. i stawiają mury w ciągu dwóch miesięcy. Potem trochę żałują, że nie wynegocjowali z Agatą wyższej ceny.

- Oglądałam sporo stron w Internecie związanych z architekturą wnętrz, żeby przygotować się do zadania. Dowiedziałam się m.in. jak schować okap. Postawiłam na prostotę i elegancję, miało być ładnie, ale i funkcjonalnie.

 

Oszczędne i nowoczesne budowanie

Dom robotnicy stawiają tak szybko, bo pracują w czwórkę niemalże od świtu do nocy- od godziny 7 do 20. Jest wiosna, więc długo jest jasno. Chcą szybko skończyć, żeby zarobić pieniądze i zacząć kolejne zlecenie. Podpisuję umowę, w której są wyznaczone etapy prac i po każdym z nich następuje płatność. Postawienie domu w stanie surowym, z dachem, ale bez okien i drzwi kosztuje Agatę 100 tys. złotych.

- Od początku zwracałam uwagę, żeby było jak najtaniej, moim celem było zmieścić się w kwocie 500 tys. zł. I nawet ku mojemu zdziwieniu udało się - zauważa. Wykonanie kanalizacji i doprowadzenie wody kosztuje ją 12 tys., ściągnęła do tego zadania znajomego spod Kielc.

Jej 100-metrowy dom jest piętrowy, a nie parterowy, bo jest to bardziej ekonomiczne rozwiązanie ze względu na ogrzewanie. Planuje jak najczęściej ogrzewać go kominkiem, tata pomaga jej w przynoszeniu drewna. Codziennie jest na budowie, dogląda robotników. W wyborze materiałów pomaga jej też przyjaciel, który z wykształcenia jest inżynierem. Budowę rozpoczyna w kwietniu, ale wszystkie materiały kupuje już w styczniu, bo wtedy są przeceny. Zauważa, że wiosną, kiedy zaczynają się budowy, ceny od razu rosną. Dogaduje się też z hurtownikami, że dostawa jest za darmo, ale czasem musi im przypominać o uzgodnionych warunkach.

Planując kolejne oszczędności w użytkowaniu, decyduje się na instalacje oświetlenia ledowego. Natomiast elegancką terakotę kupuje z wyprzedaży końcówek, np. płytki do łazienki, które kosztowały 270 zł za m2, udaje jej się zdobyć z tzw. „resztek” za 69 zł, na podłodze kładzie kafelki, które zostały jej jeszcze z poprzedniego domu, kafelki do toalety załatwia jej kolega w cenie 40 zł zamiast 200 zł. Obydwa pomieszczenia wyglądają stylowo, również dzięki licznym lustrom, które powiększają je optycznie. W niewielkiej toalecie nie instaluje półek, żeby uzyskać więcej przestrzeni.

Cały dom wydaje się większy ze względu na białe kolory ścian, a beżowa podłoga ociepla wnętrza. Parter stanowi jedną otwartą przestrzeń łącząca kuchnię oraz jadalnię ze strefą wypoczynkową przy kominku. Część mebli zabiera ze starego domu, np. komodę czy stół, a to nie były tanie rzeczy, więc postanawia do nich dobrać stosowne elementy, czyli np. kuchnię. Ma na nią zupełnie inny pomył, ale kiedy jedzie do salonu z kuchniami i zauważa tę jedną jedyną, to na jej bazie przygotowuje ze swoim architektem nowy projekt. Rozrysowuje hydraulikom na podłodze, gdzie ma być umywalka, gdzie prąd. Kominek z cegły szamotowej jest jej dziełem, robi to tak, żeby był praktyczny i zarazem estetyczny, żeby było można coś na nim postawić, np. świece czy fotografie.

 

Trudne łączenie ról

Codziennie jest na placu budowy i musi to łączyć z pracą i wychowaniem 10-letniego syna i częściowo córki, która na co dzień mieszka z tatą, a ją odwiedza w weekendy. Ma też odpowiedzialną pracę jako kurator rodzinny, przeprowadza wywiady, a potem ma sporo pracy tzw. papierkowej.

- W tym okresie chyba byłam mamą tak na pół gwizdka. W pracy miałam akurat kontrolę, która przypada u nas raz na cztery lata, i musiała trafić akurat wtedy. Myślałam, że się popłaczę. W każdy weekend pisałam raporty z przeprowadzanych wywiadów – wspomina. - Telewizji w ogóle wtedy nie oglądałam, chyba, że dziecko włączało, a ja gdzieś przy nim pracowałam. Co drugi weekend Irek spędza u ojca, więc wtedy próbuje narobić zaległości na różnych polach, ale w tamtym okresie rzadko spotyka się z przyjaciółkami czy nowym przyjacielem.

Musi dowozić jeszcze syna na treningi, więc wymusza na swoim byłym mężu podczas jednej ze spraw o alimenty, żeby zajął się transportem syna przynajmniej raz w tygodniu. Córka jest w liceum, musi ją trochę mobilizować do nauki, tłumacząc, że powinna wyrosnąć na samodzielną kobietę. Chociaż nastolatka początkowo zamieszkuje z ojcem, to coraz więcej czasu zaczyna spędzać z matką, podoba się jej też nowy dom i jej własnym pokój. Często odwiedza ją tu jej chłopak.

 

Obawy?

Momentami obawia się, że może nie dać rady zadbać o dom, ale to uczucie szybko mija, chociaż ma jeszcze trochę rzeczy do wykończenia. Wie, że musi się oswoić z nowa sytuacją. Pomimo tego, że jest silną kobietą, że podjęła się tego wyzwania i mu podołała, to jest też wrażliwa i powoli się przekonuje do nowych miejsc i ludzi. - W moim życiu nastąpiło wiele zmian. Pamiętam z zajęć z psychologii, że do najbardziej traumatycznych przeżyć w życiu człowieka należą m.in. rozwód i zmiana miejsca zamieszkania -  Jednak ona się nie załamała, mimo różnych doświadczeń udało się jej wyjść na prostą, bo szybko się wszystkim zajęła, dzięki budowie domu odzyskała energię i zaczęła nowe życie. Czuje jednak, że ma jeszcze parę rzeczy do zrobienia.

Radzi innym kobietom, żeby nie bały się takiego wyzwania jak budowanie własnego domu, uważa, że nawet doświadczenie nie jest tu konieczne, bo zawsze można zatrudnić architekta czy kierownika budowy, którzy będą krok po kroku wszystko objaśniać. Ma też przyjaciela i koleżanki, które ją pocieszają w trudnych momentach, kiedy np. szukała działki, a początkowo trafiały się same nieciekawe, przypominały jej, że jest silną kobietą, dobrą matka, wspaniałą przyjaciółką i że na pewno da radę zakończyć, to co zaczęła. Ważna jest też determinacja!

W przypadku Agaty, kierownik budowy, który jej zdaniem jest nieodzowny, został polecony przez architekta To on stwierdził, że budowa domu nie jest zbyt wielkim wyzwaniem dla kobiet, które potrafią sobie wszystko zorganizować, które są przedsiębiorcze. Był właśnie po szkoleniu z przedsiębiorczości. – Jak słuchałem tego wykładu, to myślałem o tobie, że taka właśnie jesteś -powiedział Agacie. -Kobieta przedsiębiorcza to nie taka, która ma pieniądze, to nie o to chodzi. Kobieta przedsiębiorcza, to taka osoba, która ze wszystkim sobie poradzi, wszystko będzie umiała sobie poukładać, pomimo problemów.

Kiedy w końcu wprowadza się do swojego domu, czuje, że marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc. Musi dokończyć jeszcze kilka rzeczy; czekają na szafy, telewizor w sypialni jeszcze nie powieszony, nie mają jeszcze telewizji kablowej, ale podłączyli im już Internet. Wprowadzili się w święta, synowi podoba się jego pokój, ma tam swoje kino domowe, obok jest córka – właśnie uczy się z chłopakiem do klasówki z matematyki. Aż chce się żyć!

Beata Sekuła

 

 

piątek, 04 marzec 2016 21:07

Jak nie teraz, to nigdy!

 

Po 24 latach związku, niezmiernie trudnego w jego ostatnim okresie, zdeterminowana lekarka podejmuje decyzję o rozwodzie i wybudowaniu domu dla siebie i swoich dzieci. Korzystając z własnych środków, kredytu oraz dzięki wsparciu rodziców zleca budowę developerowi, a potem sama nadzoruje prace wykończeniowe. Wprowadza się do wymarzonego domu po 16 miesiącach od zakupu działki. Ne zrażają jej niespodziewane trudności z ogrzewaniem ani próby włamania. Znajduje rozwiązanie i na te problemy. Teraz jest już gotowa na ułożenie sobie życia na nowo.

 

Jola kupuje dom o powierzchni użytkowej 104 m2 w stanie deweloperskim - czyli gołe mury i zadaszenie, wnętrze więc musi wykończyć sama. Dom trzeba wyposażyć we wszystko, co jest potrzebne do życia samotnej matce z 11-letnim synem i dorosłą już córką, która odwiedza mamę w prawie każdy weekend, bo na co dzień mieszka w Krakowie, gdzie kończy studia stomatologiczne. - Klucze do domu dostałam w grudniu, w okresie przedświątecznym, więc zaczęłam go remontować od stycznia, a wprowadziliśmy się we wrześniu. Córka motywowała mnie do szybkiego zakończenia remontu, żeby zdążyła jeszcze w nim chwilę pomieszkać, zanim wróci do Krakowa, tym razem już na staż - wspomina Jola.

 

Dom to dom

Wcześniej Jola dzieli różne, coraz większe mieszkania z mężem, ale jest z nim nieszczęśliwa. Po rozstaniu zostawiając wszystko mężowi wyprowadza się wraz z synem na jakiś czas do rodziców. Szuka własnego lokum. Kiedy porównuje ceny na rynku, uznaje, że wybudowanie domu będzie ją z czasem mniej kosztować niż zakup i opłaty czynszowe za mieszkanie. - Dom to dom. W pewnym sensie spełniłam marzenie mojej mamy, która zawsze marzyła, żeby ktoś w naszej rodzinie go wybudował – opowiada lekarka. - Kiedy poinformowałam rodziców o mojej decyzji, obiecali pomóc mi we wszystkim, w czym byliby w stanie. Pomyślałam: Jak nie teraz, to już nigdy! Przeprowadziłam rozdzielność majątkową, złożyłam wniosek rozwodowy, wzięłam kredyt, wybudowałam sobie dom. I wszystko to zrobiłam w jednym roku!

Od początku myśli o zakupie domu w stanie surowym, gotowego nie chce, bo woli sama decydować o wystroju wnętrza. Wie też, że nie będzie miała czasu na to, żeby budować go od podstaw, bo musiałaby nadzorować wszystkie prace codziennie, a ma sporo pracy. Od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, właściwie wieczora pracuje w dwóch szpitalach i przychodni. Budowę zleca więc developerowi. Wcześniej kupuje działkę o świetnej lokalizacji – wie, że będzie miała stąd dobry dojazd do pracy, a szkoła syna jest niemalże widoczna z ich okna. Do gimnazjum będzie musiał już dojeżdżać. Ale do przystanku też bliziutko.

Zanim znajduje odpowiedni teren, jeździ w różne miejsca, ale nic jej nie przekonuje. W końcu kolega z pracy doradza jej tę okolicę, bo sam w pobliżu wybudował dom i właśnie go wykańcza. Mówi też: - Dam Ci namiary na fajnego, sprawdzonego dewelopera. Wiesz, miejscowy, możesz przyjść zobaczyć, jak to wygląda, bo to kolega, mieszka dosłownie obok mnie. No i rzeczywiście tak było. Co ją jeszcze przekonuje do tej okolicy? Kiedy rozmawia z tym deweloperem, słyszy – Proszę Pani, u mnie bardzo dużo osób kupiło domy, bo mam w tym doświadczenie. Proszę sobie wyobrazić, że ja tutaj mieszkam, nikt tu do mnie nie przychodzi z pretensjami. Ja bym się bał tutaj mieszkać, jakby miało być coś nie tak. Argumenty wydają się jej przekonywujące. Jedzie zobaczyć to miejsce, wybiera nieco większą działkę niż planowała - 750 metrów, ale za to bliżej istniejącej już drogi, co ma dla niej szczególne znaczenie w przypadku, gdyby były trudne warunki atmosferyczne. Zawsze będzie łatwiej z dojazdem do pracy. I tak się zaczęła jej przygoda z budowaniem własnego domu.

Prace remontowe i wystrój wnętrz

- W projektowaniu wnętrza wspiera mnie młoda i sympatyczna dziewczyna, pani architekt, z którą siedziałyśmy – tak to wygląda na początku – i robiłyśmy plany. Mówiłam jej, jakbym chciała, żeby to wszystko wyglądało. Co mi się podoba, jakie mam potrzeby i wyobrażenie tej przestrzeni - opowiada kobieta. - Od kilku lat jeździłam do Toskanii i zawsze byłam pod wrażeniem tego miejsca. Wiadomo, że nasz klimat nie jest stworzony do tego, żeby mieć tutaj taki dom toskański. Ale chodziło mi o to, żeby przynajmniej częściowo przenieść tę atmosferę, bo ja nie lubię do końca tych nowoczesnych wnętrz, na które panuje teraz moda. Zawsze gdzieś próbowałam uciekać w takie może nie klasyczne, nie rustykalne, ale jednak cieplejsze klimaty. Jola wiedziała, że na pewno chce mieć kominek w salonie, podwieszane belki na suficie, o których zawsze marzyła, rośliny i ciepłe kolory ścian. Na jednej z nich powiesiła obraz, który przywiozła z Vinci, oczywiście, toskańskiej miejscowości.

Chciałaby też, żeby w jej domu była wyczuwalna dobra energia i ma nadzieję na jej przepływ między ludźmi, którzy będą ją odwiedzać. Postanawia zapraszać tu tylko przyjaciół z życzliwym nastawieniem do niej i do siebie nawzajem - Ten obraz (Stworzenie Adama – Michała Anioła) miał być elementem tego, co jest pozytywnie, - te wyciągnięte ręce to taki życzliwy gest-przyjazni, pokoju- inne elementy dekoracyjne już dopasowała do niego. Instaluje pasujące kolorystycznie do niego płyty gresowe na kominku i na ścianach w różnych pomieszczeniach, co łączy je w całość. - A tutaj mam belki, które są tak naprawdę nośne i chcieli mi je zamknąć płytami – wskazuje na sufit poddasza - Ale jak ja je zobaczyłam, to kazałam je tak zostawić, robotnicy mówili mi – wie Pani ile będzie tutaj grzania? A ja na to, że mnie to nie interesuje, to jest mój dom, mam się tu dobrze czuć, wiec kazałam im wyszlifować te belki i zostawic otwartą przestrzeń po sam dach. W ten sposób uzyskała kolejny belkowy element.

Pięknie prezentują się też rośliny doniczkowe na parapetach wielu okien. - Niestety w poprzednim mieszkaniu, w którym mieszkałam z moim byłym mężem, zawsze mu przeszkadzały moje kwiaty – wspomina. - Postanowiłam sobie, że tutaj będę miała dla nich specjalne miejsce. Na początku ma wizję, żeby to były po prostu wypusty z ziemi, ale potem stwierdza, że będzie to trudniejsze do utrzymania w porządku, więc wydziela na nie inne miejsca. Dostaje je miedzy innymi w prezencie od przyjaciół, storczyki, które pięknie kwitną, mimo tego, że jak sama przyznaje, nie zawsze ma czasu, żeby o nie dbac. Czasami pomaga w ich podlewaniu córka, a szczególnie mama, która ma ‘’rekę do kwiatów’’.

Właścicielka domu bardzo lubi światło dzienne, dlatego większość powierzchni na parterze jest przeszklonych. - To w ogóle miała być jedna wielka szyba, ale to wymagało jakiegoś specjalnego szkła zbrojeniowego, do którego musiałabym sporo dopłacać, a wiadomo, kiedy człowiek zaczyna budowę, liczy się z każdym groszem - przyznaje.

Jola prowadzi mnie na piętro. - Tutaj są nasze sypialnie i, jak to mówi mój syn Marek „graciarnia” – czyli moja garderoba. Miejsce, gdzie wszystko się mieści. Dla kobiety to niezbędnik, więc to musiało być, zwłaszcza, że na dole nie ma miejsca, żeby chować rzeczy, bo tam prawie w ogóle nie postawiliśmy mebli, poza kuchnią, oczywiście. Tutaj nawet moja córka chowa swoje ubrania, bo w Krakowie mieszka w niewielkiej kawalerce - pokazuje. Właśnie rozpoczęła tam pracę jako stomatolog.

Pokój Kuby jest największym pokojem na piętrze. Pierwotnie miała być tu sypialnia jego mamy, ale Jola wzięła pod uwagę, że syn będzie potrzebował z czasem więcej miejsca i przestrzeni dla kolegów. Chłopak sam wybierał do niego meble. - Mamy jeszcze stryszek. W przyszłości Marek chce sobie zrobić tam dodatkowy pokój, gdzie będzie trzymał sprzęt grający ale w tej chwili przechowujemy tam różne rzeczy, np. gry, sprzęt narciarski. Kiedy przyjeżdża moja córka z chłopakiem, wyciągamy te gry planszowe, bo jest już nas troszeczkę więcej, zasiadamy do nich razem i dobrze się wtedy bawimy.

Kiedy córka wyjeżdża, jej pokój pełni rolę sypialni Joli, która unikając nadmiernych inwestycji, uznaje to za dobre rozwiązanie.

Koszty i bezpieczeństwo

Na budowę domu Jolanta przeznacza pieniądze częściowo pochodzące z oszczędności, z bieżącej pracy, od rodziców, a na resztę bierze kredyt na 23 lata. Za sam dom w stanie surowym wraz z działką płaci 430 tysięcy, a jego wykończenie kosztuje ją kolejne 200 tysięcy. - Jeszcze nie wszystkie prace zostały doprowadzone do końca, ale da się tu już wygodnie mieszkać – przekonuje. - Pomalutku, jakoś się uporam z tymi wszystkimi detalami, których wykończenie trwa najdłużej. Muszę też radzić sobie z pewnymi problemami finansowymi, bo pomimo wielu zabezpieczeń, odziedziczyłam je po zakończonym już małżeństwie.

Koleżanki pytają ją czy nie boi się mieszkać w domu sama, bez mężczyzny. Twierdzi, że nie, ale alarm zainstalowała jeszcze podczas remontu, co było też ważnym warunkiem współpracy z jednym z podwykonawców. Powiedział, że ma tu tyle tu drogiego sprzętu, że nie chciałby ryzykować jego utraty i rzeczywiście w okresie budowy włączył się alarm, bo ktoś się włamał. Mieszkała wówczas na drugim końcu miasta. O godzinie 24.00 dostała sygnał sms’owy o włamaniu. - Był środek nocy, zastanawiałam się, co robić. Wiedziałam, że zanim tam przyjadę, minie 40 minut. W pierwszej kolejności zadzwoniłam do właściciela sprzętu,jednego z podwykonawców, a on zgodził się tam pojechać pierwszy, bo miał bliżej. Potem wykręciłam numer do osoby, która mi montowała ten alarm, gdzieś w pobliżu kończył późno prace. No, oczywiście z policją też się kontaktowałam, ale oni przyjechali ostatni, jeszcze po mnie – opowiada. Okazało się, że złodzieje włamali się przez pomieszczenie gospodarcze, wywiercili zamki, które wpadły do środka i w ten sposób uruchomił się alarm. Chyba się nie spodziewali, że w domu, który dopiero się buduje, jest zainstalowany system alarmowy. Nic nie ukradli, przestraszyli się i uciekli. Jolanta już następnego dnia zdecydowała się na wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia i podpisania umowy z firmą ochroniarską, bo przechowywała tam nie tylko sprzęt ekipy remontowej, ale i materiały budowlane. Gdy teraz przypadkiem uruchomi się alarm, kiedy jest w pracy albo np. na nartach z synem, to ochrona pojawia się w ciągu kilku minut. W tej okolicy była już seria włamań, nawet do domów, gdzie spała cała rodzina. Dlatego dodatkowo wykupiła pakiet ubezpieczeń.

Trudności i zalety budowy oraz posiadania domu

W czasie budowy jest bardzo zmęczona; pracuje na trzech etatach, buduje dom, zawozi syna do szkoły i na inne zajęcia. W tym czasie zmienia jedną z prac na inną. Od rana do wieczora jak w kołowrotku, przez prawie rok. Jak robot kładzie się, budzi i znowu to samo. - Ale teraz widzę, że właśnie to mnie trzymało przy życiu po rozwodzie w nowej sytuacji życiowej,zaczynając wszystko od podstaw - przyznaje. - Rodzice zawsze mnie wspierali, także w wychowywaniu Marka. Po pracy często tutaj byłam,zostawiałam syna pod ich opieką ,a potem na ‘’budowę’’. Miałam generalnie tylko dwóch głównych podwykonawców, ale byłam z nimi w ciągłym kontakcie.

Musi jeszcze znaleźć czas na dobór materiałów. - Posiłkowałam się moją panią architekt, ale pewne rzeczy to ja musiałam wybierać i załatwiać i decydować o kluczowych sprawach –gdzie będą gniazdka lampy kinkiety. Czasami człowiek stawał wobec stresujących problemów, niespodziewanych sytuacji. Zdarza się np. że piec, który niedawno został zamontowany nagle przestaje działać. Dzieje się to podczas wyjazdu na narty. Jest mroźna zima i kiedy wraca do domu z synem zastaje w swoim gniazdku „lodownię”, chociaż piec był ustawiony na temperaturę pokojową. Okazuje się, że zepsuł się z takiego powodu, że przełączono prąd budowlany na standardowy. Jest niedziela, zima, a piec nie działa, no ale ratuje ich kominek. Śpią na dole na kanapie, a w poniedziałek fachowcy usuwają problem. Używa kominka regularnie w weekendy, sama opala go drewnem, dzięki czemu obniża koszty ogrzewania, które teraz wychodzą jej znacznie taniej niż w poprzednim mieszkaniu. Poza tym uwielbia ten iskrzacy ,ciepły klimat ‘’ogniska domowego’’, którego sama jest autorem.

Trzeba było nauczyć się tego domu, ale teraz od wiosny do jesieni cieszy się pięknym słonecznym tarasem, na którym spędza weekendowe poranki. Ma też dużo przestrzeni wewnątrz i w ogrodzie, nad którym jeszcze pracuje. Kiedy mieszkała w bloku, była narażona na hałasy pochodzące z ciągłych imprez sąsiadów. Trudno było to znieść. Dlatego też boi się początkowo, jakie będzie jej nowe sąsiedztwo. Okazuje się, że na szczęście, są to sympatyczni ludzie. Pomagają sobie wzajemnie., dogadują się, np. co do drogi, deszczówki. Obok mieszka sympatyczna pani Grażyna, która też wybudowała dom sama.Ich wspólny Deweloper skwitował tą babska samodzielność powiedzeniem – Co to za czasy, kobiety same budują domy!

 

Nie żałuje, że zmieniła swoje życie, chociaż teraz musi spłacać kredyt i sama wychowuje syna - Dopóki mam pracę, dopóki mam siły, żeby pracować i dopóki mam życzliwość ludzką – to nie widzę w tym większego problemu – uśmiecha się pogodnie. W małżeństwie musiała zawsze dostosowywać się do decyzji męża. Zerwała z przeszłością, z tym czego więcej już nie chciała doświadczać. Teraz może sama decydować o swoim życiu. Nie ma zamiaru rezygnować z przyjemności, które są jej potrzebne, np. z fajnych wakacji z Kubą, wlasnych zainteresowań. - Chciałabym jeszcze poznać kogoś bliskiego, prawdziwego, życzliwego partnera. Nie uciekam od tego, ale jestem naprawdę zapracowana – mówi. – Nie stronię jednak od okazjonalnych rozrywek, spotkań z liczną rzesza przyjaciół. Nie zaszyłam się, nie uciekam tylko w pracę. Czekam co przyniesie przyszłość, a na razie przymierzam się do stworzenia mojego pierwszego własnego ogrodu.

Beata Sekuła

piątek, 04 marzec 2016 19:58

Warto było

 

Anna, sporo po czterdziestce, ale nadal atrakcyjna i elegancka pani inżynier, matka córki i syna. Zamieniła piękne mieszkanie na strych, żeby ratować męża z kłopotów finansowych. W nowym miejscu stworzyła prawdziwy dom, w którym można szczerze porozmawiać, zasiadając przy smacznym obiedzie czy przed rozpalonym kominkiem.

 

Kiedy wieloletnia firma jej męża najpierw przestaje przynosić dochody, a z czasem wpada w poważne tarapaty finansowe, Anna najpierw sama stara się utrzymać rodzinę, prowadząc własną agencję reklamową, aż w końcu, mając nóż na gardle, podejmuje decyzję o sprzedaży ich pięknego 120-metrowego mieszkania, które zostało wcześniej zakupione na kredyt we frankach. W ten sposób planuje pozbyć się uciążliwej pożyczki i spłacić długi firmowe Grzegorza.

Dowiaduje się, że miasto sprzedaje 50-metrowe poddasze w jej kamienicy. Ponieważ nikt nie przystępuje do pierwszego przetargu, pojawia się szansa, że Anna zakupi lokal za 50% jego wartości. Niestety, niespodziewanie pojawia się konkurent i podbija cenę o kolejne 30% - Mogłam się jeszcze wtedy wycofać, ale podjęłam jednak to ryzyko - coś mi podpowiadało, żeby podbić ta cenę. Od początku miałam pomysł, jak zamienić tą obskurną norę w przytulne mieszkanie – wspomina z uśmiechem. - Dopiero jak wygrałam przetarg, zaczęłam się martwic skąd wezmę na to pieniądze. W ciągu dwóch miesięcy musiałam zapłacić za nie, inaczej przepadłaby wcześniej wpłacona zaliczka.

środa, 10 luty 2016 21:44

Ekspozycje, targi, prezentacje, spotkania z architektami, projektantami i celebrytami, wystawy, warsztaty – Dni Otwarte 4 DESIGN DAYS

 

Wystawy producentów mebli i artykułów do wyposażenia wnętrz, bezpłatne porady projektantów, prezentacje i panele dyskusyjne, wystawy poświęcone architekturze, dyskusja o „Śląsku, którego nie było”, strefa dla dzieci oraz gastro –odbyły się w ramach 4 DESIGN DAYS w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.


W strefie targowej w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach w godzinach odbyły się wystawy i prezentacje użytecznych i designerskich produktów, które podbijają światowe rynki lub wciąż czekają na odkrycie, ekspozycje ponad 100 producentów mebli i wyposażenia wnętrz oraz targi dizajnu niezależnego SILESIA BAZAAR Dizajn vol. 1. Organizatorzy zaplanowali również strefę z atrakcjami dla dzieci oraz przestrzeń z gastronomią. Na odwiedzających czekają także spotkania z ekspertami, dyskusje, prezentacje oraz wystawy.

Gośćmi specjalnymi Dni Otwartych 4 DESIGN DAYS były gwiazdy telewizji: Omenaa Mensah, Natalia Nguyen, Tomasz Pągowski oraz Zbigniew Urbański.

W trakcie dwóch dni opowiadali jak mieszkać modnie i wygodnie, jakie są trendy w projektowaniu produktów wyposażenia wnętrz, jak poznać prawdziwy design, jakie dizajnerskie gadżety warto mieć w każdym domu.

W ramach akcji edukacyjnej pt.: Akademia Dobrze Mieszkaj* można byo skorzystać z bezpłatnych porad projektantów wnętrz. W aranżacji własnego M pomagali architekci m.in.: Anna Gruner ze studia projektowego A2, Joanna Ochota, Concept Jo Ana Archimental, Marta Kilan i Tomasz Słomka z TOKA+HOME, MeraDesign, Piotr Stanisz, z Pracowni Architektury PS. Eksperci opowiedzą także o urządzaniu łazienek i kuchni – dwóch pomieszczeń w domu, które sprawiają najwięcej problemów przy aranżacji, a także generują największe koszty.

Robert Konieczny, założyciel, KWK Promes, przeprowadził wykład
pt.:
Historia nietypowych muzeów wraz z Centrum Dialogu Przełomy autorstwa KWK Promes.

W panelu dyskusyjnym, podczas którego zaprezentowana została nieznana historia śląskiej architektury przez pryzmat niezrealizowanych projektów z różnych epok dziejów regionu, udział wzięli Marcin Zasada , dziennikarz Dziennika Zachodniego, pomysłodawca i autor „Śląska, którego nie było” oraz Ryszard Nakonieczny, naukowiec z wydziału architektury Politechniki Śląskiej, badacz śląskiej architektury. Rozmowie towarzyszyła  projekcja slajdów.

Podczas Dni Otwartych 4 DESIGN DAYS nie zabrakło strefy, w której twórczo spędzili czas najmłodsi uczestnicy spotkania z design’em. W przestrzeni pełnej gier i zabaw dla dzieci w wieku do 6 lat czekaly na nich m.in.: zabawki stymulujące przytulny kącik, stacje: sensoryczna, solna masa, papierowa, umiejętności oraz chillout, z książkami, bajkami, miejscem do odpoczynku. W trakcie gier i zabaw powstały kreatywne graffiti oraz przestrzenne akwarium. Odbyły się także warsztaty z szycia maskotek.

4 DESIGN DAYS towarzyszyły otwarte dla odwiedzających wystawy, m.in.: 7m2 – Przegląd młodego pokolenia śląskich architektów, której kuratorem jest krytyk architektury Marcin Szczelina , Najlepsze Dyplomy ASP 2016, Koncepcje Architektoniczne w procesie inwestycyjnym – wystawa Marka Tryzybowicza i Śląski przegląd Architektury Województwa – SPAW organizowany przez katowicki oddział SARP.

W czterodniowym spotkaniu z design’em  w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach udział wzięli czołowi architekci i projektanci, producenci
i firmy usługowe, deweloperzy oraz mieszkańcy regionu. Dwa pierwsze dni dla profesjonalistów z kraju i zagranicy obejęli kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych o zróżnicowanej tematyce, konferencje Property Forum i Housemarket Forum oraz wręczenia nagród branżowych. Swoje ekspozycje, meble, artykuły do wyposażenia wnętrz zaprezentuje ponad 100 renomowanych producentów.

Podczas dwóch pierwszych dni 4 DESIGN DAYS odbyło się kilkadziesiąt sesji
i dyskusji tematycznych, poświęconych m.in. budowaniu konkurencyjności w biznesie poprzez design, miastom przyszłości, rynkowi nieruchomości komercyjnych oraz mieszkań na Śląsku.

W ramach krótkich prezentacji cyklu „short stories“ architekci i inwestorzy zaprezentowali takie projekty jak Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie, budynek Szkieletor – Treimorfa w Krakowie, Stary Browar w Poznaniu, Hala Koszyki
w Warszawie, Europejskie Centrum Edukacji Geologicznej w Chęcinach oraz Zamek Cieszyn,
i inne.

4 DESIGN DAYS, to największe w tej części Europy wydarzenie rynku nieruchomości, architektury, wnętrz i wzornictwa. Na 8 tys. m2 powierzchni wystawienniczej spotkało się ponad 100 wystawców oraz 250 prelegentów w kilkudziesięciu sesjach tematycznych. Spodziewanych jest 3 tys. gości biznesowych i 20 tys. uczestników części wystawowej.

*Akademia Dobrze Mieszkaj to edukacyjna inicjatywa magazynu wnętrzarskiego Dobrze Mieszkaj. Dziennikarze oraz eksperci Akademii pomagają stworzyć wnętrze podążające za modą, a jednocześnie dostosowane do indywidualnych potrzeb. Doradzają, inspirują, polecają produkty i rozwiązania. Na organizowanych przez Akademię Dobrze Mieszkaj wydarzeniach na uczestników czekają darmowe porady architektów i projektantów wnętrz oraz wykłady ekspertów poświęcone aranżacji wnętrz.

Przez cztery dni ikony światowego i polskiego designu, architekci i projektanci, producenci i firmy usługowe oraz deweloperzy dyskutowali o tym, co inspiruje i kreuje światowe trendy w architekturze i designie. Spotkaniu towarzyszyło  szereg imprez towarzyszących, w tym Regionalne Property Forum Katowice i Housemarket Forum Silesia 2016 oraz wręczenia nagród dla branży.

Organizatorem 4 DESIGN DAYS jest Grupa PTWP SA, wydawca branżowych pism i portali, m.in.: propertynews.pl i propertydesign.pl, właściciel 100 procent udziałów w spółkach Publikator i Publikator.pl, wydających tytuły takie jak: Dobrze Mieszkaj, Świat Łazienek i Kuchni, 100% Wnętrza, Meble Plus, Łazienka oraz dobrzemieszkaj.pl. Grupa PTWP specjalizuje się także w organizacji kongresów, konferencji, szkoleń, seminariów i wydarzeń specjalnych na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – największej imprezy biznesowej Europy Centralnej oraz Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku, głównej debaty o gospodarce Polski Wschodniej.

Zapraszamy na stronę: www.4dd.pl

Akredytacje prasowe: https://www.ptwp.pl/media/4-design-days,168.html

Facebook: facebook.com/4DesignDays oraz www.facebook.com/events

Więcej informacji o organizatorze – Grupa PTWP SA – www.ptwp.pl

 

 

wtorek, 17 listopad 2015 22:11

Kobieta wszechstronna

 

Jest jak 12 miesięcy z kalendarza: ciepła, radosna, ale też dojrzała i ostrożna. Występuje społecznie w Spotkaniach z Krystyną w WHY STORY TV, pełni funkcję wiceprezeski Koła Seniora w Gliwicach, udziela się w radzie dzielnicy Kopernik, pomaga dzieciom z lokalnego domu dziecka, bierze udział w castingach do filmów. Jej zdjęcie znalazło się też w kalendarzu KZK GOP. Prywatnie jest mamą, babcią i prababcią. Ostatnio zainteresowała się dalekimi podróżami. Właśnie wróciła z Dubaju.

Dubaj

 

Spotkanie na dworcu PKP

Kiedy po raz pierwszy spotkam panią Krystynę w kawiarni na Dworcu Centralnym w Warszawie od razu czuję, że to wyjątkowa kobieta. Żwawym krokiem podchodzi do mojego stolika i pyta z pogodnym uśmiechem na twarzy, pokazując energicznie na puste krzesła:

- Czy te miejsca są wolne? Można się przysiąść?

Akurat segreguję wizytówki z konferencji, z której właśnie wracam i wykorzystując wolną chwilę wpisuję ważniejsze numery do telefonu, ale intryguje mnie ta żywotna, pogodna osoba, więc szybko chowam je do torebki.

- Czeka Pani na pociąg? - zagaduję

- Tak, odjeżdża za pół godziny. Wie Pani, odprowadzałam dzisiaj wnuczkę na lotnisko – mówi, pochylając się w moim kierunku i po chwili, ścisza głos, dodając: Poleciała z mężem do Dubaju. Nie wiem tylko po co, bo miała przecież świetną pracę i piękne mieszkanie w Warszawie.

Prędko wyciera łzę, która zakręciła się w jej oku. - Tacy są ci młodzi dzisiaj, ciągle w biegu za karierą – wzdycha.

W trakcie naszej pogawędki dowiaduję się, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, że pani Krystyna kilka miesięcy wcześniej skończyła osiemdziesiatkę. Przyznaje też, że dopiero wtedy uznała, że czas zapisać się do klubu seniora. Szybko zostaje wybrana wice - prezeską i od razu zabrania jego członkom mówić na spotkaniach o chorobach. - Przecież po to się tu spotykamy, żeby było miło – podsumowuje krótko.

Umawiamy się, że porozmawiamy jeszcze w pociągu, bo okazuje się, że jedziemy tym samym, ale kiedy podchodzę do przedziału pani Krystyny, ta smacznie śpi, zmęczona po trudach całego dnia.

 

Spotkanie po castingu

Tym razem umawiamy we włoskiej restauracji w Zabrzu. Pani Krystyna wraca właśnie z… castingu do filmu, który odbywa się w pobliskiej szkole aktorskiej, tuż obok teatru. Ma na sobie bardzo kobiecy strój i do twarzy jej w sukience w czarno-czerwone paski.

Zamawiamy naleśniki ze szpinakiem i rozmawiamy o innych restauracjach.

- W Gliwicach jest też taka fajna restauracja, gdzie jadłam tylko raz czy dwa, ale wie Pani chodzę tam na te pokazy, kiedy zadzwonią do mnie, a nie mam co z czasem zrobić, to idę sobie tam na pokazy, np. kulinarne - zaczyna swoją opowieść o życiu wdowy, które jednak ma swoje blaski. - Niedługo wyjeżdżam na warsztaty artystyczne dla osób po 60., czyli takich jak ja (puszcza do mnie filuternie oko). Będziemy rozwijać tam nasze pasje literackie i fotograficzne, a ja bardzo lubię robić zdjęcia – pokazuje swoje dzieła zapisane w telefonie.

Informuje też, że wyjazd ten jest dofinansowywany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej i współorganizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Dodaje też, że oprócz seniorów, jadą tam też wychowankowie domu dziecka. - Warsztaty te uczą emerytów, żeby sobie tam aktywności nabrali i zaangażowali się w pomoc innym, ale będzie nam też miło spędzić ten czas z dzieciakami, ot taka symbioza – podsumowuje pani Krysia.

- Jak mi się spodoba jakieś miejsce, to zaraz robię zdjęcie - wraca do tematu fotografii. - Teraz dostałam w prezencie taką, wie pani, przestarzałą cyfrówkę, gdzie pamięć pozwala na wykonanie tylko 100 zdjęć i muszę często zmieniać płytki. Za jednym wyjazdem do Warszawy zrobiłam jakieś 500 czy 600 zdjęć, np. z zoo., ze sklepów, czy po prostu na ulicy.

- A w castingu do jakiego filmu brała Pani dzisiaj udział? – pytam z zaciekawieniem.

- To ma być jakiś serial, chyba o hotelu, ale nie pamiętam tytułu. Byli tam starzy, młodzi, chudzi i grubi, to i ja wystartowałam – mówi ciągle jeszcze podekscytowana tym przeżyciem. - Przedstawiłam się, powiedziałam, gdzie mieszkam i że mam dość medialną rodzinę, nawet to, że jestem prababcią. Dodałam, że mogę zagrać nawet rolę szaletowej albo szatniarki. Śmiali się, ale dali mi też odczuć, że mogą być zainteresowani.

Dwa lata wcześniej Krystyna wygrywa casting organizowany przez Telewizję Katowice, która przygotowuje wówczas reportaż o mieszkańcach Śląska, korzystających ze środków komunikacji miejskiej KZK GOP. W nagrodę otrzymuje darmowy bezterminowy bilet na przejazdy autobusami w całym województwie, a jej zdjęcie, na którym ma na sobie jeansowe rybaczki, zostaje zamieszczone w kalendarzu. Wygląda tu na zgrabną sześćdziesieciolatkę.

Krystynkalendarza

 

Życie rodzinne

Krystyna jest wdową od kilku lat, matką dwóch córek, babcią dwudziestotrzylatka i trzydziestolatki oraz prababcią trzyletniej dziewczynki. Twierdzi, że ma dosyć medialną rodzinę, bo jedna z córek pracuje w urzędzie miasta, wnuczka jest dziennikarką i pracowała dla jednej z najbardziej znanych stacji telewizyjnych, a wnuk był aktorem, grał w filmach i sztukach teatralnych, teraz studiuje reżyserię i projektuje gry komputerowe.

- Urodziłam się w starym Sosnowcu i przez 20 lat mieszkałam przy głównej ulicy: 22 Lipca na osiedlu Piast, obok palmiarni – wspomina. Do Gliwic przeprowadza się z mężem w wieku 22 lat, kiedy on dostaje tam pracę na kolei. Poznaje go w wieku 17 lat, w 1952 r.

- To nie były takie czasy, kiedy narzeczeni na randkach uprawiali seks. My tańczyliśmy razem w Zespole Pieśni i Tańca „Zagłębie”, jeździło się też na wycieczki. Och, to było piękne życie, ale wiele się też zmieniło – wzdycha z nostalgią. - Jak człowiek sobie wspomni, że taki szmat czasu minął, to córki czy wnuczka mówią: mamo, co ty tam wspominasz, babciu to tak dawno temu było!

Cztery lata po poznaniu narzeczeni stają na ślubnym kobiercu. Początkowo Krystyna pracuje w Katowicach na kolei w rachunkowości. Podoba jej się ta praca, w szkole była dobra z matematyki, ma raczej umysł analityczny. Nawet teraz, w wieku 80 lat lubi liczyć, np. kiedy podróżuje, to zlicza okna w autobusie, drzewa na ulicy czy ćwiczy pamięć, zapamiętując numery rejestracji mijanych samochodów.

Kiedy rodzi dzieci, w latach 50., mąż prosi ją, żeby zrezygnowała z pracy i zajęła się wychowaniem dziewczynek. Najpierw troszczy się o córki, a potem zamieszkuje u nich utalentowany wokalnie i aktorsko wnuk, który uczęszcza wtedy do liceum i gra w teatrze muzycznym w Gliwicach. Pani Krystyna troszczy się o niego jak o syna, gotuję mu jego ulubione obiadki i prowadzi z nim długie rozmowy. Potem chłopak wyjeżdża na studia do Warszawy. Opuszcza ją też mąż, który umiera po 60 latach ich związku. Kobieta czuje, że przyszedł czas na poważne zmiany w życiu.

 

Życie społeczne

Po okresie żałoby, bierze udział we wspomnianych castingach, ale i zaczyna spotykać się na śniadaniach działkowych z innymi seniorami. W ramach Klubu Seniora wyjeżdża na wycieczki. - Ostatnio byliśmy we Wrocławiu, zwiedzaliśmy ogrody japońskie, zoo i rynek. Teraz planujemy wyjazd do Opola, organizujemy andrzejki, sylwestra robimy – wylicza z entuzjazmem.

Krystynaogrod

Krótko po tym, jak pani Krystyna dołącza do redakcji WHY STORY, zaprosza wszystkich nowych kolegów i koleżanki na grilla do swojego 300-metrowego ogródka z małą, ale praktycznie wyposażoną altanką. Zaprasza też gości z dziećmi i żartuje:

- Jak ktoś nie ma dzieci, to nie szkodzi, w mojej altance polecam pokój z dwuosobowym łóżkiem…

Na przyjęciu ogrodowym proponuje, żeby wszyscy goście zwracali się do niej po imieniu. - No chyba, że uważacie, że jestem z stara na to – śmieje się zadowolona, że tyle osób ją odwiedziło.

Nie jest najstarsza w tym gronie, bo do zespołu redakcyjnego należy też pan Ernest Pluta, który ma 85 lat i nadal prowadzi biuro turystyczne.

- Ja bardzo lubię turystów – komentuje na wesoło żwawa kobieta. - A na dodatek, wcale nie musimy się pobierać, bo mamy to samo nazwisko!

Kandyduje też do rady Osiedla Kopernik w Gliwicach, gdzie mieszka od 35 lat. Jest zdrową, sprawną kobietą, ma sporo wolnego czasu, więc chce zająć się sprawami swojego rejonu. Deklaruje też chęć zaangażowania w pomoc dzieciom z pobliskiego domu dziecka, spędzając z nimi wspólnie czas na rozmowach czy wycieczkach.

- Radzę młodym ludziom, żeby szanowali starszych i byli tolerancyjni wobec nich. Młodość jest piękna, młodzi ludzie też. Zawsze tak było, że każde starzejące się pokolenie narzekało na młodzież. Mamy obowiązki wobec tych podlotków, musimy ich wychowywać, bo oni wcale nie są tacy źli, tylko musimy nauczyć się żyć razem.

Mówi też, że chciałaby się uczyć angielskiego, co przydałby się w podróżach.

- Za moich czasów uczyłam się języka rosyjskiego, ale już nie pamiętam – przyznaje.

Kiedyś była z wnuczką na wczasach w Barcelonie, a teraz wybiera się do niej w odwiedziny do Dubaju. Trochę obawia się tej podroży, ale leci z nią jeden z kolegów z Klubu Seniora, który wraz z innym często pomaga jej w pracach na działce, jak koszenie trawy czy podcinanie gałęzi. - Kawalera nie mam, ale chciałabym - żartuje. - Turysta musiałby być.

Po powrocie z wycieczki przywozi nam wszystkim własnoręcznie zebrane na plaży muszelki, ale więcej o tej podróży opowiemy już następnym razem...

Krystyna Pluta

Beata Sekuła

czwartek, 01 październik 2015 21:52

Spacer

Zalew wyglądał jak plamka. Z daleka ta perspektywa była dużo bardziej malownicza niż z bliższej odległości.

Z bliska kolory nie były już tak zdecydowane. Więcej było szarości i brudnej zieleni, a błękit wody, z daleka połyskujący atrakcyjnie, z bliska nie wydawał się już taki zdrowy i zachęcający do zanurzenia się .

Ludzie od rana siedzieli na trawie i kurzyli się w piasku nieopodal kąpieliska. Wielkie torby z zapasami przygotowanego do grillowania mięsa oraz hektolitry napojów gazowanych i megapaczki chipsów stanowiły podstawowy element wyprawy nad wodę.

Wielka metalowa buda przypominająca barak na budowie stała na betonowych płytach i była pożądanym przez plażowiczów obiektem, bo sprzedawano w niej frytki, napoje, słodycze i lody.

Pomyślałam, że kiedyś jako dziecko często przyjeżdżałam nad wodę z rodzicami, kuzynostwem i tak spędzaliśmy czasem cały dzień. Pomyślałam, że wtedy mieszkaliśmy w bloku i ten kawałek „natury” był atrakcją dla nas. Od tego czasu minęło wiele lat i wiem, że dzisiaj nie zabrałabym dzieci tutaj, ale to może dlatego, że mieszkam w domu z trawnikiem i tarasem, że dla dzieci mogę ustawić basen, w którym taplają się bez opamiętania, a ja nie zastanawiam się jaką chorobę mogą złapać z tej wody, choć pewnie jakąś mogłyby też, jednak niebezpieczeństwo to wydaje się mniejsze w porównaniu z wodą zalewową.

Nie czuję się lepsza przez to, chociaż wiem, że moje dzieci mają lepiej dzięki temu, że nie mieszkają w bloku, w małym mieszkanku i wyjście boso na trawnik jest dla nich normalne i nie stanowi rzadkiej atrakcji, jak to było w moim przypadku dawno temu. A może się mylę. Wszak choroby żadnej nie złapałam, a wyprawy nad wodę były wydarzeniem niecodziennym, zawsze gromadzącym wiele osób, co sprzyjało nawiązywaniu kontaktów i relacji. Moje dzieci są bezpieczne w swoim domu, ale przecież to nie uchroni ich od zderzenia ze światem zewnętrznym, z którym ja jako dziecko miałam większą styczność. I była to styczność dużo bardziej improwizowana niż obecnie, kiedy to dzieciom czas organizujemy, miast „wypuszczać je z domu”, po prostu.

Czas płynie nieubłaganie, a nad zalew ludzie dalej przyjeżdżają z tymi wielkimi siatami, z rozkładanymi grillami, czego jednak nie oglądało się tak powszechnie za czasów mojego dzieciństwa, bo erupcja grillowej mody zapoczątkowana została nieco później.

Kiedyś zalew był atrakcją, bo ludzie nie mieli dostępu do wycieczek zagranicznych, gdzie lazur wody wygląda tak samo z bliska, jak i z daleka. Teraz jednak w dalszym ciągu jeżdżą nad zalew, pomimo otwarcia się kraju na świat i inwazji biur podróży z cudownymi nawet czasem ofertami. Jednak tak naprawdę ilu ludzi z mojego miasta może sobie o tych wczasach pomyśleć realnie i na nie pozwolić?

- Jak to nie było soków? – Mój syn Konrad uniósł brwi z niedowierzaniem. Siedzieliśmy obok budy z frytkami i przyglądaliśmy tafli wody z daleka. - To co ty piłaś? Nie chciało ci się pić?

- Piłam kompoty – odpowiedziałam. - Babcia robiła kompoty na zimę, albo w lecie gotowało się kompot ze świeżych owoców.

- Kompot? Taki, jak nam babcia w słoiku czasem przyniosła? – zapytała Kornelia spoglądając na młodszego brata.

- Właśnie taki kompot. – odpowiedziałam powoli. – Taki kompot był naszym sokiem.

- A ja wolę Kubusia – powiedział Konrad.

- Ja też. – skwitowała Kornelia.

- No wiecie, wolicie Kubusia, bo wam mama kompotów nie daje. – powiedziałam. – Myśmy tam lubili jako dzieci kompoty, prawda kochanie? – zwróciłam się do męża.

- No jasne! – Wojtek puścił oko do Konrada.

- Mamuuuuś, a Kinder Bueno lubiłaś czy nie?

- Nie było Kinder Bueno.

Konrad o mało nie zakrztusił się lizakiem.

- Nie było Kinder Bueno? – pokręcił głową z niedowierzaniem. – To co było? – Mój syn przyglądał mi się nieufnie.

- No widzisz – zaśmiałam się – nie było, nie znaliśmy i jakoś żyjemy. A wy, co zobaczycie w sklepie, to już chcecie. Jak my z tatą byliśmy dziećmi, to jedliśmy landrynki, dropsy owocowe, miętowe, oranżadę w proszku się z palca lizało... – pomału wprowadzałam się w nastrój – a moja babcia kupowała takie krówki słodkie, albo mordoklejki, tofiki, pamiętasz? – zwróciłam się do męża.

- Dropsów nie lubiłem, ale na odpuście pamiętasz, jak były gumy do żucia z Kaczorem Donaldem? – zaśmiał się mój mąż - Albo czekaj, miałaś taką gumkę chińską do mazania? Taką pachnącą, ha! Tooo było coś, pamiętasz?

- Jakie gumy? – Konrad wydawał się zainteresowany.

- Takie gumy do żucia były, ale tylko na odpustach. Nie było tylu gum do wyboru, co teraz w sklepie, a co ty myślisz? – odpowiedziałam. – A pamiętam, jak tata kupił gdzieś spod lady czasem delicje pomarańczowe, albo jak paluszki słone i cola była dla dzieci na urodzinach u kogoś…, toooo było dopiero wydarzenie

- Ja lubiłem oranżadę w szklanych butelkach z korkami, pamiętasz? Taka była, co się ją otwierało pstryknięciem – mój mąż podniósł dłoń, wysunął kciuk i wykonał ruch, jakby odbezpieczał korek od butelki – a kiedyś u Marysi na weselu to tyle było oranżady, że piliśmy z chłopakami na wyścigi i na trzy łyki butelkę się brało.

- Ale popatrz, - powiedziałam – Prince Polo było i jest nadal, tylko teraz nam każą to nazywać prinspolo – zaśmiałam się. - Pamiętam, że lubiłam bardzo landrynki, które babcia trzymała na stoliku koło łóżka. A jak szliśmy na spacer do parku, to rodzice kupowali 10 deko bombajek. Póki były, bo później nie dało się ich nigdzie dostać , pamiętasz?

- No, jak kartki weszły, to w sumie mało było słodyczy, ale ja i tak jako najmłodszy miałem najlepiej, bo mnie się należały – szelmowsko zaśmiał się mój mąż.- Wiesz co lubiłem? Kukułki, teraz już nie ma takich dobrych kukułek, jak kiedyś. – zasępił się.

- A ja bardzo lubiłam draże orzechowe. Teraz też takich nie ma. Kiedyś kupiłam na próbę i jakieś dziadostwo to było. One były w takich przezroczystych torebeczkach i miały nieapetyczny kolor, pamiętasz? Ale pyszne były.

- Ja pamiętam jak raz mama przyniosła od koleżanki żelki, czy pianki takie, wiesz. – ciągnął Wojtek – oni mieli gdzieś rodzinę w Niemczech czy jakoś tak i poczęstowała ta kobitka moją mamę w pracy, żeby dzieciom zaniosła.

- Jakie żelki mamuś? – zapytała Kornelia.

- Takie, jak z Haribo są teraz albo Jojo, które czasem wam kupuję, wiesz już jakie?

- I co? – powiedziała Kornelia.

- Co co? – odpowiedział jej tata – nie było takich rzeczy, to zza granicy się przywoziło, jak się dało.

- Zza granicy? – Konrad był bezbrzeżnie zdziwiony – to znaczy z innego kraju?

- Dokładnie – powiedziałam – z innego kraju.

Dzieci słuchały tego z miną, która mówiła , że nie bardzo rozumieją nasze rozbawienie i zaangażowanie w opowieść. Kornelia z lekko otwartymi ustami bacznie obserwowała mnie i czasem zerkała na tatę, a Konrad piszczał zadając mnóstwo pytań, z których jasno wynikało, że bierze nasze słowa za jedną z bajek.

Oczywiście nasza rozmowa miała mieć charakter dydaktyczny a nie martyrologiczny.

Dla dzieci była jednak chyba czymś w rodzaju zabawy, bo sens jej kończył się z pewnością na doświadczeniu zdziwienia, które dominowało nad wszelkimi innymi wrażeniami.

Dla nas z kolei przypomnienie sobie tych drobiazgów z dzieciństwa było miłą chwilą, bo przecież pomimo tego, że nie mieliśmy dostępu do smakołyków i atrakcji, do których dostęp mają nasze dzieci, nie było kolorowo w sklepach i telewizorze, to jednak świat było kolorowy w naszych głowach i sercach i takim go widzieliśmy.

Ciekawe też jakimi dorosłymi będą obecne dzieciaki wychowywane w warunkach zdecydowanie odmiennych niż my. Ale to pytanie powtarza się co pokolenie, bo co pokolenie zmienia się świat.

Katarzyna Martyka

wspomnienia

 

wtorek, 29 wrzesień 2015 16:53

WHY STORY to wielotematyczny magazyn internetowy o prawdzie, pasji i człowieku.

Poruszamy tu zagadnienia zwiazane z codziennym życiem, min. z takich obszarów jak: psychologia, sprawy społeczne, zwierzęta, kultura i sztuka, przedsiębiorczość, technologie. Piszemy o inspirujacych ludziach, miejscach, które warto zwiedzić i poszukiwaniu zwykłego, ludzkiego szczęścia. Zachęcamy również do udziału w naszych konkursach.

WHY Story TV: Daniel 'zoNE' Gabryś

czwartek, 03 wrzesień 2015 23:28

Praca z pasją

 

Rozmowa z Grzegorzem Klamczyńskim, właścicielem firmy KS Ogrody, która zajmuje się projektowaniem, zakładaniem i pielęgnacją ogrodów.

 

Nie powinnam Cię chyba nazwać ogrodnikiem, gdyż jest to już prawdopodobnie przestarzały termin, a więc zadam pytanie inaczej, dlaczego zostałeś architektem krajobrazu/zieleni?

Nie sądzę żeby określenie ogrodnik było przestarzałe, właśnie z nim bardziej się utożsamiam. Myślę, że wybrałem ten zawód, ponieważ to praca z pasją, praca w której codziennie uczysz się czegoś nowego, zdobywasz większe doświadczenie, dzięki praktyce - a to przecież jest najważniejsze!

Jakie potrzeby użytkowników, oprócz zasobności portfela, powinny być brane przez nich samych pod uwagę podczas projektowania ogrodu?

Jeżeli chodzi o potrzeby klientów, to oczywiście zasobność portfela jest dość istotna. Ważne są również inne czynniki, tzw. możliwości praktyczne właścicieli ogrodów czy ich potrzeby estetyczne. Jeżeli nie jesteśmy w stanie finansowo całkowicie powierzyć aranżacji ogrodu firmie, to powinniśmy, przede wszystkim, brać pod uwagę, to ile mamy czasu, by mu go poświęcić. Czyli ważne jest to czy pracujemy, w jakich godzinach, czy nasz stan zdrowia pozwala na takie zajęcie, ponieważ jest ono dosyć forsowne. Dopiero wtedy możemy zastanowić się czy nasz ogród ma być mocno wymagający.

Czy można sugerować klientom, że powinni kierować się powyższymi kryteriami, żeby później „potrzeby ogrodu” nie przerosły możliwości ich właścicieli?

Zawsze o tym wspominam klientom, żeby mieli powyższe kryteria na uwadze. Z reguły klienci chcą ogród bezobsługowy, ale taki nie istnieje.

Jaka jest preferowana minimalna, powierzchnia ogrodu, bo maksymalnej chyba nie można określić? Jakie jeszcze inne czynniki są brane pod uwagę na etapie planowania, związane z samym terenem ?

Nie sądzę, że należy określać minimalną preferowaną wielkość ogrodu, bo przecież obecnie jest moda na aranżację nawet najmniejszego balkonu. Planowanie ogrodu jest jedną z najważniejszych rzeczy w początkowym etapie, już nawet podczas budowy domu powinniśmy zwrócić uwagę na parę istotnych kwestii związanych m.in. z doprowadzeniem wody, co wiąże się z system nawadniającym, jakością gleby, jak również samym dojazdem do ogrodu.

Proszę wymienić przykładowe typy gatunków roślin przeznaczonych dla określonych kategorii użytkowników, np. dla osób zapracowanych, przebywających często w delegacji, dla osób starszych, ale dysponujących sporą ilością czasu czy dla rodzin z dziećmi.

Owszem są pewne rośliny, które możemy przyporządkować określonym grupom osób. Rodzinom z małymi dziećmi nie proponujemy wszelkich odmian kłujących, np.: berberysy, ostrokrzewy, róże, czy trujących, np. cis pospolity (cała roślina oprócz czerwonych osnówek otaczających nasiona, a zwanych popularnie owocami). Dla osób zapracowanych, poświęcających mało czasu ogrodowi, proponujemy rośliny zimozielone (są w miarę mało obsługowe, nie zrzucają liści, są atrakcyjne przez cały rok): wszelkiego rodzaju odmiany wysokie: świerki, sosny, jodły, jak również niższe: kosodrzewiny, jałowce, cyprysiki lub całkowicie niskie, płożące, zadarniające: m.in. różne odmiany jałowców. Obecnie bardzo modnymi roślinami, które są mało obsługowe to wszelkiego rodzaju odmiany traw ozdobnych.

Jakie można zaproponować udogodnienia technologiczne, które zarówno wspomagają właścicieli w trosce o utrzymanie zieleni w odpowiednim stanie, jak i podkreślają estetykę ogrodu?

Obecnie udogodnień technologicznych mamy sporo do zaoferowania. Coraz częściej klienci zakładając ogród myślą o systemie nawadniającym i nie tylko ci, którzy zakładają go od zera, ale też cała masa ludzi posiadających już ogrody, nawet te najmniejsze. Ważne staje się również założenie w rabatach agrotkaniny, co pozwoli nam uporać się z chwastami. Proponujemy wielu osobom oddzielenie rabat od trawnika za pomocą np. kostki czy ekoboderów. Coraz więcej osób zakupuje także automatyczne kosiarki, które samodzielnie skoszą trawnik, co pozwola zaoszczędzić sporo czasu.

A jakie są najnowsze trendy ogrodowe?

Na czasie stało się wszystko to, co ekologiczne: wyeliminowanie chemii, naturalne opryski, nawozy, tworzenie miejsc dla ptaków, owadów. Ogród ma być miejscem wypoczynku, dlatego istotną rzeczą jest to, aby był najbardziej zbliżony do naturalnego. Niestety ciężko jest stworzyć ogród z jednej strony naturalny, a z drugiej bezobsługowy. W tej chwili modny stał się kamień, wszelkiego rodzaju grysy, jak i pojedyncze formy wkomponowane w ogród czy rośliny. Najbardziej popularny jest kamień płaczący, umieszczany najczęściej przy miejscu przeznaczonym na odpoczynek..

Dlaczego powinno się stosować eklektyzm w dobieraniu elementów ogrodu: rośliny, woda, kamienie, drewno? Jakie to ma znaczenie dla estetyki, relaksu, a może jeszcze innych aspektów naszej duchowości?

Uważam, że powinno się łączyć w jedną całość różne elementy, ponieważ daje to ciekawy efekt końcowy. Do różnorodnych aranżacji roślinnych, coraz częściej wykorzystujemy wodę, drewno, kamień, co daje fantastyczny efekt końcowy, dzięki czemu ogród staje się miejscem wypoczynku, relaksu, a na tym nam wszystkim przecież zależy:)

Rozmawiała Beata Sekuła

ogrod

wtorek, 01 wrzesień 2015 14:16

Młoda mama

Jak Ty to robisz, że jesteś taka szczęśliwa? Ludzie ostatnio ciągle zadają mi to pytanie. Odkąd zaszłam w ciążę znajomi nieraz dają wyraz podziwu dla mojego dobrego samopoczucia i wyglądu. Większość z nich tego nie mówi, ale widzę, że kryją również odrobinę zdziwienia. Mało kto w mojej sytuacji decyduje się na macierzyństwo. Dzisiaj w ogóle odsuwamy ten etap na później… na bardzo odległe „kiedyś”. Nie mam poczucia, że się pospieszyłam. W tym roku kończę 30 lat. Właściwie mam poczucie, że to najwyższy czas.

To prawda, że wyczekałam moment, kiedy mam stałą pracę – marzenie każdego Polaka – umowa o pracę, etat, prestiżowa firma. Zrobiłam to z premedytacją. Po próbach artystycznych, nie rezygnując z samorealizacji, zrobiłam zwrot ku temu, co zawsze było dla mnie najważniejsze – ku rodzinie.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama