reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
niedziela, 03 kwiecień 2016 12:28

Praca, która jest pasją - wywiad z Krzysztofem Pytką, właścicielem hotelu GROMAN, nominowanym do tytułu: Lider z powołania

Opublikowane przez 
Oceń ten artykuł
(12 głosów)

Hotel GROMAN to obiekt oferujący swoim gościom nie tylko wygodne pokoje gościnne (dla 180 osób) ale i możliwość zorganizowania konferencji, wesela czy luźnego spotkania z przyjaciółmi. Położony jest 15 km od Warszawy u zbiegu tras z Krakowa i Katowic.

 

 

 

Skąd pomysł na hotel?

To był przypadek, wcześniej nie interesowałem się branżą hotelarską. Skończyłem technikum samochodowe, a później Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Moi rodzice prowadzili sklep meblowy i warsztat samochodowy, był to tzw. rodzinny biznes, więc miałem okazję przyglądać się takiej pracy od środka. Później otworzyliśmy restaurację, tyle że były to inne czasy. Początkowo mieliśmy problemy z uzyskaniem zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Wówczas nie wydawano koncesji małym firmom, więc podjęliśmy decyzję o powiększeniu restauracji. Później pojawił się też pomysł zbudowania hotelu. Przez jakiś czas prowadziliśmy działalność gastronomiczną i samochodową równolegle.

Jak przebiegała budowa obiektu?

Pierwsza część budynku powstała już w latach dziewięćdziesiątych. Budowa trwała trzy lata. Na początku nie był zbyt duży - rozrastał się na zasadzie „pączkowania”. Rozbudowywałem hotel ponieważ przybywało nam coraz więcej gości. W dwutysięcznym roku zakończyła się budowa drugiego skrzydła, a pięć lat później kolejnej części. Zlikwidowaliśmy nawet warsztat samochodowy, aby móc dobudować kolejne segmenty hotelu. Udało się nam też zyskać dodatkową powierzchnię poprzez zakup działki od sąsiada. Ostatnia część powstała w sześć miesięcy, a wnętrza urządziliśmy zaledwie w ciągu roku, dlatego że zatrudniłem do tego zadania profesjonalną firmę. Doglądałem prac, ale nie musiałem już poświęcać na to tyle czasu ile pierwotnie. Szybko zaczęliśmy gościć uczestników wycieczek szkolnych oraz organizować bankiety, więc obiekt prawie od początku przynosił dochody. Nie korzystałem z nowoczesnych środków wsparcia, czyli kredytów. Prowadzę ten biznes w sposób tradycyjny. Jeśli są odłożone pieniądze, to przeprowadzana jest kolejna inwestycja. Obiekt cały czas podlega modernizacjom. Ulepszamy go, aby sprostać kolejnym oczekiwaniom klientów. W planach jest rozbudowa ogrodu. Ta inwestycja wynika z oczekiwań weselników, ponieważ to idealne miejsce na plener i sesję zdjęciową. Stąd potrzeba utworzenia arkad i innych tego typu aranżacji. Do niektórych projektów przymierzam się przez dłuższy czas, część z nich weryfikuje życie. Najpierw myślałem o zbudowaniu basenu, ale ponieważ powstało już tyle pięknych obiektów kąpielowych, to my planujemy w przyszłości namiastkę spa, strefę relaksu dla naszych gości. Rynek przyjęć weselnych jest przesycony. Natomiast my nie narzekamy na brak klientów, mamy rezerwację do 2018 roku.

Co Pana zdaniem przyczyniło się do sukcesu Hotelu GROMAN?

Znalazłem niszę na rynku. Nie w kwestii hoteli, a organizacji wesel. Wtedy robiło się je w remizach, salach sportowych albo w szkołach. Restauracje nie cieszyły się dobrą opinią, ponieważ menu było niezbyt zachęcające, a ceny wygórowane. Starałem się powiązać te dwie kwestie, czyli w naszej ofercie pojawiły się smaczne potrawy wywodzące się z tradycyjnej kuchni polskiej w restauracji za rozsądne pieniądze. Już pierwsze kucharki były specjalistkami w tej dziedzinie. To się świetnie przyjęło. W większości nasze potrawy należą do weselnego menu. Wprowadzamy też nowoczesne elementy, ale skłaniamy się bardziej ku tradycji. Kucharze mają wieloletnie doświadczenie w gastronomii, wszystkie potrawy przygotowują sami od podstaw i to świadczy o ich jakości. Mamy swój specjał, czyli kotlet neapolitański - jest to nowoczesna wersja kotleta schabowego. Zaproponował go jeden z moich kucharzy, który pracuje ze mną od dwudziestu lat. To danie doskonale sprawdza się na bankietach i zawsze robi furorę. Cały personel to osoby profesjonalnie przeszkolone do wykonywania swoich zadań, które pracują dla nas od wielu lat i chętnie dzielą się wiedzą z nowymi pracownikami.

Czy oprócz wesel odbywają się tu także konferencje?

