-3.6 C
Katowice, PL
niedziela, Grudzień 16, 2018

Badmintonowe Mistrzostwa Świata zawodowców w Katowicach już za rok

W czwartek 18 października przed szybem w Muzeum Śląskim odbyła się promocja dyscypliny sportu jaką jest badminton. Cel jaki jej przyświecał, to przyszłoroczne Mistrzostwa Świata seniorów, które odbędą się w Katowicach. Jednym z gości był Paweł Gasz, mistrz europy plus 75 lat z tego roku z Hiszpanii.

Panie Pawle proszę nam coś powiedzieć o tych zawodach, ile osób w nich brało udział?

– Zawodników było około 1300, było dużo kategorii wiekowych od 40 do 75+ lat i właśnie w tej najstarszej startowałem ja. Co ważne w każdej kategorii z danego państwa może startować czterech zawodników.

– Za rok będą Mistrzostwa świata zawodowców u nas w Katowicach, przy okazji będzie też festiwal badmintona dla seniorów, który będzie imprezą towarzyszącą, słyszał Pan o tym?

– Będę musiał się jeszcze z tym zaznajomić.

– Czy na zawodach w Hiszpanii, na których Pan startował był wysoki poziom?

– W tych młodszych kategoriach można powiedzieć, że grała światowa czołówka. W tych starszych wiadomo, że poziom już nieco odbiegał, ponieważ to normalne, że jest mniejsza dynamika gry.

– Właśnie, a jak europejczycy wypadają na tle światowym w tych wyższych kategoriach, tam gdzie Pan startuje, czy są takie mistrzostwa świata organizowane?

– Do tej pory odbyło się już sześć, o ile dobrze pamiętam. W większości przypadków to europejczycy są górą w tych wyższych kategoriach, ale również i w tych niższych. Co ciekawe Tajlandia jest tu potęgą, a Chiny gdzie w zawodowym badmintonie to ścisła czołówka tutaj już nie.

– Kiedy są następne mistrzostwa świata seniorów i czy będzie Pan w nich startował?

– Oczywiście, że będę startował! W ubiegłym roku były mistrzostwa świata w Indiach i zdobyłem tam brązowy medal.

O, to serdecznie gratulujemy.

– I co jest dla Pana cenniejsze, to europejskie złoto czy brązowy medal mistrzostw świata?

– Brąz jest gorszy, bo mam już srebrny medal, więc trochę zawiodłem samego siebie. Jest to też trochę wina losowania, choć oczywiście nie można wszystkiego na nie zrzucać.

– Jak wypadają Polacy w seniorskim badmintonie?

– Trzeba powiedzieć, że wypadają słabo szczególnie na tle Anglików, Szwedów czy Niemców. To są generacje te najbardziej „medalodajne”. My jak zdobywamy trzy medale to jest już dużo. W tym roku zdobyliśmy tylko dwa. Ja zdobyłem złoto, a Dorota Grzejdak i Barbara Kulanty (deblistki) Miały szansę na złoto, ale niestety w finale się nie powiodło i zdobyły srebrny.

– Mieszka Pan w Katowicach?

– Tak, a dokładniej na Nikiszowcu.

– A jak się Pan przekonał do trenowania badmintona? 

– Na spartakiadzie zakładowej. Przyszedł instruktor, wyrysował nam kredą na boisku od siatkówki specjalne boisko i dał rakiety, następnie opuścił nam siatkę do prawidłowej wysokości (1,5 m) i powiedział „grajcie” – bez zasad, bez niczego, tak po prostu… i tak się zaczęło. Tak mi się to spodobało, że razem z bratem zaczęliśmy treningi. Kontakt ze sportem miałem od najmłodszych lat, ale nigdy zawodowy. Chociaż, jeśli chodzi o badminton to grałem kiedyś w lidze.

– Wracając do zawodów, były jakieś nagrody?

– Tylko medal, na szczęście zdobyłem (śmiech).

– A transport był organizowany przez organizatorów?

– Niestety nie, nawet wpisowe trzeba było opłacić we własnym zakresie, Polski związek nas w tym nie wspomógł.

– A jakieś inne Pana pasje?

– Narciarstwo.

– Czyli jest Pan również czynnym narciarzem?

– Tak, z tym że badmintona można uprawiać przez cały rok.

Życzymy więc kolejnych sukcesów w tej grze i czerpania z niej jak największej przyjemności.

– Dziękuję bardzo.

Oprócz Pana Pawła przy promocji Mistrzostw przed Muzeum Śląskim można było spotkać między innymi Mariusza Kałamagę, znanego z kabaretu Łowcy. B.

 

Jazz, literatura i piłka nożna

Talent, pracowitość, dociekliwość

Jacek Niedziela-Meira – wielokrotnie uznany w corocznej ankiecie Jazz Forum za najlepszego polskiego kontrabasistę jazzowego, kompozytor – 5 razy nominowany do Fryderyka, literat oraz publicysta, okazuje się także pasjonatem życia! Ma ponadstandardową ilość dzieci oraz zaradną żonę, która nie tylko jest jego muzą, ale też potrafi naprawić sprzęt domowy oraz zadbać o to, żeby artysta znalazł czas na rozwijanie swojej twórczości, za którą otrzymał wiele nagród, w tym medal Zasłużony dla Kultury Polskiej, Specjalną Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Grand Prix konkursu Międzynarodowej Federacji Jazzowej w Leverkusen.

Dlaczego sztuka rządzi Twoim życiem? A może, żeby zostać uznanym muzykiem trzeba po prostu urodzić się w rodzinie o artystycznych korzeniach?

To ci dopiero! Nie wiem czy jestem uznanym muzykiem…w przypadku jazzu, tak mało popularnego, to sformułowanie nie jest najodpowiedniejsze – co to znaczy – uznany jazzman?! Przez 10 czy 110 osób? (śmiech) Ale wracając do sedna pytania – artystyczna pasja i umiłowanie sztuki, zwłaszcza u matki (nauczycielki śpiewu i malarki) okazały się ważnymi czynnikami dla mojego dojrzewania, choć znam muzyków czy ludzi zajmujących się innymi dziedzinami sztuki bez jakiegokolwiek backgroundu artystycznego wyniesionego z domu. Były zatem koncerty, na którerodzice zabierali mnie z bratem, np. na występ Konstantego Andrzeja Kulki (uznanego skrzypka wirtuoza), kiedy miałem zaledwie 6 lat. W domu korzystaliśmy z pokaźnej, jak na tamte czasy, biblioteki wypełnionej wartościową literaturą i poezją oraz płytami z muzyką klasyczną, jazzową i rozrywkową, np. Skaldów. Nawiasem mówiąc, do dziś uważam, że piosenki Andrzeja Zielińskiego to absolutny top!

 

Brałeś udział w nagraniu ponad czterdziestu płyt, w tym siedmiu autorskich: Wooden Soul Jazzowe Poetycje, Sceny z Macondo, Historia roku minionego, Bassville, Zjesienniony, Bassville 2. Która z nich po latach wydaje Ci się najbliższa Twojemu sercu?

W zasadzie każdej oddałem wiele serca, a ich różnorodność jest przykładem na mnogość moich zainteresowań. A więc i jazzowa poezja śpiewana – jak ja nie lubię tego sformułowania, i muzyka na kontrabas solo, i jazz „symfonizujący”.

Dajesz koncerty w najbardziej prestiżowych klubach jazzowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Występowałeś też z najwybitniejszymi jazzmanami polskimi, m.in ze Zbigniewem Namysłowskim, Janem „Ptaszynem”Wróblewskim, Leszkiem Możdżerem, Ewą Bem, Urszulą Dudziak, Lorą Szafran, Mieczysławem Szcześniakiem, Piotrem Baronem. Grałeś także z artystami zagranicznymi uznanymi na całym świecie, np. z Eddiem Hendersonem, Johnem Claytonem, Kevinem Mahogany’m czy Mikem Mainieri. Które z tych doświadczeń muzycznych wspominasz szczególnie i które z nich najbardziej wpłynęły na rozwój Twojej kariery ?

Jedne dawały mi i mojej rodzinie chleb, inne przyjemność, jeszcze inne – nowe nazwiska do wpisania w artystyczny życiorys. A tak całkiem serio – wszystko w człowieku się odkłada. Tylko od niego samego zależy, jak to spożytkuje. Niestety nie potrafimy wyraźnie wskazać momentu „wypłynięcia na światło dzienne” tychże pojedynczych czynników. Ale analizując uczciwie siebie – możemy później z pewną dozą prawdopodobieństwa wskazać, co mamy po tym „tatusiu” a co po tamtym (śmiech)- np rzeczowość, pracowitość, metodyczność, szacunek do partnerów, itd.

Jesteś też autorem tomików poezji (W niepogodę, Zjesienniony) oraz powieści(Modrzewie siwieją na rudo). Skąd pomysł na motyw przyrodniczy w tytułach ?

Przyroda od wieków jest jednym z najbogatszych źródeł inspiracji – wspomnę tu o motywach tatrzańskich  w kompozycjach Karłowicza czy „Tataraku” Iwaszkiewicza. Przyznam, że nazwę tomiku W niepogodę zasugerował mi mój wydawca. Brał się z tytułu jednego z wierszy.Tytuł płyty „Zjesienniony” nawiązuje raczej do nazwiska rosyjskiego poety Siergieja Jesienina, do którego wierszy dopisałem muzykę. Wydany rok wcześniej tomik moich wierszy też miał taki tytuł- widać w takim byłem wtedy feelingu :)Z kolei modrzewie są dla mnie wyjątkowymi drzewami. Zasadziłem już w swym życiu kilka. Te stare mają tak pięknie rozwarte gałęzie, niczym ramiona papieża w geście błogosławieństwa; te młode, u progu wiosny zachwycają brodawkowymi brzuszkami na każdej gałązce, ową kołyską dla igiełek rosnących w pędzelki,  w zieleń ufnych- że nie kłuć, a malować będą.

Jak to się dzieje, że tak licznie nagradzany muzyk (m.in. medalem Gloria Artis, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej oraz medalem Zasłużony dla Kultury Polskiej, Specjalną Nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prestiżowymi wyróżnieniami jako najlepszy polski kontrabasista jazzowy w ankietach pisma Jazz Forum, Grand Prix konkursu Międzynarodowej Federacji Jazzowej w Leverkusen, czy Grand Prix festiwalu „Jazz nad Odrą” wspólnie z Walk Away, sięga po pióro, żeby tworzyć poezję i prozę?

Literki były u mnie zawsze blisko nutek. Trzy autorskie płyty zawierają moją muzykę napisaną do poezji (Asnyk, Poświatowska, Pawlikowska Jasnorzewska, Baczyński, Harasymowicz). Płyta „Sceny z Macondo” inspirowana była twórczością Gabriela Garcii Marqueza.Dodam też, że obaj synowie (Gabriel-28 lat, Sergiusz-4 lat) mają imiona, które są związane z moją fascynacją Marquezem i Jesieninem (a nie np Rachmaninowem czy Prokofiewem). Obecnie siedzę nad pracą dotyczącą obecności elementów i tematów muzycznych w twórczości literackiej czarnoskórych pisarzy amerykańskich – Jamesa Baldwina, Richarda Wrighta, Toni Morrison i LangstonaHughesa. Nie wszystko wyszło w języku polskim więc lektura trwała dłużej w przypadku edycji angielskich.

Byłeś już 5-krotnie nominowany do Fryderyka, m.in. za płytę Bassville w kategorii Jazzowy Album Roku oraz w kategorii Jazzowy Kompozytor/Aranżer Roku. Czy za szóstym razem możemy liczyć, że nastąpi wręczenia Ci tej nagrody?

Nie sądzę by był ten szósty raz 😉 – a tak poważnie – polski rynek jest strasznie zakorkowany. Ponoć
w ubiegłych kilku latach w Polsce ukazywało się najwięcej na świecie tytułów płyt jazzowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I każdy twórca chce zaistnieć :).

Jak dużo zaangażowania i czasu wymagało napisanie Historii Jazzu – 100 wykładów?

Jakieś 4 lata pracy, kilkadziesiąt amerykańskich książek, wizyta w Nowym Orleanie, prawie tysiąc płyt dobrze wysłuchanych, setka archiwalnych DVD itd. oraz 10 letnie doświadczenie prowadzenia wykładów     z historii jazzu. Ta pasja pozostała i mój zbiór amerykańskich książek, obecnie poszerzony o czasopisma   z lat 60-tych i magazyny rośnie i rośnie. Zresztą to nie tylko książki ale także filmy z lat 20, 30. 40, które kolekcjonuję wyszukując na stronach internetowych nawet jeśli np. big band Ellingtona zagrał tam 3 minuty w przeciągu całego fabularnego filmu.

Za wspomnianą encyklopedię jazzu otrzymałeś nominację do Nagrody „Jazzowy Oscar” Stowarzyszenia – Melomani, w kategorii Dziennikarz/Publicysta Roku. Czy już wtedy mogłeś założyć, że będziesz kiedyś także dziennikarzem?

Dziennikarzem sportowym chciałem być już w podstawówce, kiedy żonglowałem danym dotyczącymi rezultatów meczy, układów tabel, ilości strzelonych bramek, rozmiarów obuwia piłkarskich legend itd., ale słyszałem wtedy w domu, że mam śmietnik w głowie. Zresztą ponoć nauczyłem się czytać, w wieku 6 lat, ze sportowych gazet. Tak więc lokuję się w swych fascynacjach gdzieś pomiędzy Faulknerem i Marquezem a Przeglądem Sportowym 🙂

Wiec stąd pasja do piłki nożnej i żużla oraz do pisania na ten temat felietonów?

Nawiązałem do dawnych fascynacji z dzieciństwa, kiedy moje rodzinne miasto dobrze funkcjonowało na arenie sportowej. A że stałem się po drodze historykiem i naukowcem (akademikiem) – wszystko się tak jakoś ułożyło. Poza tym – koziorożce są metodyczne, skrupulatne pracowite i dobre w statystykach. 😉 Tak więc do pisania o sporcie – w sam raz.

Czy uważasz, że sukces zawodowy zawdzięczasz wyłącznie swojemu talentowi i ciężkiej pracy, czy też jeszcze czemuś lub komuś innemu?

Pracowitości, dociekliwości, pasji czytania, genom, elementom wyniesionym z domu. Mówiłem o dociekliwości ? :). Na pewno też ludziom, których spotkałem na swej drodze. Oczywiście nie w sensie protekcji – bo jestem pierwszym i zagorzałym przeciwnikiem tzw. „kolesiostwa”. (to tak jakby przy pomocy ściągi dostać wysoką notę – de facto nie ma się umiejętności na poziomie oceny i w gruncie rzeczy zostaje niesmak). Chodzi mi o ludzi, których podpatrywanie (świadome lub nieświadome) w jakim sensie mnie rozwinęło.

Prowadzisz letnie międzynarodowe warsztaty jazzowe w Puławach, jesteś też wykładowcą na Akademii Muzycznej we Wrocławiu jurorem polskich i zagranicznych konkursów muzycznych, a także ojcem czwórki dzieci. Czy można pogodzić tak liczne i różne role? Jak?!

Zdecydowaną większość obowiązków domowych żona bierze na klatę 🙂 To ona głównie dba o nasze „ognisko domowe”. Kiedy zajmuje się maluchami, ja mogę koncertować czy pisać. Czy wspominałem, że mam też … piątego dzieciaka?

Naprawdę?

Z moich książek i postaw życiowych bije ogromna fascynacja Afryką. Ok 10 lattemu pomyślałem, że byłbym gotowy wesprzeć jakąś akcję charytatywną. Ktoś poradził mi Siostry Karmelitanki, mające misje w Burundi. Akcja nazywa się Adopcja Serca a wskazane dziecko – Jean Pierre, który stracił obojga rodziców, z drobną moją pomocą ukończył już szkołę.

Czy udało Wam się kiedyś spotkać? Czy to w ogóle możliwe?

Kontakt umożliwiły nam zakonnice, które przysyłały co najmniej dwa razy w roku listy wraz z tłumaczeniem z francuskiego, oraz fotografie. Niestety, nie spotkaliśmy się osobiście z Jeam Pierrem. Chłopak mieszka Burundi, a ponoć w ostatnim czasie jest tam niebezpiecznie, więc na razie nie wybieram się do tego kraju.

Rzeczywiście trudna sytuacja. Wracając do Twoich osiągnięć czy uzyskanie tytułu profesora zwyczajnego z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego w zeszłym roku zwieńczyło Twój dorobek artystyczny w dziedzinie muzyki, a może masz już kolejne plany rozwoju na tym polu? Jakie?

Kończę drugą część podręcznika jazzowego na kontrabas i gitarę basową dotyczącego mojej autorskiej, specyficznej techniki pizzicato – trzema palcami. Układam też w całość cykl esejów i felietonów z zakresu historii jazzu. Planowane wydanie – 2016. O muzyce nie zapominam, ostatnio podchodzę do jazzu mocno go „zfolkowując”. Zobaczymy jak to zostanie przyjęte :).

Posiadając tak wszechstronne doświadczenie zawodowe i tak wiele pasji, czym chciałbyś podzielić się z naszymi czytelnikami na łamach WhySTORY w roli publicysty?

Wszystkim.

Rozmawiała

Beata Sekuła

- Reklama -

Najpopularniejsze