Tak, specjalizujemy się również w organizowaniu konferencji. Nasze sale wyposażone są w sprzęt przeznaczony do takich celów, czyli: rzutniki, ekrany, mikrofony bezprzewodowe, dostęp do wi-fi, flipcharty itp. Pracujemy też nad tym, aby podnieść poziom estetyczny tych pomieszczeń. Dysponujemy trzema takimi salami: pierwsza z nich ma powierzchnię 204m2, jej układ dopasowujemy do potrzeb uczestników i możemy w niej przyjąć 120 osób. Kolejna ma powierzchnię 135m2 i klasyczny układ w podkowę. Najmniejsza z nich ma 105m2 i mieści od 30 do 40 gości. Natomiast sala bankietowa, na której odbywają się uroczyste gale bądź bankiety ma siedemset metrów. Może stworzyć układ kinowy albo bankietowy, wszystko zależy od potrzeb klienta. Mamy możliwość elastycznego działania. Jest jeszcze BowlingClub. Tam również zdarzają się firmowe imprezy, podczas których w mniej oficjalnym stroju można zagrać w kręgle, coś przekąsić czy wypić drinka. Naszym gościom oferujemy 180 miejsc noclegowych, dlatego jesteśmy w pełni przygotowani zarówno na duże wesele, jak i nieformalne spotkanie.

Kto najczęściej korzysta z usług Pana hotelu?

Są to głównie klienci biznesowi. Tutaj raczej nie przyjeżdża się na dwa tygodnie, żeby odpocząć. Nasz hotel ma charakter turystyki biznesowej. Z naszych usług korzystają ludzie, którzy przyjeżdżają w interesach do Warszawy albo do Wólki Kosowskiej. Mamy doskonałą lokalizację, z dala od zgiełku miasta, a jednocześnie wszędzie jest blisko, na lotnisko czy do centrum jest 15 km. Klienci przyjeżdżają na krótko, ale regularnie.

Na stałe współpracujemy z firmą Siveco i Manbol. Często są tą zagraniczni goście, głównie ze Wschodu: Estończycy, Ukraińcy, Białorusini czy Litwini. Niektórzy przyjeżdżają do nas od wielu lat. Tak jak pracownicy Suzuki, którzy organizują u nas szkolenia serwisowe. Trwają one 3-4 dni. Był czas wzmożonych szkoleń dla banków z zakresu funduszy unijnych. To były duże projekty na kilka tysięcy osób. Cały czas napływają również nowi klienci. Jest to związane z rozwojem firm, przedsiębiorczości i polityki województwa mazowieckiego.

Można powiedzieć, że urodził się Pan menadżerem.

Nie wiem, czy tak bym to określił, ale przyznaję, że już w szkole podstawowej przypadała mi rola skarbnika. Ponadto od dzieciństwa przyglądałem się, jak rodzice zarządzali pracownikami w swojej firmie. Wiele też nauczyło mnie doświadczenie życiowe, a teorię poznałem w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Wydaje się, że praca jest też Pana pasją.

Praca, która jest pasją jest najlepsza. W ogóle nie czuję zmęczenia. A doskonale czuję się, kiedy coś tworzę. Dlatego tak dobrze mi na budowie. Wtedy wręcz odpoczywam. Jak budowali tutaj drogę, moi wieloletni pracownicy śmiali się, że załapałem się na etat. Musiałem wszystkiego dopilnować. Kiedy powstawał hotel pracowałem po osiemnaście godzin. Dopiero dzisiaj jest czas na to, aby pobyć z rodziną. Mam dwie córki i jestem też dziadkiem.

Czy to one przejmą rodzinny biznes?

Mam nadzieję, że tak. Obie świetnie się uzupełniają. Ale to jeszcze długa droga. Chcę żeby przejęły ten biznes wraz z zięciami.

Kiedy znajduje Pan czas na odpoczynek, jest szansa na urlop? 

Urlop jest możliwy w okresie świąt. Na razie to są spontaniczne wyjazdy. Mój weekend zaczyna się w poniedziałek, a kończy w środę. Od piątku do niedzieli są wesela, więc nie ma szans na odpoczynek. Najczęściej wyjeżdżam nad morze, mam dom w Gdyni. Wtedy biegam po plaży, łapię oddech, dosłownie. Podziwiam widoki. Tak samo w górach. Nie jestem fanem sportów wyczynowych. Lubię zobaczyć dobry mecz piłki nożnej w telewizji. Kibicuję Legii, wychowywałem się na Mokotowie. Jeszcze w podstawówce chodziłem oglądać treningi piłkarzy. Dzięki temu poznałem Kazimierza Deynę. To bardzo miłe wspomnienie.

Ma Pan jakieś marzenie podróżnicze?

Moim marzeniem jest wyjazd na Wyspy Kanaryjskie. Ale nie na dwa tygodnie, tylko trzy, cztery miesiące. Żeby spędzić tam czas, kiedy w Polsce jest zima. Życie kosztuje tam tyle samo co w Warszawie. Można sobie wydłużyć życie o kilka lat, tak wpływa na człowieka tamtejszy klimat, ale wyjadę dopiero wtedy, kiedy córki przejmą biznes rodzinny.

Beata Sekuła

Magdalena Saganowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytany 1415 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 28 sierpień 2017 16:31

Skomentuj

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji Administratora.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama